Strefa euro tak ostro jeszcze nie hamowała

RAV
opublikowano: 18-05-2009, 00:00

W pierwszym kwartale

W pierwszym kwartale

unijna gospodarka

skurczyła się o 4,4 proc.

Na tle sąsiadów Polska

może okazać się prymusem.

Tragedia — to słowo opisuje dane o dynamice wzrostu gospodarczego w Europie. PKB krajów strefy euro skurczył się w I kw. 2009 r. aż o 4,6 proc. r/r (-2,5 proc. kw/kw) wobec spadku o 1,4 proc. w IV kw. 2008 r. To najgorszy wynik od 1995 r., gdy po raz pierwszy opublikowano dane.

W całej Unii Europejskiej gospodarka zmniejszyła się o 4,4 proc. r/r (-1,4 proc. w IV kw.).

— Kondycja europejskiej gospodarki jest fatalna głównie z powodu malejącego eksportu — uważa Wojciech Matysiak, analityk Banku BGŻ.

Najmocniej odczuły to Niemcy, największa gospodarka Starego Kontynentu, która skurczyła się aż o 6,9 proc. r/r (-1,8 proc. poprzednio). To znacznie gorszy wynik, niż zakładali ekonomiści (- 6 proc.).

— Prognozy były złe, ale dane są jeszcze gorsze — ocenia Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.

Źle wygląda sytuacja w naszym regionie. Gospodarka Słowacji, która w tym roku przystąpiła do strefy euro, spadła o 5,4 proc. To mocno zaskoczyło ekonomistów prognozujących spadek zaledwie o 2,4 proc.

— Trudno znaleźć gałąź przemysłu, która nie odnotowała spadku. Najbardziej widać spowolnienie eksportu i spadek inwestycji — mówi Juraj Valachy, ekonomista Tatra Banku.

Na tle europejskich gospodarek Polska jest oazą spokoju. Ludwik Kotecki, wiceminister finansów, szacuje, że w I kw. PKB wzrośnie o 1-1,3 proc.

— Wynik jest możliwy do osiągnięcia — potwierdza Aleksandra Świątkowska.

Jej zdaniem, będzie to zasługą utrzymującego się na dobrym poziomie spożycia wewnętrznego oraz dodatniego wpływu na gospodarkę handlu zagranicznego.

— Tak dobrej sytuacji nie ma żaden kraj w regionie — zaznacza ekonomistka.

Wojciech Matysiak twierdzi, że w drugiej połowie roku sytuacja nieco się zmieni. Popyt wewnętrzny wyhamuje, ale wyniki eksportowe poprawią się.

— Wskaźniki wyprzedzające wskazują, że w drugim półroczu zachodnie gospodarki złapią oddech, a to może oznaczać, iż dzięki różnicy kursowej ich popyt będzie się koncentrował na polskich towarach kosztem Słowacji, Litwy czy Łotwy —prognozuje ekonomista

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAV

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu