Stabilizacja po polsku

Kazimierz Krupa
06-05-2003, 00:00

Po raz kolejny potwierdza się hasło, w gruncie rzeczy leżące u podstaw niewyczerpanego optymizmu, że nie ma na świecie rzeczy niemożliwych. Wydawało się, że utopijne hasła wygłaszane przez międzywojennych — nazwijmy ich tak eufemistycznie — skrajnych optymistów, typu: „Polska od morza do morza”, czy „Polska musi mieć kolonie”, jest tylko utopijną mrzonką... A tymczasem, na naszych oczach wyprawia się coś, co do niedawna przekraczało nie tylko granice optymizmu, ale i zdrowego rozsądku. Co prawda o granicach od morza do morza nie ma oczywiście mowy, podobnie jak o koloniach, ale... polskie siły zbrojne mają administrować jedną czwartą terytorium Iraku. Na razie trwają konsultacje i uzgodnienia, ale wygląda na to, że przypadnie nam północna strefa stabilizacyjna, bardzo bogata w złoża ropy naftowej, z Kurdystanem.

Propozycją tą zaskoczeni zostali chyba wszyscy, z włodarzami naszego kraju na czele, niezależnie od tego, że teraz mówią o „naturalnej konsekwencji” i „historycznej odpowiedzialności”. Wielu zastanawia się również, jakie powody skłoniły Amerykanów do złożenia tej propozycji. Najbardziej złośliwi ukuli nawet teorię, że jest amerykański sposób na odzyskanie zaufania u jednych Irakijczyków, a umocnienie u innych. Po prostu, po kilku miesiącach polskiego administrowania na powierzonym nam terenie, Irakijczycy znowu zwrócą się do Amerykanów z prośbą o jak najszybsze „wyzwolenie” od polskich, może nie wojskowych, ale urzędników — i pokochają ich na wieki.

Poważnie jednak biorąc, w tym, że takie administrowanie — oprócz ogromnej odpowiedzialności i niebagatelnych kosztów — musi być doskonałym interesem, najbardziej utwierdza nas histeryczna reakcja części prasy europejskiej, a przede wszystkim niemieckiej. Co charakterystyczne, prasy o zabarwieniu lewicowym. Grzmią w trąby, pouczają, ba, ubliżają, nazywając nas nie koniem, a osłem trojańskim Ameryki w Europie. Za tym może stać tylko poczucie utracenia ogromnej szansy, przekonanie, że coś wielkiego przechodzi im koło nosa. Podnosi się argumenty polityczne i ekonomiczne, grożąc wręcz wstrzymaniem pomocy ekonomicznej (skoro Polskę stać na wysłanie do Iraku od 2 do 3 tys. żołnierzy). Wszystko to sprawia wrażenie żałosnego skowytu odtrąconego pieska. Ale to już naprawdę ich problem.

Naszym problemem jest wykorzystanie szansy, inteligentne zdobycie funduszy na wyposażenie polskiego korpusu, zbicie jak największego kapitału politycznego (za którym przyjdą i finanse). A, no i jeszcze to, żeby nie spełniło się stare porzekadło, że polskie administrowanie na Saharze rychło skończyłoby się tym, że trzeba by tam importować piasek, bo by go zabrakło. Miejmy nadzieję, że było ono aktualne tylko za czasów ustroju powszechnej szczęśliwości. Bo piasku w Iraku przecież też nie brakuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Stabilizacja po polsku