Strach powrócił po roku od dna bessy

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 15-02-2010, 00:00

Przez ostatnie 12 miesięcy inwestorzy mogli zarobić krocie. Rynek jest jednak daleki od świętowania, bo ryzyko skokowo wzrosło.

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto wierzył w drugie dno bessy. Dziś zwolenników czarnego scenariusza przybywa

Przez ostatnie 12 miesięcy inwestorzy mogli zarobić krocie. Rynek jest jednak daleki od świętowania, bo ryzyko skokowo wzrosło.

W środę minie rok od dnia, gdy WIG20 spadł do 1327,64 pkt, ustalając dno bessy (według kursów zamknięcia). Wcześniej spadał blisko 20 miesięcy, schodząc do wartości niewidzianych od 2003 r. Trend odwrócił się po 17 lutego 2009 r. W tym czasie WIG20 zyskał 66 proc., a indeks szerokiego rynku jeszcze ponad 10 punktów procentowych więcej. Rynek w górę ciągnęły bardzo mocno przecenione banki i sektor spożywczy. Indeksy reprezentujące te sektory zyskały ponad 120 proc. Wśród spółek rekordziści pomnożyli swoją wartość kilkakrotnie. Liderem szerokiego rynku został Paged ze stopą zwro- tu wyraźnie przekraczającą 800 proc.

PIGS psują nastroje

Nagła zmiana trendu i silne wybicie indeksów były głównymi wydarzeniami minionego roku. W pierwszej fazie wzrostów nie brakowało opinii, że to tylko korekta w trendzie spadkowym. Później zaczęto przepowiadać mocniejszą, 20-30-procentową korektę obserwowanych wzrostów. Na razie jednak najsilniejsza przecena, z jaką mieliśmy do czynienia w ostatnim roku, wywołała spadek WIG20 o nieco ponad 12 proc. Było to w połowie ubiegłego roku. Teraz mamy kolejną, mocniejszą odsłonę przeceny. Od 20 stycznia, kiedy indeks blue chipów wspiął się na roczne szczyty, stracił już ponad 11 proc. Jednak dziś przybywa prognoz, że to może być coś więcej niż zwykła korekta, nawet powrót do bessy.

— Nie można wykluczyć, że czeka nas swoisty powrót do przeszłości i trendu spadkowego, który z punktu widzenia teorii Elliotta jest falą "C". Bezpieczniej jest więc przyjąć, że w perspektywie najbliższych 12 miesięcy indeks WIG20 może spaść nawet w okolice 1800 pkt. — ocenia Rafał Salwa, niezależny analityk.

Zwolenników spadku WIG20 poniżej 2000 pkt jest więcej (patrz komentarze obok). Skrajne scenariusze zakładają nawet zejście indeksu w rojony ubiegłorocznych dołków. Nic dziwnego, bo czynników przemawiających za kontynuacją spadków nie brakuje.

Problemy finansowe Portugalii, Irlandii, Grecji i Hiszpanii (na rynkach o tej grupie krajów mówi się już nawet w skrócie PIGS — z angielskiego). Inwestorzy obawiają się, że pomoc dla tych krajów będzie kosztować krocie, a kryzys przeniesie się z banków na rządy państw Unii Europejskiej. Problemem pozostaje rekordowo wysokie zadłużenie USA, któremu towarzyszy wysoka stopa bezrobocia i dość niska konsumpcja. Także coraz większy niepokój budzi sytuacja w Azji i próby schładzania chińskiej gospodarki.

Nadzieja zostaje

Nie wszystkie scenariusze są czarne. Wielu specjalistów twierdzi, że po mocniejszym tąpnięciu wcale nie musimy wracać do bessy.

— Na razie nie ma powodów do obaw, że wrócimy do dołków z lutego ubiegłego roku. Zapoczątkowane w połowie stycznia 2010 spadki są korektą 11-miesięcznego impulsu wzrostowego, który był pierwszą falą nowej hossy. Skala wzrostów oraz niepewność, jak największe gospodarki radzić sobie będą po wycofaniu różnego rodzaju programów stymulacyjnych, sugeruje jednak głębszą niż płytszą korektą — uważa Marcin Kiepas, analityk XTB.

Jego zdaniem, trzeba się liczyć z tym, że WIG20 spadnie do 2000-2100 pkt. To minimalny zasięg korekty,

— Wydaje się jednak, że korekta będzie jeszcze głębsza i rozłożona w czasie, a punktem docelowym w przypadku WIG20 będzie lipcowy dołek (1790,44 pkt) — dodaje analityk XTB.

Bessa się nie skończyła

WIG20 wytyczył swoje wieloletnie minimum 18 lutego 2009 r. przy 1253 pkt. Minimum w Polsce wyprzedziło dołki na innych głównych rynkach akcji o 2-3 tygodnie. Kolejne tygodnie upłynęły pod znakiem silnych wzrostów, które w sumie przyniosły ruch na WIG20 do 2501 pkt. Jest to wzrost o blisko 100 proc. Trzeba pamiętać, że wartość WIG20 nie jest korygowana o wypłacane przez spółki dywidendy, a tu też by się jakiś procent złożył. Na razie szczyt został wytyczony 20 stycznia i od tego czasu przewagę uzyskują sprzedający.

To, że wchodzimy w korektę po 100-procentowym wzroście, nie jest czymś nadzwyczajnym. Nadal jednak nie możemy stwierdzić, jaki jest charakter tych ruchów. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy zwyżka do 2501 pkt była tylko korektą w trendzie spadkowym, a po jej zakończeniu akcje pogrążą się w kolejnej fali spadkowej, która sprowadzi indeks poniżej dołka z ubiegłego roku. Taki scenariusz ma wielu zwolenników, bo mimo 100-procentowej zwyżki indeks nie przełamał żadnego istotnego oporu, który by wskazywał jednoznacznie, że niżej już nie będzie. Skala odreagowania była raczej pochodną pionowego spadku, który nastąpił na przełomie 2008/2009. Wielu inwestorów zakłada, że minima sprzed roku nie zostaną już poprawione, a spadki będą okazją do korzystniejszego wejścia na rynek przed kolejną falą wzrostową. Tu trzeba zaznaczyć, że WIG20 przebył dystans 1248 pkt od dna. Nawet jeśli miałaby być to korekta, również należałoby się liczyć z ruchem adekwatnym do przebytego dystansu. Załóżmy, że byłoby to 50 proc., czyli 624 pkt w dół. Na razie można powiedzieć, że korekta już się zaczęła, gdyż zostały przełamane wcześniejsze lokalne minima. Uważam, że minimalnym celem ruchu jest 2087 pkt, natomiast w przypadku silniejszego spadku popyt powinien ujawnić się przy 1880 pkt. Długoterminowo zakładam, że bessa jeszcze się nie zakończyła, a na nową falę wzrostową przyjdzie nam poczekać nieco dłużej.

Tomasz Jerzyk

analityk DM BZ WBK

Czekają nas jeszcze mocne turbulencje

Podtrzymuję, że WIG20 na koniec lutego będzie wart 2323 pkt. Może to jednak być najwyższa wartość przez wiele kolejnych miesięcy tego roku. Liczę się ze scenariuszem, że za rok o tej porze będziemy niżej (1978 pkt), ale zakładam, że wtedy będziemy już w trendzie rosnącym, czego obecnie powiedzieć nie mogę. Im większa dynamikę w drugiej połowie ubiegłego roku wykazywał rynek, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu do nieuchronności marszu w drugą stronę.

Sądzę, że giełdy w USA sygnalizują scenariusz typu "W". Gospodarkę amerykańską czekają przynajmniej dwa kwartały ponownego wyhamowywania. U nas jest to o tyle niebezpieczne, że złoty może się umacniać (spekulacyjnie), a to podetnie skrzydła i tak wątłej koniunkturze. Będzie dobrze, jeśli PKB wzrośnie w 2010 roku o 1,7 proc.

Wojciech Szymon Kowalski

analityk Inwest Consulting

Kryzys przeniósł się z banków na rządy

Pogorszenie nastrojów na rynku, jakie obserwujemy w ostatnich tygodniach, może oznaczać średnioterminową zmianę trendu. Z technicznego punktu widzenia została przełamana linia trendu wzrostowego, co może oznaczać głęboką korektę całego wzrostu. Również fundamenty przestają być podporą dla dalszych zwyżek, ponieważ wygaszanie rządowych programów stymulacyjnych może spowodować powrót do spowolnienia w USA i Europie, co odbije się także na naszym rynku. Dodatkowo nastroje psują kłopoty finansowe państw Europy Południowej.

Należy rozważyć dwa scenariusze. Pierwszy, optymistyczny, zakłada, że stymulacja rządowa będzie kontynuowana i żadna katastrofa się nie wydarzy. Wtedy indeksy mogą pozostawać w trendzie bocznym lub lekko wzrostowym i zakończyć rok w przedziale 2000-2500 pkt. Jeśli jednak kłopoty finansowe państw nasilą się, to może nas czekać gwałtowna ucieczka z ryzykownych aktywów i spadki na giełdzie nawet w rejony dołków z 2009 r.

Tomasz Manowiec

analityk BM BGŻ

WIG20 raczej nie spadnie

poniżej minimów z 2009 r.

Zeszłoroczne wzrosty traktuję jako korektę fali spadkowej rozpoczętej pod koniec 2007 r. Obecna przecena to powrót trendu spadkowego, który w ciągu najbliższych 6-9 miesięcy zniesie WIG20 między 1750 a 2050 punktów. Oczywiście nie można wykluczyć i silniejszego ruchu, np. w okolicę 1500 punktów, jednak obecnie mało prawdopodobne wydaje się zejście indeksu poniżej minimów z lutego ubiegłego roku.

Wartość WIG20 na koniec 2010 r. będzie pochodną dwóch czynników. Pierwszy z nich to zasięg obecnego ruchu spadkowego, drugi to siła odbicia po ustanowieniu dołka w drugiej połowie roku, po którym na rynek wreszcie powróci długoterminowy trend wzrostowy. Orientacyjnie można jednak powiedzieć, że na koniec roku wartość indeksu powinna rozpoczynać się od dwójki.

Przemysław Smoliński

analityk DM PKO BP

Maciej

Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu