Strach zaczyna zaglądać w oczy inwestorom na GPW

(Artur Szymański)
18-01-2005, 17:03

Stało się dokładnie to o czym pisałem we wczorajszym posesyjnym komentarzu – puściły nerwy inwestorom, na skutek czego WIG20 wybił się dołem z ośmiodniowej konsolidacji. Wtorek przyniósł duży spadek wartości indeksu, aż o 2,6 proc. Naporu podaży nie wytrzymało wsparcie 1850 pkt i zamknięcie handlu wypadło na poziomie 6 pkt niżej.

Stało się dokładnie to o czym pisałem we wczorajszym posesyjnym komentarzu – puściły nerwy inwestorom, na skutek czego WIG20 wybił się dołem z ośmiodniowej konsolidacji. Wtorek przyniósł duży spadek wartości indeksu, aż o 2,6 proc. Naporu podaży nie wytrzymało wsparcie 1850 pkt i zamknięcie handlu wypadło na poziomie 6 pkt niżej.

Wrażenie po takiej sesji może być tylko fatalne. Wygenerowany został sygnał sprzedaży, na wykresie ukształtowała się złowroga czarna świeca z długim korpusem obrazująca siłę niedźwiedzi. Należy się liczyć z pewnym jeszcze osłabieniem, ale moim zdaniem, nerwowe decyzje krajowych inwestorów zostaną wykorzystane przez kapitał zagraniczny do cichego podbierania papierów. W najbliższych dniach może dojść do zaskakującej poprawy na warszawskim rynku.

Kluczem do naszego rynku jest zachowanie indeksu giełdy węgierskiej. Otwarcie sesji w Budapeszcie przyniosło wzrost, chociaż na rynkach Eurolandu nastroje były złe. W końcu i BUX dopadła zadyszka i ochota do realizacji zysków wzięła górę. Po południu BUX tracił już ponad 1,3 proc. To nic dziwnego, bowiem w ciągu pięciu ostatnich dni indeks ten zyskał przeszło 6,5 proc. z dnia na dzień poprawiając szczyty hossy.

To może być początek wycofywania się inwestorów zachodnich z Węgier. Na razie jednak nie ujawniają się oni w Warszawie. I to właśnie jest przyczyną dużej nerwowości naszych inwestorów. Nie ma oczekiwanego wsparcia z ich strony, a własnych sił do podtrzymania rynku już nie starczy. Musi więc spaść, a tylko na to czeka zagranica. Taniejące akcje największych spółek ktoś przecież kupuje…

Nie sposób przewidzieć, kiedy zachodni gracze stwierdzą, że mają już wystarczającą ilość akcji warszawskich blue chipów, by kładąc duży popyt wciągnąć do gry resztę inwestorów. Może to być jutro, pojutrze albo dowolnie wybranego dnia. Jedno jest pewne – ich ujawnienie się będzie jak zwykle kompletnym zaskoczeniem. Pozostaje w spokoju czekać.

Warto przypomnieć poprzedni tak duży spadek jak dziś. 12 października WIG20 zaliczył ponad 40-pkt zjazd. Najbardziej nerwowi gracze akcji się pozbyli, ale po dwóch kolejnych dniach dniach lekkich spadków rynek zaczął odzyskiwać wigor. Sygnał sprzedaży został zanegowany, a co było potem chyba nie trzeba przypominać. Histoira lubia się powtarzać.

Wtorkowy spadek to dzieło przede wszystkim PKO BP i Pekao SA. Walory pierwszego z nich potaniały aż o 3,6 proc. po tym jak ING wydał rekomendację „sprzedaj” z ceną docelową 21,8 zł. Na poniedziałkowym zamknięciu za akcję płacono 27,4 zł, dzień później złotówkę mniej. W niewielkim natomiast stopniu potaniały PKN Orlen i KGHM. Obu spółkom mogła pomóc informacja, że rada nadzorcza Polkomtela 28 stycznia zatwierdzi plan wprowadzenia operatora na GPW.

Lepiej od rynku zachowały się Computerland i Prokom mimo wykreślenia Rejestru Usług Medycznych z listy kontraktów offsetowych. Tym samym, obie firmy nie będą realizować zlecenia o szacunkowej wartości nawet 200 mln USD. Przecenę Prokomu hamowało zapewnienie Ryszarda Krauze, prezesa i głównego akcjonariusza, że 2004 r. zakończony został zyskiem skonsolidowanym. Grupa Prokomu po dziewięciu miesiącach notowała 11,4 mln zł straty netto.

Nieznacznie podrożały akcje Groclinu, który zamierza wybudować fabrykę w Nowej Soli, gdzie będzie realizować negocjowane obecnie nowe kontrakty zagraniczne. Dodatkowo, inwestorów ucieszyła wiadomość, że Zbigniew Drzymała, prezes i główny akcjonariusz spółki rozważa zakup akcji Groclinu. Kurs zyskał przy bardzo wysokich obrotach 17,6 mln zł.

Zyskali też posiadacze akcji Naftobudowy i Relpolu. Pierwsza ze spółek podpisała umowę z ABB Lummus Heat Transfer na dostawę i montaż pieców petrochemicznych w fińskiej rafinerii. Wartość umowy wynosi 3,65 mln euro. Z kolei Relpol po długich bojach otrzymał z urzędu skarbowego zwrot kwoty 8,05 mln zł tytułem nie zakończonego postępowania w sprawie podatku dochodowego za 2000 r. AS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Artur Szymański)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Strach zaczyna zaglądać w oczy inwestorom na GPW