Stopy w Ameryce spadły poniżej inflacji

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 31-01-2008, 00:00

Władze monetarne USA, obniżając stopy o 50 pkt bazowych, znów wyciągnęły pomocną dłoń do inwestorów i konsumentów.

Po największej od lat redukcji stóp procentowych w ubiegłym tygodniu, amerykański bank centralny (Fed) znalazł się w trudnej sytuacji. Kolejna duża obniżka wzbudziłaby obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki. Brak obniżki mógłby wywołać panikę na giełdzie.

Przy jednym głosie sprzeciwu, członkowie władz monetarnych (FOMC) zdecydowali się na redukcję ceny kredytu federalnego o 50 pkt bazowych. Było to zgodne z najbardziej gołębim scenariuszem. Zakładał on, że Fed dokona głębokiego cięcia, by mieć absolutną pewność, iż prawdopodobieństwo kryzysu finansowego o potencjalnie deflacyjnych skutkach zostanie zminimalizowane. Znamienne jest umieszczenie na pierwszym miejscu listy motywów tej decyzji zaburzeń na rynkach finansowych. Taki powód przyświecał także poprzedniej interwencji Fed. W istocie bowiem problemem amerykańskiej gospodarki nie jest mniejsza dostępność kredytu dla firm, ale spadek cen akcji i nieruchomości.

Amerykańska gospodarka od lat rosła coraz bardziej za sprawą konsumpcji. Doszło do tego, że wzrost PKB zależy od wzrostu indywidualnej konsumpcji. Ta zaś od dawna jest uzależniona od kredytu i wzrostu wartości nieruchomości oraz aktywów finansowych. Dla ratowania cen aktywów Fed zdecydował się na politykę negatywnych, realnych stóp procentowych. Obecna stopa Fed Funds (3 proc.) jest już niższa od inflacji nominalnej, a tylko minimalnie wyższa od stopy inflacji bazowej. Taka polityka ma krótkoterminowe zalety. Zmniejsza cenę kredytów hipotecznych, podtrzymując rynek nieruchomości. Obniża rentowność obligacji, dzięki czemu rośnie atrakcyjność akcji. Zniechęca do oszczędzania, napędzając konsumpcję. To jednak środek doraźny i w dalszej perspektywie niebezpieczny. Niskie stopy zmniejszają popyt zagraniczny na amerykańskie obligacje i osłabiają dolara. Słabnący dolar jest potencjalnym nośnikiem inflacji zawartej w cenach importu. Import zaś jest kluczowy dla amerykańskiej konsumpcji, a więc gospodarki. Jeśli dojdzie do ucieczki od amerykańskiej waluty i aktywów na szerszą skalę, wzrosną rynkowe stopy, inflacja podniesie głowę, a Fed stanie bezradny w obliczu stagflacji.

Giełda zareagowała negatywnie. Być może gracze uwierzyli w zawarte w komunikacie Fed sugestie, że to ostatnia obniżka w tym cyklu. Trudno bowiem przypuszczać, by kwestionowali samą zasadność i skuteczność takiej interwencjonistycznej polityki monetarnej. Amerykańska gospodarka ma jednak poważny problem strukturalny, który można doraźnie łagodzić, lecz nie można rozwiązać tańszym kredytem. Można jakiś czas trzymać ją na kroplówce z tanim pieniądzem, ale nie zastąpi to bardziej treściwego pokarmu. Nikt nie jest jednak chyba gotowy na wzięcie odpowiedzialności za skutki polityki zwiększania oszczędności i inwestycji kosztem konsumpcji. To byłaby zbyt bolesna transformacja. Jak zawsze w takich sytuacjach trzeba będzie czekać, aż zmiany wymusi bezwzględna konieczność podczas kolejnego kryzysu finansowego.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane