Strach zajrzał inwestorom w oczy

Adam Torchała, Bankier.pl
06-02-2018, 22:00

Fatalna sesja na giełdach za oceanem w poniedziałek musiała odbić się na notowaniach akcji w Europie. Rodzimy WIG20 mimo prób odrabiania strat pozostał w ogonie peletonu

Najważniejsze indeksy w Europie: DAX, CAC40, FTSE100 oraz IBEX, rozpoczęły wtorkową sesję od prawie 3-procentowych spadków. W Polsce WIG20 tuż po otwarciu tracił nawet 4 proc., by potem jeszcze powiększyć straty. Znalezienie wówczas na GPW rosnącejspółki było prawdziwym wyzwaniem. Europa naśladowała Amerykanów i starą zasadą fatalny wieczór za oceanem przełożył się na fatalny start następnego dnia na Starym Kontynencie. W samej Ameryce brak było jednak konkretnego wydarzenia, z którym można by powiązać krach. Wydaje się, że inwestorzy zobaczyli w końcu, jak daleko zaszła ta hossa.

Amerykanie w ostatnich tygodniach przyzwyczaili się do niewielkiej zmienności i ciągłego marszu indeksów w górę. Dobre piątkowe dane z tamtejszego rynku pracy, szczególnie dotyczące dynamiki płac sprawiły, że znów głośniej zaczęto mówić o inflacji, a co za tym idzie — również szybciej od oczekiwań podnoszonych stopach procentowych. Rozpoczęła się przecena, która w poniedziałek przyspieszyła. Na rynku o tak małej zmienności jak amerykańska giełda nagłe mocniejsze spadki mogą wywołać panikę i zapewne to zdarzyło się w poniedziałek i nakręciło jeszcze bardziej wyprzedaż.

Ta niepewność co do przyczyny spadków sprawiła, że nie obserwowaliśmy ani w poniedziałek, ani we wtorek ucieczki do bezpiecznych przystani, takich jak frank czy złoto. Notowania tego ostatniego zresztą, podobnie jak i ogólnego indeksu surowców, szły we wtorek w dół. Ta sama niepewność sprawiała, że Europa nie rozszerzała spadków dalej niż granica wyznaczona przez poniedziałkowe zamknięcie na Wall Street.

W kolejnych godzinach wtorkowej sesji indeksy ze Starego Kontynentu zaczęły nawet częściowo odrabiać straty. Te najważniejsze dzień zakończyły około 2-2,5 proc. pod kreską. Pomógł w tym m.in. dobry start wtorkowej sesji na Wall Street, gdzie mimo mocnych przedsesyjnych spadków głównym indeksom szybko udało się wyjść ponad kreskę.

Choć na rynku wciąż było widać nerwowość, zieleń na Wall Steet była jasnym sygnałem, że poniedziałkowe spadki to mogła być tylko chwilowa korekta. Wyceny amerykańskich akcji wprawdzie wydają się już przesadnie „napompowane”, do szaleństwa z 2007 r. wciąż nam jednak daleko. Niestety, choć w Europie i Stanach Zjednoczonych widać było chęć do odbicia, w Polsce próba odrabiania porannych strat wypadła słabo. Przedpołudnie WIG20 spędził, podążając w bok, po południu pogłębił tylko minima. Ostatecznie indeks polskich blue chipów zakończył dzień 3,75 proc. pod kreską i znalazł się tym samym w gronie najgorszych indeksów dnia w Europie.

Dodatkowo tak dużych spadków WIG20 nie notował od sierpnia 2015 r. Wszystkie 20 komponentów indeksu WIG20 zakończyło wtorek stratą, co jest naprawdę rzadkim widokiem. Warto dodać, że dla indeksu WIG20 wczorajsza sesja jest siódmą spadkową z rzędu. Ostatni raz taka sytuacja na polskim indeksie blue chipów zdarzyła się w czerwcu 2015 r., a więc przeszło 2,5 roku temu. W XXI wieku było tylko dziewięć takich okresów. Czerwienią zakończyły dzień także pozostałe główne indeksy z GPW. WIG stracił 3,3 proc., mWIG40 2,6 proc., a sWIG80 2,5 proc. Wśród średnich spółek, podobniej jak w przypadku WIG20, żadna ze spółek nie zakończyła dnia ponad kreskę. W sWIG były cztery takie podmioty: EnterAir, PCC Rokita, Altus TFI i Kogeneracja. Obroty na szerokim rynku wyniosły 1,45 mld zł, były więc dwukrotnie wyższe niż średnia z ostatnich sześciu dni.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Strach zajrzał inwestorom w oczy