Strefy kłócą się o powiaty

Małgorzta Grzegorczyk
09-03-2017, 22:00

Wrócił pomysł na rejonizację i odgórne przypisanie strefom terenów, na których mają działać. Pomysł dobry, ale potrzebna jest furtka.

W tym tygodniu większość zarządów 14 specjalnych stref ekonomicznych (SSE) otrzymała z Ministerstwa Rozwoju e-mail z propozycją przyporządkowania powiatów konkretnym spółkom. Czas na odpowiedź mija dziś, ale dyskusje na pewno potrwają dłużej. Po pierwsze, jak wynika z informacji „PB”, nie wszyscy prezesi otrzymali wiadomość, a po drugie — jest sporo zastrzeżeń do propozycji.

BEZ USZTYWNIENIA:
Zobacz więcej

BEZ USZTYWNIENIA:

Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, pozytywnie ocenia pomysł podziału Polski między strefy, ale zaznacza, że konieczna jest elastyczność. Andrzej Wawok

Pytania i wątpliwości

— To tak, jakby ktoś w ministerstwie wziął mapę i sobie narysował kółka. Przypomina to sposób podziału Puszczy Białowieskiej przez Stalina — mówi jeden z prezesów.

— Od razu nasuwa się pytanie, co z terenami, które już są w strefach. Co z podstrefami, które od lat funkcjonują w innych SSE, niż wynika to z obecnej rozpiski. Chciałbym zachować się honorowo i nie przejmę terenów, nad którymi pracowali inni — mówi kolejny prezes. Niekiedy strefy mają wejść na tereny miast, które są udziałowcami innej SSE.

— Jesteśmy w trakcie analizowania propozycji ministerstwa. Wstępnie mogę powiedzieć, że pozostawiają nas one w dobrej sytuacji, bo w środkowej Polsce jesteśmy jedyną specjalną strefą ekonomiczną. Wydaje mi się, że większe problemy mogą być na przykład na Śląsku, gdzie strefy ulokowane są blisko siebie i obszary ich działalności się pokrywają. Staramy się, żeby uwzględniona została możliwość lokowania inwestorów w tych powiatach, w których już mamy podstrefy, a więc we wschodniej części Wielkopolski i w części Mazowsza — mówi Marek Michalik, prezes Łódzkiej SSE.

Dobry pomysł

Wskazuje na plusy rozwiązania: instytucje otoczenia biznesu będą wiedziały, do której strefy kierować inwestorów. Dziś nie jest to oczywiste. Idea MR jest dobra: terenami w strefie powinny zarządzać spółki zlokalizowane w ich pobliżu. Dziś jest w Polsce kilka paradoksów: strefa tarnobrzeska ma oddział w Kobierzycach pod Wrocławiem (aby zachęcić do inwestycji LG, rząd sprzedał firmie działkę za symboliczną kwotę, taką transakcję mogła unieść tylko strefa należąca do Agencji Rozwoju Przemysłu), mielecka — w Szczecinie, pomorska weszła niedawno do województwa lubuskiego, a inwestycja Daimlera w Jaworze realizowana jest nie w strefie legnickiej, która przygotowała teren, lecz wałbrzyskiej, bo MR uznało, że ma ona większe doświadczenie w obsłudze dużych inwestorów.

Potrzebny kompromis

— Uporządkowanie terenów podlegających konkretnym strefom oceniam pozytywnie. Warto jednak zostawić furtkę i możliwość rozstrzygnięcia przez ministerstwo indywidualnych przypadków — mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Po pierwsze, zarządy analizują otoczenie, szukają nowych miejsc, rozmawiają z lokalnymi władzami, jak stworzyć park przemysłowy, niejednokrotnie współuczestniczą w przygotowaniu dokumentacji i infrastruktury. Może się okazać, że w przypadku niektórych miejsc jedna strefa poniosła już pewne koszty, a teraz miałaby się tu pojawić inna. Po drugie, strefy mają różne potencjały i może się zdarzyć, że aby ściągnąć projekt w dane miejsce, trzeba będzie skorzystać z doświadczenia strefy z sąsiadującego województwa. Pomysł regionalizacji nie jest nowy, pojawił się w czasach, gdy Piotr Woźniak był ministrem gospodarki.

— Przedstawiciele wszystkich stref spotkali się wtedy i zmodyfikowali przygotowaną przez ministerstwo mapę. Była ona kompromisem — wspomina Piotr Wojaczek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzta Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Strefy kłócą się o powiaty