Strach ma wielkie oczy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-06-2009, 00:00

Ekonomiści nabierają optymizmu. Nawet autorzy najczarniejszych scenariuszy patrzą na polską gospodarkę przychylniejszym okiem.

Prognozy gospodarcze wreszcie idą w górę, czyli nie będzie aż tak źle

Ekonomiści nabierają optymizmu. Nawet autorzy najczarniejszych scenariuszy patrzą na polską gospodarkę przychylniejszym okiem.

No i zaczęło się. Po tym, jak prognozy wzrostu gospodarczego przez kilka miesięcy leciały na złamanie karku, wreszcie ruszyły w górę. Dwóch ekonomistów, którzy przez ostatnie pół roku szokowali swoimi skrajnie pesymistycznymi prognozami, podnosi swoje przewidywania. Optymizmu nabiera też część ekonomistów, którzy nie przewidywali aż tak czarnych scenariuszy. Po długich miesiącach niepewności o przyszłość gospodarki wydaje się, że wreszcie wiemy, na czym stoimy.

Liderzy w odwrocie

Wiarygodność mocno recesyjnych prognoz podkopały już dane Głównego Urzędu Statystycznego o PKB w I kwartale 2009 r. sprzed dwóch tygodni. Okazało się, że gospodarka nadal rośnie (o 0,8 proc. rok do roku), co było znacznie lepszym wynikiem, niż najwięksi pesymiści zakładali. Po tych danych na łamach "PB" Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Polska i zarazem przez wiele tygodni lider "rankingu" największych pesymistów wśród analityków, oświadczył, że będzie rewidował swoją prognozę na cały 2009 r. (-1,8 proc.) w górę.

— Choć skala rewizji raczej będzie niewielka — zaznaczał Michał Dybuła.

Prognozę podnosi też Lars Christensen, ekonomista Danske Banku. To on w grudniu 2008 r. ogłosił, że spodziewa się w 2009 r. spadku polskiego PKB o 0,5 proc., czym zszokował rynek i pozbawił Michała Dybułę tytułu autora najbardziej pesymistycznej prognozy (ekonomista BNP Paribas spodziewał się wtedy wzrostu o 0,4 proc.). Duńczyk kilka tygodni później poszedł jeszcze dalej, spodziewając się spadku o 1,5 proc. (choć wkrótce potem koszulkę lidera przejął ponownie Michał Dybuła z prognozą spadku PKB o 1,8 proc.).

— Prognoza -1,5 proc. wydaje się już przesadnie pesymistyczna. Dzisiaj spodziewam się poziomu zbliżonego do zera, choć jednak raczej po ujemnej stronie. Polska gospodarka nie uniknie recesji — mówi Lars Christensen (jak uzasadnia swoją decyzję, patrz tekst obok).

Optymizmu nabrał też Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. W ogłoszonej miesiąc temu prognozie obstawiał -0,6 proc. Dzisiaj spodziewa się już minimalnego wzrostu — o 0,1 proc.

— Perspektywy poprawiły się po danych z I kwartału. Są lepsze, niż oczekiwałem, poza tym struktura składowych PKB zmieniła się na bardziej korzystną — tłumaczy Mateusz Szczurek.

Coraz bliżej celu

Wiele mówi też to, że najbardziej optymistycznie nastawieni ekonomiści nie decydują się na podniesienie swojej prognozy. Część z nich — np. Maja Goettig z Banku BPH — wręcz obniża swoje oczekiwania. W ten sposób prognozy krążące po rynku coraz bardziej koncentrują się wokół przedziału 0-0,5 proc. Mediana ankiety "PB" wskazuje, że w 2009 r. gospodarka wzrośnie o 0,1 proc. Co istotne, rozstrzał między prognozami wyniósł 1,7 pkt proc. Jeszcze kilka miesięcy temu był dwukrotnie większy.

— Prognozy są coraz precyzyjniejsze. To dobry znak. Pokazuje, że coraz lepiej widzimy to, co dzieje się z gospodarką, potrafimy dokładniej niż kiedyś ocenić skutki światowego kryzysu finansowego, z czym analitycy mieli duży problem kilka miesięcy temu. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że mocno recesyjne prognozy raczej okazały się błędne — twierdzi Łukasz Tarnawa, szef ekonomistów PKO BP.

Z euforią lepiej jednak nie przesadzać. Gospodarka mimo wszystko nie jest w dobrej formie.

— Wzrost gospodarczy spadł przez rok z 5 do niespełna 1 proc. To bardzo poważny zjazd, a jego najbardziej bolesne skutki są ciągle przed nami — ostrzega Łukasz Tarnawa.

3 pytania do...

Larsa Christensena: Polska dzielnie walczy z kryzysem

1Ostatnia pana prognoza dla Polski mówiła o spadku PKB w 2009 r. o 1,5 proc. Co spowodowało, że dzisiaj spodziewa się pan lepszego wyniku?

Lars Christensen, ekonomista Danske Bank: Przede wszystkim dane z pierwszego kwartału pokazały, że polska gospodarka dość skutecznie broni się przed kryzysem na świecie. Spodziewałem się, że zobaczymy recesję już na początku roku, tymczasem PKB ciągle rośnie. Kluczowa okazała się konsumpcja, nadal idzie w górę, i to w przyzwoitym tempie. Jednocześnie jednak właśnie zakupy zwykłych konsumentów są najpoważniejszym zagrożeniem dla przyszłych kwartałów. Jeśli ludzie zaczną mocno oszczędzać, gospodarka wyraźnie wyhamuje. A może się tak stać, ponieważ zatrudnienie spada, a podwyżki pensji są coraz niższe.

2Recesja w Polsce jest nieunikniona?

Obawiam się, że tak. Zarówno jeżeli mówimy o spadku PKB w ujęciu kwartał do kwartału, jak i rok do roku. Niezależnie od tego, czy będzie to zerowy wzrost, czy niewielki spadek, jedno jest pewne — na tle poprzednich lat rozwój gospodarczy w Polsce uległ mocnemu i bolesnemu wyhamowaniu. Z drugiej jednak strony, taki wynik będzie o wiele lepszy niż w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej, a nawet w całej Unii Europejskiej. Rzeczywistość jest względna.

3Jak inwestorzy będą więc patrzeć na złotego?

LC: Złoty jest dziś najdotkliwiej pobitą przez kryzys walutą regionu. Biorąc pod uwagę niską wycenę jego wartości oraz dobre perspektywy gospodarcze Polski, powinien zyskiwać na wartości. Sądzę jednak, że tak się nie stanie. Do końca roku raczej będzie się osłabiać. Deficyt na rachunku obrotów bieżących oraz narastające niepokoje w finansach publicznych wspierają presję na spadek wartości złotego.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane