Czytasz dzięki

Stały fragment gry

Robert Rybarczyk
opublikowano: 25-06-2020, 22:00

W 2019 r. prezes PGNiG przebiegł dystans jak z Warszawy do włoskiej Bolonii. Na rowerze wykręcił jeszcze więcej, bo jak do Kordoby w Hiszpanii. Jerzy Kwieciński biega samotnie, by rozładować emocje.

Twitter @JerzyKwiecinski, 30 maja: „Już można biegać bez maseczek na terenach otwartych. Pada. Ale za to w lesie nie uświadczysz żywego ducha. Dzisiaj biegiem 8 km”.

Nie kryję się z bieganiem, wręcz przeciwnie. Staram się je promować. Uważam, że to ważne. Bieganie wpływa na moje funkcjonowanie w pracy. Gdybym nie miał możliwości utrzymywania kondycji fizycznej i rozładowywania napięć, pewnie nie byłbym tak sprawny w życiu zawodowym — uważa Jerzy Kwieciński, prezes spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
Wyświetl galerię [1/2]

Ścisły związek.

Nie kryję się z bieganiem, wręcz przeciwnie. Staram się je promować. Uważam, że to ważne. Bieganie wpływa na moje funkcjonowanie w pracy. Gdybym nie miał możliwości utrzymywania kondycji fizycznej i rozładowywania napięć, pewnie nie byłbym tak sprawny w życiu zawodowym — uważa Jerzy Kwieciński, prezes spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo

— Nie wyznaczam sobie sportowych celów, nie śrubuję rekordów. Biegam dla zdrowia i dobrego samopoczucia. W każdej miejscowości w Polsce, w której zatrzymuję się na nocleg, ale także w Nowym Jorku, Luksemburgu, Paryżu, Monachium czy Astanie. Nie muszą to być trasy tamtejszych maratonów. Wolę parki i nadrzeczne bulwary. Bieganie, w ogóle ruch, weszło mi w krew i jest ożywcze dla organizmu. Odczuwam jego pozytywny wpływ. Na bieganie nie ma dla mnie niepogody. Niezależnie od aury i pory roku wychodzę i ruszam w trasę. W moim rozkładzie dnia to już stały fragment gry i do tego pierwszy jego punkt. Nie muszę motywować się do biegania. Przeciwnie, niewiele jest rzeczy, które mogłyby mnie od niego odwieść — zapewnia prezes spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Cudownie się biega w deszczu

Odpowiedź na twitta i foto z lasu @JerzyKwiecinski z 30 maja, @MKardasinska: „Zazdroszczę tej zieleni”. @TenerowiczPawel dodał: „Cudownie się biega w deszczu”. Bieganie prezesa zaczęło się od nieprzyjemnego zdarzenia. Dziesięć lat temu jego ojciec doznał udaru.

— Bezpośrednim bodźcem, by zacząć biegać, była choroba taty. To mnie zmobilizowało, by codziennie, o stałych porach, zorganizować sobie większy wysiłek fizyczny. Myślałem o tym wcześniej. Od 40 lat jeżdżę i biegam na nartach. Również pływam i jeżdżę na rowerze, lecz od joggingu odstręczały mnie problemy z kręgosłupem. Wydawało mi się, że bieganie tylko pogorszy jego stan. Zawziąłem się jednak, by spróbować, i tak się zaczęło. Zatem u podstaw znalazło się zdrowie. Chodzi mi o profilaktykę, zdrowy tryb życia. Przechodzę systematycznie badania i na szczęście nie ma w nich niczego niepokojącego. Wierzę, że jest to także wynikiem podejmowanych przeze mnie aktywności fizycznych. Bieganiem staram się zainspirować innych. Ale nikogo nie przymuszam. Rezultat byłby przeciwny do zamierzonego. To musi być samodzielna decyzja. Cieszę się, jeśli uda mi się kogoś przekonać czy choćby zainspirować — przyznaje Jerzy Kwieciński.

Biega każdego dnia, chyba że jedzie na rowerze do pracy lub biega na nartach — wtedy biegania nie ma. Rzadko wieczorem, z reguły między 7 a 8 rano. Tymczasem na wyjazdach zdarza mu się biegać w nocy, po zakończonych spotkaniach. Tak było w Sandomierzu, Lublanie, Pradze. Stara się przebiec 3 km dziennie. W weekend wybiera dłuższe dystanse — od 6 do 10 km. Jego ulubione szlaki przebiegają przez Mazowiecki Park Krajobrazowy. Szczególnie upodobał sobie trasę między Marysinem a Starą Miłosną. Jest zróżnicowana, pofałdowana, a Jerzy Kwieciński lubi pagórkowate tereny. Twierdzi, że jego ukochaną trasą przebieżek „od święta” jest szlak wokół Morskiego Oka w Tatrach, bo od czasów studenckich poświęca turystyce górskiej każdą wolną chwilę.

— Tę pasję pielęgnuję przez kolejne lata. Wyruszałem w coraz dalsze wyprawy, Himalaje, góry Afryki. Korony Ziemi nie zdobyłem, ale duże wysokości nie są mi obce. Zawsze jednak z rozrzewnieniem wspominam bieszczadzkie połoniny. To rodzinne Podkarpacie i specyficzny klimat wzmacniany piosenkami Wolnej Grupy Bukowina — mówi prezes PGNiG.

Młodzik ze Stali

Twitter @JerzyKwiecinski, 12 stycznia: „Zimy nie widać. Ciepło, więc zamiast na biegówkach można sobie pobiegać. Dzisiaj 6,5 km, a wczoraj 5,5 km, czyli 12 km w ten weekend. Tydzień temu było 22 km, ale weekend był trzydniowy”. Na portalu Stalowej Woli stalowka.net ogłoszono trzy lata temu, że Jerzy Kwieciński został ambasadorem swego rodzinnego miasta.

— Pochodzę z licznej rodziny. Mam pięciu braci i trzy siostry. W młodości jak każdy chłopak uganiałem się za piłką. Mamy lokalny klub Stal Stalowa Wola, ale gdy byłem nastolatkiem, bardziej znany był inny klub z Podkarpacia. Też Stal, tylko z Mielca. Grzegorz Lato, Henryk Kasperczak — grały w nim gwiazdy ówczesnej reprezentacji Polski. Słynnego gola na Wembley strzelił nie kto inny jak rzeszowianin Jan Domarski, zawodnik Stali Mielec. Mieliśmy się na kim wzorować. Ale piłka nożna nie była moim pierwszym wyborem. W latach 70. XX w. mieliśmy też złotą erę polskiej siatkówki. W drużynie Huberta Wagnera był m.in. Marek Karbarz, gracz Stali Stalowa Wola, a później Resovii. Jej zawodnikiem był też doskonały rozgrywający Stanisław Gościniak. Przez jakiś czas trenowałem siatkówkę w sekcji młodzików Stali Stalowa Wola. Mile wspominam te czasy, choć do klasy mistrzowskiej nie doszedłem. Siatkówka uczy dyscypliny i odpowiedzialności oraz pracy zespołowej. Z jednej strony nie ma miejsca na słabe ogniwa. Z drugiej, jeśli zdarzy ci się słabsza chwila, wiesz, że możesz liczyć na kolegów z drużyny. To kształtuje charakter. O koordynacji ruchowej i ogólnofizycznej dyspozycji nawet nie będę wspominał — mówi Jerzy Kwieciński.

Na studia przeniósł się do stolicy, na Wydział Inżynierii Materiałowej Politechniki Warszawskiej. Jak było wtedy ze sportem u przyszłego prezesa?

— Dużo czasu zacząłem poświęcać górom. Na pierwszym roku zaliczyłem kurs przewodnicki w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich. Wiązało się to z częstymi wyjazdami. Niemal każdego weekendu były wycieczki w podwarszawskie lasy. Ale też w Beskidy, Beskid Niski i Bieszczady. Potem były wyjazdy w wysokie góry w Europie i na świecie: Karpaty, Alpy, Himalaje, Kilimandżaro, Ruwenzori, Mt. Kenya — odpowiada prezes PGNiG.

Stalowka.net przypomina, że Jerzy Kwieciński odbywał praktykę studencką w hucie Stalowa Wola, w której pracował jego ojciec. Potem studia podyplomowe w Szkole Głównej Handlowej, MBA na uniwersytetach w Antwerpii, Staffordshire, Brukseli i Warszawskim. Od wielu lat związany z branżą energetyczną, jej rozwojem, finasowaniem dużych projektów, także z funduszy europejskich. Podkarpackie portale podają, że prezes PGNiG często wraca do swojego miasta i w zielono-czarnym szaliku, barwach MKS Stal Stalowa Wola, nadal kibicuje klubowi, w którym zaczynał sportową przygodę.

Polowanie z aparatem

@JerzyKwiecinski, 26 maja: „Sezon rowerowy na dojazdy do pracy rozpoczęty. W tym roku z dużym opóźnieniem ze względu na #koronawirus. W zeszłym roku przejechałem 3000 km. Ciekawe, ile uda się w tym roku wykręcić?”.

— Bieganie uzupełniam jazdą na rowerze. Od kilku lat staram się do pracy dojeżdżać rowerem. To ponad 30 km w obie strony. W zeszłym roku przejechałem w ten sposób 3 tys. km. Kiedy wsiadam na rower, odpuszczam tego dnia bieganie — mówi prezes.

Gimnastykuje się każdego dnia rano. Zestaw ćwiczeń wzmacniających kręgosłup, pobudzających mięśnie, rozgrzewających stawy i więzadła. Robi 50-80 pompek i 50-60 brzuszków.

— Przed bieganiem czy jazdą na rowerze warto poświęcić kilkanaście minut na dobrą rozgrzewkę. To pozwala uniknąć kontuzji, a trening jest bardziej efektywny. Na szczęście biegając, nie nabawiłem się poważnego urazu. Zdarzały się drobne skręcenia czy naciągnięcia, ale one mnie nie zniechęcają. Raz w Kijowie straciłem paznokieć z dużego palca stopy, gdy zahaczyłem o starą, wystającą szynę tramwajową — przyznaje Jerzy Kwieciński.

Przed bieganiem nie je śniadania, lecz pije dużo wody, najczęściej z cytryną. Po powrocie zjada owoce. Na dłuższe dystanse zabiera ze sobą jabłko. Do biegania wykorzystuje kilka par butów, które zakłada w zależności od pogody. Ma parę Adidasa i miękkie Nike, w których czuje się najlepiej. Ale lubi też stare i rozbiegane człapy, kupione w jakimś supermarkecie, które można założyć w każdą pogodę.

— Zawsze, kiedy jadę w delegację, pamiętam, by zabierać buty do biegania. Nie zaniedbuję treningu — dodaje prezes.

Ma zainstalowaną aplikację do biegania, ale korzysta z niej rzadko.

— Dlaczego? Ograniczyłem chwalenie się bieganiem w mediach społecznościowych po tym, jak kilka moich zdjęć spotkało się z hejterskimi komentarzami. Nie uczestniczę w maratonach ani półmaratonach, lubię biegać w terenie. Staram się brać udział w biegach zorganizowanych ze szczególnych okazji, np. w masowych imprezach rocznicowych — mówi Jerzy Kwieciński.

Przyznaje, że bieganie to też świetna okazja do kontaktu z przyrodą. Dlatego rzadko korzysta z bieżni. Biega przez cały rok, nie robi przerw. Nawet woli biegać jesienią i zimą. Wtedy jest ono mniej męczące, bo temperatury w lecie są coraz wyższe nawet rankami i wieczorami.

— Często zabieram aparat. Możliwość obcowania z przyrodą podczas biegania jest dla mnie cenna i chcę ją uchwycić w kadrach. Mam kilkaset tysięcy zdjęć. Dobra lustrzanka z długim teleobiektywem trochę waży, ale mam specjalny plecak biegowy Canona na tego typu sprzęt. Pozwala na wygodne bieganie bez większego wysiłku i obaw o naruszenie sprzętu. Szczególnie lubię obserwować i fotografować ptaki. Fascynują mnie. Ich różnorodność, wielość gatunków, rodzaj upierzenia, gniazdowanie, śpiew. Niestety nie jestem w stanie poświęcić na ich obserwację choćby tyle czasu, ile na bieganie. Ale wykorzystuję każdą sposobność, nawet gdy jestem w delegacji, by wymknąć się o świcie na fotograficzne polowanie — twierdzi Jerzy Kwieciński.

Reprezentowanie barw firmy

Na twitta @JerzyKwiecinski z 30 maja odpowiedział @lukaszmodzelews: „Jest Pan dobrym motywatorem do biegania”.

— Nie kryję się z bieganiem, wręcz przeciwnie. Staram się je promować. Uważam, że to ważne. Bieganie wpływa na moje funkcjonowanie w pracy. Gdybym nie miał możliwości utrzymywania kondycji fizycznej i rozładowywania napięć, pewnie nie byłbym tak sprawny w życiu zawodowym. Sukcesy w pracy też w jakiejś mierze zależą od dobrego zdrowia, kondycji fizycznej, samodyscypliny, którą daje bieganie — przyznaje Jerzy Kwieciński.

PGNiG od wielu lat jest firmą usportowioną. Wspiera reprezentację Polski w piłce ręcznej. Od 20 lat działa w spółce stowarzyszenie Sportgas założone przez grupę pracowników. Przez lata rozrosło się, angażując ponad pół tysiąca osób w kilkunastu sekcjach, m.in.: tenisowej, piłkarskiej, siatkarskiej, badmintonowej, strzeleckiej, brydżowej, biegowej, alpinistycznej, żeglarskiej, rowerowej, squasha i kitewindsurfingowej. Sekcja biegowa jest otwarta dla nowych biegaczy zainteresowanych wspólnym, sportowym spędzaniem czasu. Na sportgas.pl/biegi czytamy: „Jeśli również lubicie biegać i chcecie to robić w gronie podobnych zapaleńców, zapraszamy do członkostwa w naszej sekcji. Trenujemy wspólnie w każdy czwartek w godzinach 16.30–18. W grupie biega się raźniej i więcej można osiągnąć”.

— Wspieramy każdą aktywność sportową pracowników. Zachęcamy do uprawiania sportu. Założenie jest proste, pracownik, który nawet w zakresie amatorskim może realizować sportową pasję, ma lepsze samopoczucie, jest zdrowszy, dobrze zorganizowany, ma wyćwiczoną samodyscyplinę. Dzięki aktywności fizycznej łatwiej może sobie ułożyć i utrzymać work-life balance. Dodatkowo przy okazji startu w turniejach dochodzi element rywalizacji, reprezentowania barw firmowych w starciu z innymi z branży i satysfakcja z sukcesów — uważa prezes PGNiG.

Zapewnia, że żaden z takich triumfów nie przechodzi w firmie bez echa. Osiągnięcia kolegów zachęcają kolejne osoby do poważniejszego zaangażowania w sport. Sukcesy sportowe kadry wykraczają poza Polskę. Zespół piłkarski złożony z pracowników norweskiej spółki zależnej PGNiG Upstream Norway od kilku lat dominuje w Międzyzakładowej Lidze Południowego Rogalandu, okręgu południowo-zachodniej Norwegii.

ROBERT RYBARCZYK

Dziennikarz od 1994 r., m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Życiu Warszawy”. W „Pulsie Biznesu Weekend” pisze m.in. o pasjach i inwestycjach ludzi biznesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Rybarczyk

Polecane