Sprzedał firmę, żeby sprzedawać ochronne etui

Kamil Kosiński
30-11-2011, 00:00

Przedsiębiorca z Inowrocławia pieniądze znalazł dzięki telewizji

Jeszcze niedawno jedynym biznesem Piotra Nawrockiego z Inowrocławia była odziedziczona po rodzicach firma Folio- Plast, produkująca z tworzywa sztucznego m.in. segregatory na dokumenty i płyty CD, teczki biurowe i albumy fotograficzne. Pod koniec października 2011 r. sprzedaż etui na karty płatnicze rozpoczęła jednak stworzona przez niego spółka ID Block Systems.

— Z końcem października ruszyła strona internetowa. Ale pierwsze zamówienie zrealizowaliśmy nieco wcześniej. Firma z Wielkiej Brytanii zamówiła 1 tys. naszych produktów ze swoim logo, traktując je jako gadżet reklamowy — precyzuje Piotr Nawrocki, prezes ID Block Systems.

Etui różnią się od innych celem, dla którego zostały stworzone. Ich głównym zadaniem nie jest ochrona karty przed fizycznym uszkodzeniem, lecz przed skanowaniem. Coraz więcej kart płatniczych to karty zbliżeniowe, które komunikują się z terminalem poprzez fale radiowe. Złodziej może skopiować dane karty w środkach komunikacji publicznej czy centrum handlowym, a nawet przechodząc chodnikiem obok jej właściciela. Na taki atak narażone są też paszporty biometryczne, karty miejskie, legitymacje studenckie, a nawet karty umożliwiające wejście do budynków i pomieszczeń.

— Mam znajomego w Wielkiej Brytanii, który przez dłuższy czas pracował w firmie produkującej karty mikroprocesorowe. Kiedyś zaczęliśmy rozmawiać o bezpieczeństwie zbliżeniowych kart płatniczych. Dostrzegłem problem i niszę rynkową. Owinięcie karty w portfelu folią aluminiową nie jest przecież żadnym rozwiązaniem — opowiada Piotr Nawrocki.

Od pomysłu do biznesu

Był rok 2008. Inowrocławianin zaczął poszukiwać materiału, który chroniłby karty przed zeskanowaniem, a do tego był na tyle estetycznyi odporny na fizyczne zniszczenie, by produkowanie z niego etui miało sens. Prototypowe etui stworzył w 2009 r. Wtedy wystąpił do Urzędu Patentowego o ochronę wzoru przemysłowego i wynalazku. Nie uzyskał jeszcze rejestracji, ale samo zgłoszenie zapewnia ochronę do czasu rozstrzygnięcia wniosku. By wypromować pomysł i zyskać kapitał na rozruch postanowił skorzystać z telewizji. Natchnęła go do tego informacja o tym, że w TV4 pojawi się polska wersja programu Dragon’s Den. Ludzie mający pomysły przedstawiają je w nim doświadczonym biznesmenom z myślą o zyskaniu ich wsparcia w postaci inwestycji kapitałowej. Piotr Nawrocki widział już brytyjską i kanadyjską edycję tego programu.

— Dla małej firmy promocja jest problemem. Stwierdziłem, że program jest doskonałą okazją do nagłośnienia samego zagadnienia i mojego pomysłu. Zacząłem monitorować internet pod kątem pojawiania się bardziej szczegółowych informacji o polskiej edycji Dragon’s Den. I siedząc pewnego dnia dłużej w biurze, znalazłem formularz zgłoszeniowy — relacjonuje Piotr Nawrocki.

Jak wyglądały telewizyjne negocjacje, każdy mógł się sam przekonać. W zamian za 600 tys. zł Piotr Nawrocki był gotów oddać 35 proc. udziałów w przyszłej firmie. Krzysztof Golonka i Maciej Kaczmarski zaoferowali po 300 tys., ale za 35 proc. udziałów dla każdego. Oferta została przyjęta, aczkolwiek ze względu na chorobę Krzysztofa Golonki (zmarł pod koniec października) transakcja została sfinalizowana w inny sposób. Maciej Kaczmarski, twórca Krajowego Rejestru Długów, ma dziś 51 proc. udziałów w ID Block Systems, kolejne 29 proc. należy do Ewy Frąszczak, która z propozycją inwestycji zgłosiła się do Piotra Nawrockiego po emisji programu. Ten ostatni nie żałuje jednak, że oddał kontrolę nad firmą.

— Kapitał pewnie bym zgromadził. Ale czy zajęłoby mi to rok czy pięć, trudno powiedzieć. W każdym razie mogłoby być już po najlepszym czasie wejścia na rynek. Co do kredytów, to wiadomo, jak banki podchodzą do początkujących firm i nawet nie chciałem się w to bawić. Poza tym nie do przecenienia jest doświadczenie biznesowe, jakie wniósł Maciej Kaczmarski. Mam też kolejne pomysły i liczę, że będę zarabiał na licencjach na inne wynalazki udzielanych ID Block Systems — komentuje Piotr Nawrocki.

Kulisy małego ekranu

Obejrzenie negocjacji zajęło widzom około 12 minut. Ale Piotr Nawrocki twierdzi, że trwały 40 minut. Każdy z uczestników ma jednak gwarantowane tylko trzy minuty na prezentację pomysłu. Nie zna przy tym potencjalnych inwestorów, by nie ustawić prezentacji pod konkretnego z nich. Mimo to twierdzi, że tremy nie miał.

— Emocje to kwestia indywidualna. Ale stres potrafi zjeść największego artystę. Ja potraktowałem trzy minuty przeznaczone na prezentację pomysłu jak wejście z ofertą do jakiegokolwiek biura. Tam też pierwsze trzy minuty są kluczowe, by cokolwiek sprzedać — wspomina Piotr Nawrocki.

By jednak w ogóle dostać się do studia, trzeba przejść casting. Tam żadnych tuzów biznesu nie ma. Jest natomiast... normalny telewizyjny casting.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Sprzedał firmę, żeby sprzedawać ochronne etui