Strzeż się wpadki językowej

KATARZYNA NAPIERAJ deputy manager, Skrivanek
07-02-2014, 00:00

Nie zawsze to, co dobrze brzmi w języku źródłowym, sprawdza się na nowym rynku. Najgorsze, co w momencie ekspansji na zagraniczny rynek może się przydarzyć, to błędy merytoryczne i językowe w tłumaczonych materiałach

KOMENTARZ

Wchodząc na zagraniczne rynki, firma zwykle staje przed zadaniem przetłumaczenia dużej ilości materiałów firmowych, umów, tekstów reklamowych, etykiet, opisów towarów i innych niezbędnych do funkcjonowania firmy dokumentów. Ale inny rynek to także bardzo często zupełnie inny obszar językowy i kulturowy. Nie zawsze to, co dobrze brzmi w języku źródłowym, sprawdza się na nowym rynku. O „wpadkę” bardzo łatwo. Najgorsze, co w momencie ekspansji na zagraniczny rynek może się przydarzyć, to błędy merytoryczne i językowe w tłumaczonych materiałach. A „wpadki językowe” zdarzają się nawet największym, co tym bardziej pokazuje, że trzeba mieć się na baczności.

Kilka przykładów. Mitsubishi, wprowadzając na hiszpański rynek model Pajero, popełniło bardzo duży błąd, ponieważ szybko okazało się, że w jednym ze slangów to słowo oznacza onanistę. Toyota natomiast miała problem w Puerto Rico ze swoim modelem Fiera. To słowo znaczy „brzydka, stara kobieta”, co zdecydowanie nie przyniosło popularności temu modelowi. Niefortunnie skończył także slogan reklamowy marki Pepsi na chińskim rynku. „Pepsi gives you zest for life” zostało niechcący przetłumaczone na „Pepsi przywraca zmarłych z grobu”.

Błędy nie są jedynie domeną rynków egzotycznych, Starbucks swoim hasłem „Enjoy your morning latte” wzbudził duże rozbawienie w Niemczech, ponieważ „latte” oznacza także „wzwód” w miejscowym slangu. KFC, tłumacząc hasło reklamowe na rynek hongkoński, nie przyłożyło się zbytnio do swojego zadania — hasło „Finger lickin' good” zostało przetłumaczone na „Odgryź sobie palce”. Ostatni przykład to dobrze znany przypadek samochodu Rolls Royce Silver Mist. Na rynku niemieckim te luksusowe auta pojawiły się pod nazwą Silver Shadow, ponieważ dla Niemców słowo „mist” w żadnym razie nie ma lekkości angielskiej mgły. W ich języku oznacza: ‘gnój, obornik’.

Jednak problemy stwarzać może również nazwa samej marki. Dotyczy to głównie rynku chińskiego, ponieważ w języku mandaryńskim słowa i nazwy niosą ze sobą pewne metaforyczne treści. Oczywiście należałoby zadbać, żeby te treści były pozytywne. W wielu wypadkach wystarcza drobna modyfikacja, ale może się też okazać, że konieczne będzie całkowite zarzucenie międzynarodowej nazwy.

Coca-Cola na rynku chińskim znana jest jako Kekoukele (słowo przywołujące skojarzenia z zabawą i dobrym smakiem). Inny przykład to Reebok, znany w Chinach jako Rui Bu (tłumaczony jako „szybkie kroki”). Marka Lay’s jest znana jako Le Shi („szczęśliwe rzeczy”), Colgate został natomiast przetłumaczony na Gao lu jie, czyli „odznaczający się perfekcyjną czystością”. Piwo Heineken jest tłumaczone na Xi li, czyli „potęga szczęścia”. To tylko wybrane przykłady, jest ich znacznie więcej.

Te przykłady pokazują, że każda firma, która chce prowadzić działania marketingowe na więcej niż jednym rynku, musi bardzo poważnie podejść do kwestii tłumaczeń marketingowych. Wybrany specjalista powinien cechować się lekkim piórem, zacięciem copywriterskim i biegłą znajomością wszelkich niuansów językowych w języku docelowym. Tłumaczenie powinno być też zweryfikowane przez osoby, dla których nowy rynek jest ojczysty. Wtedy jest szansa, że tłumaczenie odniesie pożądany efekt i przyczyni się do ugruntowania pozytywnego wizerunku firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KATARZYNA NAPIERAJ deputy manager, Skrivanek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Strzeż się wpadki językowej