Sukces na fali zdrowszej wody

Aleksandra Więcka
30-08-2005, 00:00

Wyczyn nie lada: mała polska firma kładzie na łopatki zachodni koncern. Producentowi filtrów do wody Anna ta sztuka się udała.

Zwolnienie z pracy niektórych może znokautować. Dla Mariana Frankowskiego pożegnanie z niemiecką firmą, sprzedającą w Polsce filtry, było trampoliną do sukcesu.

— Czułem, że mogę jeszcze wiele zrobić. Znałem produkt od podszewki i miałem doświadczenie w dystrybucji. Zależało mi jednak, żeby udowodnić innym, że polskie filtry do wody mogą być tak dobre jak zachodnie, a tańsze — opowiada prezes firmy Anna.

Czysta gra

Pomysł na produkt, który piętnaście lat temu był zupełnie nieobecny w Polsce, przyszedł przypadkiem.

— Lekarz orzekł, że piasku w nerkach, który był przyczyną ostrego bólu, mogę uniknąć, pijąc wodę lepszej jakości — mówi Marian Frankowski.

W tym samym czasie, zupełnie niezależnie, na taki sam pomysł wpadł jego kolega, który po 10 latach wrócił z Australii, gdzie filtry nie były nowością. Połączyli siły i wspólnie zaczęli rozprowadzać w kraju niemieckie urządzenia. Nie było łatwo.

— Promocje, prezentacje, ogłoszenia prasowe — to było konieczne, żeby w ogóle nauczyć rynek korzystania z naszego produktu — opowiada Frankowski. Wszystko szło tak dobrze, że niemiecki producent postanowił sam wejść na polski rynek. Kupił firmę Frankowskiego i mianował go jej dyrektorem handlowym.

Skok na głęboką wodę

Jednak bajka nie trwała długo.

— Po czterech latach pracy firma przeprowadziła restrukturyzację i zredukowała personel. Na imprezie wigilijnej dowiedziałem się, że od dziś nasze drogi się rozchodzą. Postanowiłem nie zmieniać branży i podjąć wyzwanie — opowiada prezes Frankowski.

Tyle że bronią, która miała pokonać niemiecką konkurencję, miał być produkt rdzennie polski. Kilka miesięcy szukał producenta, który sprostałby najwyższym wymaganiom. Znalazł go w Kielcach.

— Tamtejszy Formaster wytwarzał świetne filtry, które nie miały ani marki, ani prawdziwej sieci dystrybucji. Stworzyliśmy spółkę, w którą ja zainwestowałem kontakty i umiejętności, a Formaster całą produkcję. To wymagało ogromnego, obustronnego zaufania — wspomina Marian Frankowski.

Narodziny gwiazdy

W 2003 r. zarejestrowano spółkę Anna.

— Trzeba było wymyślić wszystko: nazwę, opakowanie, filozofię marki — mówi Frankowski.

Nazwa miała być krótka, brzmieć znajomo i dobrze się kojarzyć. A Anna to najpopularniejsze w Polsce imię, od razu zapada w pamięć. Nie było środków na reklamę, więc prezes wykorzystywał swoją wiedzę handlowca.

— Zdarzało się, że jeździłem ze sprzedawcami po kraju i pilnowałem sposobu, w jaki wyroby Anny były eksponowane w sklepach. Kiedyś układałem pudełka na półce. Ktoś z obsługi hipermarketu zapytał mojego pracownika, co to za pomocnik. Nikt nie mógł uwierzyć, że prezesowi chce się osobiście kontrolować takie rzeczy — opowiada Marian Frankowski.

Ale on robił swoje. Nigdy nie straszył klientów. Choć metale ciężkie, które usuwają z wody jego filtry, mogą powodować różne schorzenia. Anna stawia więc na argumenty dotyczące smaku. Wystarczy spróbować kawy czy herbaty przyrządzonej na zwykłej, niefiltrowanej wodzie i porównać z oczyszczoną. Różnica jest od razu wyczuwalna! Potwierdzają to zresztą atesty i rekomendacja Instytutu Matki i Dziecka. Te certyfikaty były bardzo potrzebne, bo to namacalny dowód, że zapewnienia o wysokiej jakości nie są tylko reklamową paplaniną.

— Dodatkową zaletą naszych filtrów jest to, że dostosowane są do naszej polskiej wody — przekonuje prezes.

W żądnym kraju woda, która płynie z kranu, nie jest idealnie czysta, ale w każdym ma inny skład i twardość. Im bardziej wyspecjalizowany filtr, tym lepszy smak. Bo przecież nie chodzi o to, by usunąć wszystkie minerały. Nikt nie chce pić wody destylowanej!

Droga przez sito

Wyrobów Anny nie można kupić w żadnym osiedlowym sklepiku. Od początku postawili na hipermarkety. Ale włączenie się do takiej sieci dystrybucji też nie było łatwe. Na początku opłaty „za wejście” sprawiały, że niemal tracili płynność finansową. Banki nie chciały dawać kredytów. Udało się przetrwać dzięki dokapitalizowaniu przez podobną firmę z USA, z którą wzajemnie się biznesowo wspierają.

— Dzięki tej współpracy mamy obustronny przepływ know-how i kontaktów — mówi Frankowski.

Zwiększyli eksport. Dwa lata temu na pierwszym spotkaniu dotyczącym planów eksportowych, było raptem kilka osób. Od tego czasu ujednolicono markę, opakowania zmieniono na wielojęzyczne. Na tegorocznym spotkaniu ma ich być 33 — z Indii, Afryki, USA i dziesięciu krajów europejskich, w tym Niemiec.

— Można powiedzieć, że w ciągu trzech lat istnienia firmy zatrzęśliśmy rynkiem. Nawet wielkie koncerny szukają nowych technologii, którymi chcą nas pokonać — cieszy się Marian Frankowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Więcka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Sukces na fali zdrowszej wody