Studnie przeciw piaskom

Ryszard Gromadzki
31-10-2003, 00:00

Dzięki afrykaniście z Poznania, przedsiębiorcy z Obornik Wielkopolskich i polskiemu misjonarzowi ludzie w północnym Kamerunie z wdzięcznością pomyślą o kraju nad Wisłą.

Profesor Ryszard Vorbrich, szef Zakładu Studiów Pozaeuropejskich w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej poznańskiego uniwersytetu, sądzi, że program „Woda dla Sahelu” dopiero nabiera rozpędu.

— Trzeba stworzyć kilkadziesiąt mikronisz ekologicznych. Studnie i towarzyszące im zadrzewione obszary będą zaporą dla pustynnienia gruntu, dopomogą lokalnym społecznościom i gospodarkom — wyjaśnia profesor.

Klęska głodu w Sahelu jest bezpośrednim następstwem rozrastania się Sahary.

— W 1999 roku Francois — mój kameruński gospodarz w wiosce Nive, w której prowadzę badania od 1976 roku — zapytał, czy mógłbym zbudować u nich szpital. Odpowiedziałem szczerze, że to bardzo kosztowny projekt, a do wsi nie prowadzi żadna droga, którą mogliby przybyć lekarze. Upłynęło trochę czasu. W końcu podszedł do mnie rozpromieniony Francois i powiedział, że wódz wioski zgodził się, bym wybudował w Nive szpital. Poczciwiec opacznie zrozumiał moje obiekcje! — śmieje się naukowiec.

Ale ten dialog dał Polakowi do myślenia. Jak ułatwić życie miejscowym plemionom? Wśród jego kolegów z Zachodu, badaczy afrykańskich kultur, dość powszechne stało się fundowanie społecznościom, w których przez lata pracują, szpitali czy szkół. Postanowił pójść tym śladem.

O mizerii finansowej polskiej nauki nie ma co wspominać. W grę nie wchodziły też rządowe dotacje, bo Rzeczpospolita nie ma pieniędzy, zwłaszcza na „afrykańskie fanaberie”.

— No i zdecydowałem, że przedsięwzięcie, które przyszło mi do głowy, da się ziścić, gdy uda się pozyskać przychylność prywatnych sponsorów — tłumaczy prof. Vorbrich.

Tak narodziła się idea „Wody dla Sahelu”.

Po powrocie z kolejnego pobytu w Afryce w 2001 roku, afrykanista zaangażował się w intensywną promocję swego projektu. Występował w telewizji, dawał ogłoszenia do prasy... Odzew był wielki.

— Zgłaszali się różni ludzie gotowi do współpracy. Wśród nich biznesmeni, których interesowało, ile mogą zarobić... Byli woluntariusze idealiści gotowi do bezinteresownej służby w Afryce. I ludzie, na ogół przedsiębiorcy, których projekt zaciekawił: zamierzali się weń zaangażować, nie oczekując profitów — opowiada prof. Vorbrich.

Przeprowadził z wybranymi kandydatami wiele długich rozmów.

— Proponowałem fundowanie konkretnych studni. Koszt sięga 2 tys. dolarów. Sponsora upamiętnia inskrypcja na studni, a fundator może uczestniczyć w uroczystym otwarciu — tłumaczy profesor.

Diabeł pogrzebany jednak w szczegółach. No i — koniec końców — z kilkuosobowej grupy potencjalnych sponsorów został jeden: Ireneusz Brzechwa, przedsiębiorca z podpoznańskich Obornik. Zgodził się na wyłożyć pieniądze na wydrążenie dwóch studni w miejscowościach Tra i Kereng, na ziemiach plemienia Daba.

Co przekonało Ireneusza Brzechwę, postawnego mężczyznę po czterdziestce?

— To, że za tak niewiele, można zrobić tak wiele. Przecież te studnie przez długie lata posłużą całym społecznościom, zwierzętom, pozwolą nawodnić pola... Fantastyczne! — odpowiada przedsiębiorca.

Wcześniej wędrował po Etiopii, Tanzanii i Kenii; przekonał się tam, że woda, którą piją miejscowi, nie mieści się w żadnych europejskich standardach. Przedsiębiorca opowiada, jak wielką frajdę zrobił mu film nakręcony w Tra ze święta otwarcia pierwszej studni. Zapis przywiózł prof. Vorbrich.

— Cieszyłem się, widząc tych ludzi raczących się wodą z nowej studni — mówi Ireneusz Brzechwa.

Nie pojechał do Kamerunu na niezwykle barwne otwarcie studni. Unika rozgłosu i pompy.

Poza podróżami Ireneusz Brzechwa pasjonuje się motocrossem.

— Przed laty sam byłem zawodnikiem. Teraz sponsoruję młodych adeptów tego sportu, organizuję zawody. Mamy tu w Obornikach świetny tor! — zachwala Ireneusz Brzechwa.

Firma Brzechwa działa 15 lat. Od 13 lat spółka współpracuje ze szwedzkim koncernem Ikea.

— Zajmowaliśmy się końcowym wykonawstwem 21 sklepów Ikei w środkowej i wschodniej Europie. Prócz budownictwa rozwinęliśmy interesy w logistyce i turystyce — mówi Ireneusz Brzechwa.

I prof. Vorbrich, i Ireneusz Brzechwa podkreślają, że projektu „Woda dla Sahelu” nie można by doprowadzić do skutku bez werbisty — o. Józefa Kozioła, polskiego misjonarza (jednego ze 130) w Kamerunie.

— Ojciec Kozioł znakomicie zna kameruńskie stosunki, bo pracuje tam od 30 lat. No i jest radiestetą... Wyznaczył miejsca do budowy studni — mówi prof. Vorbrich.

Ważne też, by przy okazji „Wody dla Sahelu” zaangażować w pomoc Murzynów.

— Wybraliśmy w Tra i Kerengu liderów lokalnych społeczności, którym powierzyliśmy opiekę nad budową studni i wyjaśnienie współplemieńcom idei tych inwestycji — tłumaczy prof. Vorbrich.

Miejscowe elity od razu dostrzegły korzyści z programu „Woda dla Sahelu”.

— Kamerun to mozaika etniczna i religijna. Społeczność chrześcijańska współżyje z muzułmanami i animistami. Ale nie dochodzi do napięć na tle religijnym. W ostatnich latach elementem konstytuującym kameruńskie państwo jest reprezentacja narodowa w piłce nożnej. Sukcesy drużyny „nieposkromionych lwów” przyczyniają się do porozumienia ponad podziałami — opowiada prof. Vorbrich.

Kameruńczycy są życzliwie nastawieni do przybyszów, potrafią też być wdzięczni za pomoc.

— Marzy mi się wybudowanie przynajmniej kilkudziesięciu studni podobnych do tych z Tra i Kerengu. Chciałbym, by mój pomysł zyskał zaplecze logistyczne i administracyjne, jak inne programy pomocowe realizowane w Afryce. Wierzę, że uda mi się znaleźć w Polsce firmy i ludzi, którzy podejmą takie wyzwanie. Niech to będzie — choćby niewielki — polski wkład w lepszą przyszłość tego kontynentu — sumuje prof. Ryszard Vorbrich.

Konto bankowe programu „Woda dla Sahelu“: Bank Zachodni WBK, 6/O Poznań, 77 1090 1362 0000 0000 3601 7903 (706.180) „Woda dla Sahelu”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ryszard Gromadzki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Studnie przeciw piaskom