Czytasz dzięki

Stacja dla polskiego biznesu

Krzysztof Girgiel
opublikowano: 25-06-2020, 22:00

Żeby odnieść sukces w biznesie, potrzebne są kreatywność, konsekwencja i dużo ciężkiej pracy. Żeby przejść przez trudny czas, jak kryzys związany z pandemią koronawirusa, potrzebne jest jednak coś jeszcze – stabilny partner, z którym można połączyć siły, żeby dalej się rozwijać.

Materiał powstał we współpracy z PKN Orlen

Kierując się patriotyzmem gospodarczym, PKN Orlen konsekwentnie rozwija współpracę z polskimi producentami. Z szerokiej oferty produktów pozapaliwowych dostępnych na stacjach już ponad 85 proc. pochodzi od krajowych dostawców. Często są to firmy rodzinne, funkcjonujące od wielu pokoleń. Dysponując liczbą prawie 1,8 tys. placówek, Orlen stwarza rodzimym przedsiębiorcom możliwość dotarcia do nowych klientów i rozwoju działalności.

Wyróźnić się jakością

Od kilku miesięcy na stacjach koncernu dostępne są maseczki zwiększające ochronę przed koronawirusem. Jednym z ich dostawców jest firma Brubeck, polski lider na rynku odzieży termoaktywnej.

– W czasie epidemii zaczęliśmy się zastanawiać, co możemy dać ludziom, żeby odpowiedzieć na ich nowe potrzeby. Maseczki były najbardziej naturalnym wyborem. Widzieliśmy, że nie wszystkie dostępne na rynku produkty gwarantują odpowiednią jakość, a my dzięki naszej technologii możemy dostarczyć rozwiązanie bezpieczne i trwałe, z permanentną ochroną antybakteryjną. Postawiliśmy na nogi cały zakład i wykorzystaliśmy 100 proc. mocy produkcyjnej, weszliśmy też w kooperację z zewnętrznymi szwalniami – tłumaczy Dominik Kosuń, dyrektor zarządzający Brubeck.

Dominik Kosuń, dyrektor zarządzający Brubeck

W produkcji maseczek firma mogła wykorzystać doświadczenia zbierane przez 15 lat działalności.

Marka pojawiła się na rynku w 2005 r., zaczynając od produkcji termoaktywnej bielizny bezszwowej. Jej produkty szybko znalazły uznanie na rynku, zwłaszcza wśród pasjonatów narciarstwa i innych zimowych aktywności. W latach 2009-10 obroty wystrzeliły, a firma mogła myśleć o zagarnianiu kolejnych segmentów rynku. Naturalnym krokiem było przygotowanie kolekcji letniej, przeznaczonej głównie dla biegaczy. W Polsce trwał właśnie boom na tę formę aktywności, przybywało zarówno zawodników amatorów, jak i masowych imprez, w tym maratonów. Rosły również wymagania osób uprawiających sport, skupionych już nie tylko na wygodnym obuwiu, ale też odzieży skutecznie odprowadzającej wilgoć. Brubeck, z własną technologią i jakościowym produktem, wpisał się w ten trend.

– Skupiliśmy się nie tyle na zawodowcach, ile na osobach biegających rekreacyjnie. Wysłaliśmy sygnał – jeśli chcesz aktywnie spędzić czas, to znajdziemy ofertę dopasowaną do twoich potrzeb. Do dziś mamy mnóstwo klientów, którzy wracają do nas z informacją, że nasze produkty są niezniszczalne, że nigdy nie mieli na sobie czegoś tak dobrego. To nasza największa duma – mówi Dominik Kosuń.

Każdy produkt Brubeck jest projektowany od zera, testowany i wytwarzany w zakładach firmy. Proces rozpoczyna się od określenia, jaką potrzebę klienta ma zaspokoić nowy wyrób. Na tej podstawie dział technologiczny dobiera odpowiednią bazę surowcową. Następnie powstaje dzianina, która musi przejść rygorystyczne testy. Jeśli te wypadną pomyślnie, pozostaje jeszcze kwestia kroju i designu. Tu ujawnia się zaleta technologii bezszwowej, pozwalającej zaprojektować poszczególne strefy w taki sposób, żeby były odpowiednio opinające, ale nie uciskały. Liczba elementów doszywanych jest tu ograniczana do minimum.

Produkty marki Brubeck od początku do końca powstają w Polsce 

Rozwój jednego produktu może trwać nawet ponad sześć miesięcy, a po drodze firma zbiera opinie również od ambasadorów: sportowców reprezentujących często ekstremalne dyscypliny jak ultramaratony czy wspinaczka wysokogórska. Cały proces odbywa się w zakładach w Zduńskiej Woli, czyli w mieście o historycznej tradycji tkactwa. Korzystając z lokalnej wiedzy, poszerzonej dzięki współpracy z Austriakiem Wilfriedem Blumem (ekspert z dziedziny technologii bezszwowej), marka Brubeck mogła szybciej rozwinąć produkcję i opracować unikatowe rozwiązania. Zaplecze technologiczne, rozwiązania oparte na naukowych badaniach i własne zasoby były też kluczowe w czasie pandemii, gdy w ciągu zaledwie kilku tygodni produkcja w 100 proc. została przestawiona na maseczki.

– Zainteresowanie maseczkami było ogromne. Mieliśmy mnóstwo zapytań, także z zagranicy, postawiliśmy jednak na polski rynek. Rozpoczynając rozmowy z PKN Orlen, mogliśmy liczyć na partnera z dużym potencjałem i dużymi potrzebami własnymi, bo samych pracowników koncernu wymagających zabezpieczeń jest kilkadziesiąt tysięcy. Współpraca z PKN Orlen przeniosła nas w część rynku, w której mamy do czynienia z zupełnie nowym wolumenem i zapewniła stabilność. Dzięki tym działaniom przetrwaliśmy najtrudniejszy czas w firmie i uratowaliśmy około 400 miejsc pracy w zakładach własnych i kooperujących – podkreśla Dominik Kosuń.

Mimo bezprecedensowego kryzysu Brubeck widzi pozytywne zmiany i zwrot klientów w stronę krajowych producentów.

– Pandemia wywróciła myślenie o biznesie. Problemy z łańcuchem dostaw pokazały, że jeśli chcemy polegać wyłącznie na produkcji dalekowschodniej i konkurować głównie ceną, to nie jest to rozwiązanie do końca bezpieczne. My jesteśmy producentem, który ma własny park maszynowy, technologię i rozwijany przez lata know-how. To duży kapitał na kolejny etap – podsumowuje dyrektor marki.

Ci od jabłek

Swój kapitał od kilku lat skutecznie budują też Bracia Sadownicy, dostarczający na stacje Orlen m.in. świeże jabłka oraz soki i napoje na bazie tłoczonego soku jabłkowego.

– Jestem już piątym pokoleniem sadowników w rodzinie. Mam wiele wspomnień, które kręcą się wokół sadu, zbierania i pakowania jabłek. Spędziłem tutaj całe życie. (…) Stawiamy na jabłka, to jest baza we wszystkich produktach. Jesteśmy od jabłek i na tym się znamy. Nie kopiujemy innych. Sami, na podstawie swojej historii, tworzymy nową rzeczywistość – mówi Adam Jędrzejewski, jeden z założycieli Braci Sadowników, w filmie przedstawiającym filozofię marki i historię tworzących ją ludzi.

Adam Jędrzejewski oraz Paweł Szeroczyński, czyli Bracia Sadownicy

Kilka lat temu pochodzący z Kujaw sadownik postawił sobie za cel stworzenie rozpoznawalnej marki jabłek, reprezentującej konkretną wartość dodaną. Zadanie wydawało się karkołomne, bo jak tu wypromować markę na rynku owoców i warzyw, postrzeganych jako zwykły i tani produkt? Tego zadania podjął się wraz z bratem Pawłem Szeroczyńskim, debiutując na początku 2018 r. z marką Bracia Sadownicy. Swoją działalność oparli na autentyczności, prostocie i tradycjach rodzinnych, łącząc te wartości z nowoczesnością i pomysłowością. Korzystając z bazy surowców wytwarzanych na około 300 hektarach rodzinnych sadów, wypuścili na rynek 12 zdrowych naturalnych produktów, w tym soki i napoje z jabłek wzbogacone smakami agrestu, pigwy, kwiatu bzu porzeczki czy marchewki. Tak zaczęła się rewolucja Braci Sadowników. Tylko w pierwszym roku działalności sprzedali towar za około 15 mln zł i wprowadzili kilkanaście kolejnych nowości, przekonując młode pokolenie, że produkty na bazie jabłek to zdrowa i wygodnie podana przekąska, wpisująca się w prozdrowotne trendy. Ale to był dopiero początek.

– Będąc na rynku dwa i pół roku i budując od podstaw całą strukturę dystrybucyjną, udało nam się wywalczyć trzecią pozycję w segmencie soków NFC (nie z koncentratu – red.). Ta kategoria dynamicznie się rozwija na Zachodzie, gdzie często nawet połowa rynku to soki tłoczone lub wyciskane – mówi Dawid Błaszczyk, partner zarządzający i dyrektor marketingu marki Bracia Sadownicy.

Jedną z pierwszych dużych sieci placówek sprzedażowych, która zaufała Braciom, był PKN Orlen. Marka trafiła na półki na stacjach paliw w ramach akcji „Pijemy polskie soki”, wspierającej rodzimych sadowników.

Bracia Sadownicy to autentyczna historia pełna pasji i zaangażowania

– Stacje benzynowe to dla nas szczególnie cenne miejsce dystrybucji, bo tam trafiamy do mobilnych, młodych i świadomych konsumentów. Współpraca z PKN Orlen była dla nas o tyle ważna, że to sieć opiniotwórcza, silnie oddziałująca na rynek. Z naszym lokalnym i kraftowym produktem dobrze wpisaliśmy się w kampanię „Pij polskie soki” – przypomina Dawid Błaszczyk.

Jabłka z rodzinnego sadu po zerwaniu lądują na prasie, gdzie są poddawane wyciskaniu. Sok jest od razu butelkowany, dzięki czemu zachowuje więcej wartości odżywczych, których nie ma w sokach na bazie koncentratu. W przeciwieństwie do dużych graczy Bracia Sadownicy w przeważającej większości korzystają z własnych surowców. Każda partia produkcyjna może być kontrolowana od poziomu drzewa jabłkowego aż do finalnego produktu, a jego jakość potwierdza przyznany niedawno certyfikat ISO.

– Wyróżniamy się tym, że nasze produkty są naturalne, nie zawierają dodatku cukru. To jest mocny argument szczególnie wśród młodszych i świadomych konsumentów, także tych wychowujących dzieci, bo dajemy im zdrową alternatywę dla wszystkich gazowanych słodzonych napojów. W warstwie marketingowej również nie musimy niczego ulepszać. Bracia Sadownicy naprawdę są braćmi, nasze sady naprawdę są w Śmiłowicach, naprawdę uprawiamy je od wielu pokoleń. Na tle innych marek bronimy się autentycznością i rzetelnością, a konsumenci to dostrzegają – podkreśla Dawid Błaszczyk.

W 2019 r. obroty firmy zamknęły się na poziomie 23 mln zł, a portfolio marki obejmuje już około 40 produktów, w tym linie sezonowe. Plany na rok 2020 zakładały nawet podwojenie obrotów, jednak w dobie epidemii o zrealizowanie tego celu nie będzie łatwo. Braciom udało się utrzymać produkcję bez zakłóceń, ale zamrożenie gospodarki i związane z nią ograniczenie aktywności całego społeczeństwa musiało przełożyć się na wyniki sprzedażowe. – Jesteśmy przekonani, że po pandemii Polacy jeszcze bardziej będą szukać na półkach lokalnych wartościowych produktów. Zdrowie jest dla nas bardzo ważną wartością, znacznie ważniejszą niż dla statystycznego mieszkańca Europy. Jesteśmy coraz bardziej wyczuleni na to, co jemy, bo to wpływa na naszą kondycję. Dlatego produkty zdrowe, o prostym składzie, nisko przetworzone i bez niepotrzebnych dodatków będą zyskiwały – prognozuje Dawid Błaszczyk.

Dopiekane w dobrej formie

Podobnie na przyszłość patrzy Michał Zajezierski, wiceprezes firmy Nowel, czołowego producenta tzw. pieczywa do dopieku, konkurującego z największymi graczami w Europie.

– W całym przemyśle obowiązującym trendem jest powrót do korzeni, do pierwszych receptur i naturalnego procesu produkcji. Oczywiście mamy teraz większą skalę, nowoczesne urządzenia i wiele procesów musi być o lepiej poukładanych i zautomatyzowanych, ale receptury sprzed lat pozostają bez zmian – zaznacza Michał Zajezierski.

W przypadku wyrobów firmy Nowel jest się czym inspirować. Jej historia sięga 1925 roku, kiedy pierwszą rzemieślniczą piekarnię założył w Nowym Dworze Mazowieckim Antoni Nowakowski, dziadek Elżbiety Zajezierskiej – obecnej właścicielki. Jego dzieło kontynuują następne pokolenia, angażując do pracy kolejnych członków rodziny.

– Zapach pieczywa towarzyszył mi od dzieciństwa. Dziadek prowadził piekarnię, a my mieszkaliśmy w tej samej kamienicy, na jej drugim piętrze. Kiedy dzieże – ogromne stalowe misy wypełnione 100-200 kg ciasta – jeździły po posadzce, czuliśmy w mieszkaniu drgania i wiedzieliśmy, że piekarnia już pracuje. Lubiłem też patrzeć, jak dziadek wrzuca ciasto do maszyny, a po jej zamknięciu wysuwają się noże dzielące je na mniejsze kawałki. Dla małego dziecka to był fascynujący widok – wspomina Michał Zajezierski.

Piekarnię Nowel prowadzi już kolejne pokolenie. Od lewej: Michał Zajezierski (wiceprezes), Elżbieta Zajezierska (prezes) oraz Karolina Zajezierska (dyrektor handlowa) 

Z piekarni umiejscowionej na parterze kamienicy firma Nowel z czasem przeistoczyła się w nowoczesny zakład wytwarzający dziś 280 ton pieczywa dziennie. Produkcję przeniesiono do Legionowa, gdzie powstał jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Europie. W rozwój parku maszynowego Nowel zainwestował przez ostatnie siedem lat ponad 250 mln zł i obecnie może się pochwalić sześcioma w pełni zautomatyzowanymi liniami produkcyjnymi. W ubiegłym roku powstało również laboratorium i centrum badawcze, gdzie eksperci firmy opracowują nowe produkty, ale też poszerzają wiedzę na temat tych, które już są dostępne. Przełomowe decyzje rodzina Zajezierskich podjęła w drugiej połowie poprzedniej dekady. Wtedy zakład przestawił się w pełni na produkcję pieczywa mrożonego – identycznego jak to świeże, ale krócej wypiekanego. Do produkcji wciąż używane są wyłącznie naturalne składniki, a ze względu na rodzinne tradycje mąka wykorzystywana do wypieku pieczywa pochodzi wyłącznie z polskich zbóż. Zmieniła się za to dystrybucja i zasięg działania firmy, dostarczającej dziś produkty na kilkanaście rynków, głównie do krajów ościennych, ale też do Skandynawii i krajów Beneluksu.

Ważnym rozdziałem w najnowszej historii firmy jest również współpraca z PKN Orlen, dzięki której Nowel mógł zakończyć inwestycję w park maszynowy i zwiększyć zatrudnienie.

– Jako firma rodzinna możemy szybko się komunikować. Do tego wśród kluczowych pracowników mamy osoby będące z nami od 20 czy nawet 30 lat. To jest jedna wielka rodzina, w której dobrze się znamy, wiemy, na co nas stać i sprawnie podejmujemy decyzje. Tak właśnie było w przypadku produkcji bułek do hot dogów, dostarczanych na stacje PKN Orlen. Zdecydowaliśmy się zainwestować 30 mln zł, w krótkim czasie kupując i uruchamiając linię produkcyjną wyłącznie do tego jednego produktu. Obecnie jesteśmy głównym dostawcą bułek do hot dogów, a Orlen jest dla nas jednym z kluczowych klientów – mówi Michał Zajezierski.

Nowel produkuje obecnie 280 ton pieczywa dziennie

Sprawne funkcjonowanie firmy, również od strony płynności finansowej, pozwoliło Nowelowi przetrwać najtrudniejsze tygodnie epidemii koronawirusa, choć wyzwań nie brakowało. Potrzebna była reorganizacja pracy w zakładzie produkcyjnym, obsadzenie transportu pracowników według nowych zasad, instalacja osłon z pleksi w miejscach, gdzie nie da się zachować dystansu dwóch metrów i zastosowanie wielu innych środków ostrożności. 95-letnia piekarnia trzyma się jednak w dobrej formie.

– Rodzinny charakter firmy osadza nas w pewnej historii i daje poczucie przynależności. Z drugiej strony myślę też o tym, że skoro dostałem szansę rozwijania takiej firmy, to nie mogę tego zmarnować. To jest moja odpowiedzialność również wobec przodków – mówi wiceprezes firmy.

PKN ORLEN wspiera polskich przedsiębiorców. Aż 85 proc. produktów dostępnych na 1800 stacjach koncernu zostało wytworzonych w Polsce

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Girgiel

Polecane