Strefę euro czeka stabilizacja, Polskę koniec deflacji

ARKADIUSZ KRZEŚNIAK, główny ekonomista Deutsche Bank Polska, materiał partnera
opublikowano: 05-10-2016, 22:00

Ostatnie słabsze dane z europejskiej gospodarki świadczą o tym, że koniunktura w strefie euro jest umiarkowana. Rośnie zatem prawdopodobieństwo utrzymania stóp procentowych Eurolandu na dotychczasowym poziomie. Gospodarka Starego Kontynentu wchodzi w okres stabilizacji ze wzrostem na dosyć umiarkowanym poziomie.

Wszystko wskazuje na to, że indeks koniunktury w strefie euro w nadchodzących miesiącach będzie się stabilizował. Poziom, który obecnie jest obserwowany, byłby spójny ze wzrostem PKB o około 2 proc. Ale oczywiście do tego nie dojdzie i w tym roku wzrost PKB w strefie euro wyniesie około 1,6 proc., bo koniunktura w handlu międzynarodowym jest słabsza.

ARKADIUSZ KRZEŚNIAK, główny ekonomista Deutsche Bank Polska, materiał partnera
ARC

Słabsze wskaźniki koniunktury w strefie euro zwiększają prawdopodobieństwo utrzymania łagodnej polityki monetarnej przez Radę Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Opublikowane w ostatnich tygodniach indeksy nastrojów w Europie (ESI — Economic Sentiment Indicator, Ifo) świadczyły, że nastroje podmiotów gospodarczych w ostatnich miesiącach się pogorszyły.

W takim kontekście negatywny wydźwięk miały również opublikowane na początku września dane z sektora przemysłowego strefy euro (indeks PMI), najsłabsze od maja 2016 r. Relatywnie słabe nastroje przemawiają za tym, że EBC prawdopodobnie utrzyma dotychczasową, łagodną politykę monetarną (główna stopa procentowa na poziomie 0 proc. w skali roku oraz miesięczny skup aktywów na kwotę 80 mld EUR). Oczekiwania takie kontrastują z polityką polskiej Rady Polityki Pieniężnej, która deklaruje utrzymanie stóp Narodowego Banku Polskiego bez zmian, co powinno, zdaniem ekspertów, wspierać złotego w relacji do euro.

Patrząc na indeksy koniunktury strefy euro, możemy stwierdzić, że wpływ brexitu na to, co obecnie się dzieje, jest dość umiarkowany, na pewno mniejszy, niż sądzili analitycy. Niemniej można się spodziewać znacznie słabszego popytu na eksport ze strefy euro do Wielkiej Brytanii. Także nastroje inwestycyjne w strefie euro w najbliższych kwartałach będą raczej słabe. Można powiedzieć, że będziemy mieli stabilizację gospodarczą ze wzrostem na dosyć umiarkowanym poziomie.

Pomimo utrzymywania się w Polsce deflacji (podczas ośmiu miesięcy tego roku średni wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł minus 0,8 proc. w skali roku), RPP konsekwentnie deklaruje potrzebę stabilizacji stóp NBP (obecny poziom głównej stopy wynosi 1,5 proc.). Takie podejście wynika z przekonania, że niski poziom inflacji jest konsekwencją przede wszystkim wcześniejszego, znacznego spadku cen surowców na rynkach światowych, czyli czynników niezależnych od poziomu stóp procentowych w kraju.

W krajowej gospodarce występuje natomiast wiele czynników dodatkowych, które powodują, że pojawia się deflacja, a inflacja jest znacząco niższa. Wydaje się, że gospodarka Niemiec w 2016 r. zanotuje całkiem przyzwoity wzrost o 1,9 proc. Natomiast ze względu na to, że struktura tego wzrostu nie jest dobra, można spodziewać się w przyszłym roku spowolnienia do około 1 proc., co będzie miało bezpośrednie przełożenie na polski eksport. W dalszym ciągu pozytywny impuls eksportowy będzie więc musiał wynikać z konkurencji cenowej, a nie zwiększenia popytu w Niemczech.

W Polsce wielomiesięczny okres spadających cen prawdopodobnie mamy za sobą. RPP zakłada, że deflacja w tym roku ukształtuje się na poziomie 0,5 proc., ale w przyszłym wzrost cen wyniesie już 1,3 proc. W najbliższym czasie stopy procentowe NBP pozostaną raczej na dotychczasowym poziomie.

Prawdopodobnie w tym roku skończy się w Polsce deflacja. Jeżeli rzeczywiście tak się stanie, będzie to świadczyło o pewnej normalizacji wskaźników makroekonomicznych.

Dotychczas w ocenie Rady Polityki Pieniężnej deflacja nie miała negatywnych skutków dla gospodarki. Patrząc jednak na dane szczegółowe można się zastanawiać, czy nie zaczął się już proces polegający na tym, że niskie ceny paliw oraz energii powoli zaczynają przekładać się na wartość wybranych dóbr konsumenckich.

Patrząc na ceny producentów dóbr konsumpcyjnych, widać wyraźnie, że cykl deflacyjny ma się ku końcowi i jest to wskazówka, że w ciągu produkcyjnym może powoli pojawiać się lekki impuls inflacyjny. W przyszłym roku inflacja prawdopodobnie osiągnie poziomu 1,3 proc. z ryzykiem jednak po stronie niższego wzrostu cen.

Obecna polityka pieniężna wskazuje wyraźnie, że RPP jest dosyć mocno przywiązana do swojego stanowiska, iż stopy powinny pozostać bez zmian. I tak prawdopodobnie będzie. Ostatnio pojawiło się sporo gorszych informacji o aktywności polskiej gospodarki, co może nieco złagodzić stanowisko poszczególnych członków Rady. Niektórzy z nich sugerowali, że celowe może być obniżenie celu inflacyjnego. Oczywiście, jeżeli taki pomysł zyskałby poparcie Rady, co nie wydaje mi się prawdopodobne, oznaczałoby to, że polityka RPP stałaby się jeszcze bardziej konserwatywna niż obecnie i Rada byłaby jeszcze mniej skłonna do używania stóp procentowych jako narzędzia pobudzania wzrostu gospodarczego. Z informacji na ostatnim posiedzeniu RPP wynika, że założenia polityki pieniężnej na 2017 r., w tym cel inflacyjny, pozostały bez zmian.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ARKADIUSZ KRZEŚNIAK, główny ekonomista Deutsche Bank Polska, materiał partnera

Polecane