„Sterylizacja” QE3 możliwa w 2012 roku?

Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank
26-04-2012, 16:12

Trzeba przyznać, że słowa przedstawicieli Rezerwy Federalnej mają olbrzymie konsekwencje dla nastrojów w światowej gospodarce.

Poprzedni prezes, Alan Greenspan, którego wypowiedzi często były niejasne, byłby dumny z komunikatu opublikowanego po ostatnim posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku z 13 marca.

Zawarte w nim pozornie niewinne sformułowania wywołały poważne zamieszanie na rynkach obligacji i to pomimo tego, że poprzednie posiedzenie nie wywarło na nie praktycznie żadnego wpływu.

Dlaczego zatem tym razem komunikat FOMC tak bardzo zatrząsnął rynkami? Choć Komitet nadal dostrzega istotne ryzyko pogorszenia się sytuacji gospodarczej, uznał on również, że „napięcia na globalnych rynkach finansowych zmalały”, a ponadto w najbliższych kwartałach oczekuje „umiarkowanego”, a nie „skromnego” wzrostu.

Z opisu perspektyw światowej gospodarki usunięto tymczasem określenie „niezależnie od pewnego spowolnienia globalnego wzrostu”. Członkowie FOMC zauważyli również, że ostatnio „znacząco” spadło bezrobocie, zaś w najbliższym czasie spodziewają się, że będzie ono maleć „stopniowo”, a nie „jedynie stopniowo”.
Wreszcie, starając się uspokoić niepokój związany ze wzrostem cen energii, FOMC stwierdza, że „w ostatnich miesiącach inflacja została stłumiona pomimo wzrostu cen ropy i benzyny”. Oczekuje również, iż „niedawny wzrost cen ropy i benzyny wywoła tymczasową presję inflacyjną”, jednak „później inflacja nie będzie przekraczać poziomu uznawanego przez większość za zgodny z podwójnym mandatem Rezerwy Federalnej”.

Można by pomyśleć, że nie był to komunikat obliczony na wywołanie zdecydowanej reakcji rynków, jednak w rzeczywistości wystarczył, by zainicjować zasadniczy wzrost rentowności obligacji skarbowych (40 punktów bazowych w przypadku papierów dziesięcioletnich), a także zmienić oczekiwania wobec pierwszej podwyżki stopy Fed Funds – obecnie inwestorzy spodziewają się jej nie w 2014, a w 2013 roku.

Czy zatem w przyszłości 13 marca będzie uznawany za istotny punkt zwrotny? Czy to właśnie tego dnia arcygołębie Bernanke i Dudley zdały sobie sprawę z tego, że będą mieć problem z przekonaniem niezdecydowanych współpracowników, takich jak Pianalto, do głosowania za kolejnymi rundami Quantitative Easing (QE)? Wielokrotnie powtarzaliśmy, że rynki będą podejmować próby powrotu do stabilizacji. Wydaje się, że obecna od zawsze w gospodarce USA niewidzialna ręka Adama Smitha ponownie skieruje ją na właściwy tor, zaś członkowie FOMC są obecnie kuszeni, by powstrzymać się od dalszego luzowania polityki monetarnej, a nawet zacząć myśleć o jej zacieśnianiu. Żaden prezes banku centralnego nie chce przejść do historii jako ten, który pozwolił inflacji wymknąć się spod kontroli – to naprawdę niewybaczalny błąd.

Z drugiej strony FOMC wie, że Europa stoi na krawędzi przepaści – członkowie Komitetu nie są na tyle naiwni, by uwierzyć w trwałe powodzenie ukrytego QE, które zafundował rynkowi Europejski Bank Centralny. Wiedzą, że jest to tylko kolejne zagranie na czas, zaś w przypadku gdy krajom peryferyjnym nie uda się przywrócić dyscypliny fiskalnej nawet w obliczu masowych protestów ulicznych związanych z intensywnym wzrostem bezrobocia, kryzys dłużny powróci ze zdwojoną siłą w drugim półroczu. Źródłem zmartwień jest również zaplanowane na początek 2013 r. automatyczne zacieśnianie polityki fiskalnej w Stanach Zjednoczonych – czy cięcia podatkowe wprowadzone przez administrację Busha zostaną po raz kolejny przedłużone? Niepowodzenie obrad Superkomitetu w sprawie cięć deficytu oznacza, że w 2013 r. zostaną automatycznie wdrożone cięcia wydatków na kwotę 1,2 bln dolarów.

Trudno nie dojść do wniosku, że Republikanie łatwo nie odpuszczą – rynek zbyt wysoko wywindował rentowność obligacji i przymusił Fed do wcześniejszych podwyżek oprocentowania. Nadal spodziewamy się jednak, że przed końcem roku wdrożone zostaną kolejne środki z zakresu QE. Polityka realizowana przez prezesa Bernanke ma się całkiem dobrze, a stosowne działania zostaną podjęte, gdy ziści się jeden z trzech negatywnych scenariuszy: 1) wzrost PKB na dobre spadnie poniżej 2 proc., 2) kursy akcji spadną o ponad 20 proc. (powiedzmy), bądź 3) rentowności obligacji dziesięcioletnich przekroczą 3,0 proc. Przynajmniej pierwsza opcja wydaje się wysoce prawdopodobna.

Naszym zdaniem istnieje 50-proc. szansa na to, że Fed zdecyduje się na „sterylizację” QE3 poprzez drenaż dotychczas utworzonych rezerw z banków i to pomimo tego, że skutki ekonomiczne takiego zabiegu będą ograniczone lub zerowe. Rozwiązanie takie miałoby charakter wyłącznie demonstracyjny, choć teoretycznie mogłoby również przyczynić się do powstrzymania stanowiącej potencjalny rezultat kolejnej rundy niesterylizowanego QE szkodliwej dla gospodarki hossy na rynku towarów.


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / „Sterylizacja” QE3 możliwa w 2012 roku?