Strata BRE Banku nie podważy pozycji prezesa

Paweł Zielewski
06-01-2003, 00:00

Elementu zaskoczenia nie było. Już ponad dwa miesiące temu, gdy BRE Bank po raz pierwszy zdecydował, iż należy stonować wcześniejszy optymizm, na palcach można było policzyć optymistów, którzy wierzyli, że bankowi uda się odrobić zaległości i zakończyć rok na przyzwoitym (czytaj: dodatnim) poziomie. Sylwestrowy komunikat BRE Banku o ponownej korekcie prognozy wyników finansowych za rok 2002 był niemal dokładnym (w wielu fragmentach) powtórzeniem tego, co zawierały wrześniowe informacje.

Generalnie winą za fatalne wyniki finansowe bank obarcza trudną sytuację gospodarczą, ale przede wszystkim komplikujące się z powodu kryzysu relacje BRE Banku z klientami, głównie korporacyjnymi. Fatalny wpływ na wyniki będzie miał też — zgodnie z treścią oficjalnego komunikatu — spadek wartości portfela posiadanych papierów wartościowych, przede wszystkim zaś akcji innych spółek. Rachunek obciążają również inwestycje w ramach samej grupy BRE Banku, jednak ich charakter wyklucza oszczędności. To przede wszystkim inwestowanie w bankowość detaliczną: interneto- wy mBank i sieciowo-tradycyjny Multibank.

Nie tylko BRE Bankowi było na rynku w minionym roku ciężko. Dyskomfort kryzysu, zmian legislacyjnych, konieczności reagowania wyższymi rezerwami na zaangażowanie kredytowe odczuwały wszystkie banki, bez względu na wielkość i charakter. Przypadek BRE Banku powinien być jednak postrzegany w odrębnej kategorii.

Bank postrzegany jest przez inwestorów przede wszystkim przez pryzmat działań zarządu, czyli de facto Wojciecha Kostrzewy, który instytucją kieruje. Strata za rok 2002 jest nie tylko wynikiem złej sytuacji makro- i mikroekonomicznej, ale głównie zwykłego braku wyobraźni bądź zbyt optymistycznego podejścia do wyznaczenia czasu początku „odbicia się” gospodarki, co zresztą na jedno wychodzi. BRE Bank — mimo głośnej rezygnacji z agresywnej polityki — nadal jest tą instytucją, który wyznacza rodzime standardy bankowości inwestycyjnej na modłę modeli obowiązujących na daleko bardziej rozwiniętych rynkach. Obiecywanie inwestorom godziwych zysków, w czym BRE Bank jeszcze nie tak dawno celował, a przy okazji wyłuskiwanie dla siebie kolejnych potencjalnych źródeł przychodów, ma sens w sytuacji stabilnego prawa i realnych, czyli niesłychanie ostrożnych prognoz rynkowych. Bankowi ostrożności zabrakło, co nie znaczy, że błędu tego nie da się naprawić.

Przecena wartości portfela akcji spó-łek giełdowych może być tymczasowa, jednak przy podejmowaniu kolejnych decyzji inwestycyjnych (kupna/sprzedaży) zalecana jest wyjątkowa uwaga. Takie decyzje nie mogą być zarazem podejmowane jednoosobowo. BRE Bank powinien na razie raczej zrezygnować z rozwijania części inwestycyjnej. Zwłaszcza że realna optymalizacja kosztów jeszcze przynajmniej rok pozostanie w instytucji w sferze zamierzeń. Redukcja zatrudnienia o 17 proc. nie przyniesie raczej wymiernych korzyści, mających istotny wpływ na przyszły wynik. To bardziej ruch marketingowy niż realna konieczność cięcia przerostu zatrudnienia, który dotychczas nie stanowił w BRE Banku problemu.

Oczko w głowie BRE Banku, czyli bankowość detaliczna, słusznie chwalona za nowatorstwo rozwiązań produktowych i jakość oferty, wymaga inwestycji. Punkt zwrotny, od którego ta część zainteresowań banku zacznie przynosić mu wymierne korzyści, optymistycznie można oszacować na przełom roku 2003/2004, ale realnie należałoby raczej skłonić się ku przynajmniej połowie 2004 roku. A i to przy sprzyjających okolicznościach makro i szczególnie uważnym dobieraniu klientów.

Jednocześnie fatalny wpływ na wyniki — nie tylko BRE Banku — mają wyższe od spodziewanych odpisy na ryzyko kredytowe związane z restrukturyzacją portfela kredytowego, co w rzeczywistości sprowadza się do bardziej restrykcyjnego przestrzegania i tak dość konserwatywnych procedur oceny wiarygodności klientów.

Jak wielka będzie strata BRE Banku za rok 2002 — nie wiadomo. Wiadomo jednak, że bank zanotuje inne wskaźniki na przyzwoitym poziomie: współczynnik wypłacalności w III kwartale wzrósł w BRE do 12,6 proc., a fundusze własne wzrosły od początku roku o ponad 680 mln zł (do 2,8 mld zł). Strata będzie więc jedynie wynikiem braku wyobraźni i błędnej oceny możliwości inwestycyjnych. Bez względu jednak na jej wielkość, nie powinna poważnie osłabić pozycji obecnego zarządu BRE Banku i jego prezesa. Wojciech Kostrzewa dostanie jeszcze przynajmniej rok na naprawienie sytuacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Strata BRE Banku nie podważy pozycji prezesa