Sukces Wrocławia da kopa za 8 mld zł

Małgorzata Grzegorczyk
14-04-2008, 06:48

Europejski Instytut Innowacji i Technologii to czysty zysk — policzył Deloitte. Unia wreszcie połączy naukę z biznesem. Korzyści z instytutu liczone są na miliardy złotych, a efekty innowacji — na  dziesiątki miliardów.

Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT), o którym marzy Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, a popiera rząd, co premier Donald Tusk zaznaczył w swoim exposé, to nie tylko prestiż i nauka. To realne miliardy złotych, które napłyną do Polski — wynika z raportu firmy Deloitte, który „PB” prezentuje jako pierwszy.

— Dzięki inwestycji do 2021 r. wzrost konsumpcji sięgnie — w zależności od scenariusza — 6,3-7,8 mld zł. W związku z tym dodatkowe wpływy budżetu państwa z podatków sięgną 593-739 mln zł — oblicza Sebastian Mikosz, dyrektor w Deloitte, który odpowiadał za prace nad raportem.

Dla porównania: tegoroczne planowane przychody budżetu państwa to 282 mld zł. Autorzy raportu szacują, że każda złotówka zainwestowana w EIT zwróci się dwuipółkrotnie. Taka jest średnia gospodarczego wpływu ośrodków badawczych w USA, m.in. NASA. Raport uwzględnia tylko korzyści związane z inwestycją w instytut, a nie szacuje bezpośrednich i pośrednich efektów innowacji, które trafią do polskich firm.

— Można oczekiwać, że ten wpływ będzie liczony na dziesiątki miliardów złotych — uważają jego autorzy.


Dogonić USA
EIT ma wreszcie połączyć w Unii Europejskiej naukę z biznesem: zapewnić najwyższej klasy naukowców, którzy będą pracować w tzw. wspólnotach wiedzy i innowacji, czyli ośrodkach badawczych, których docelowo ma być sześć. Będą one powstawały w ośrodkach uniwersyteckich na sześć lat z możliwością przedłużenia. Firmy będą zlecać im badania i otwierać w nich własne centra badawczo-rozwojowe. Instytut ma się wzorować na amerykańskim Massachusetts Institute of Technology (MIT) i stać się głównym motorem rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej, dzięki któremu ma ona szansę dogonić technologie USA czy Japonii. Do 2013 r. ma na ten cel trafić 2,4 mld EUR.


Ściągnąć szefów
Dziś walka toczy się o lokalizację siedziby rady zarządzającej EIT — 18 noblistów, rektorów uniwersytetów i naukowców. Decyzja ma zapaść 30 maja, a kandydatury można składać do 25 kwietnia.

— Chociaż ulokowanie w Polsce siedziby rady ma ograniczony efekt na gospodarkę (patrz tabelka — przyp. red.), idący za tym prestiż jest ogromny. Właśnie rada będzie miała gigantyczny wpływ na decyzje o lokalizacji ośrodków badawczych, a to za nimi pójdą unijne pieniądze. Dodatkowo tam, gdzie będzie siedziba rady, będą przepływały wszystkie informacje — podkreśla Sebastian Mikosz.

O lokalizację siedziby rady Wrocław walczy z konsorcjum Wiedeń/Bratysława, Budapesztem i Strasburgiem, a dołączyć mogą Monachium, Barcelona i Bruksela.


I tak wygrają
Deloitte oszacował wpływ EIT na polską gospodarkę w czterech wariantach. Pierwszy: siedziba EIT trafia do Wrocławia. Drugi, najbardziej optymistyczny: do stolicy Dolnego Śląska trafia i siedziba, i jeden z ośrodków badawczych europejskiego odpowiednika MIT. Trzeci: Wrocław wygrywa tylko ośrodek badawczy. No i jeszcze czwarty, pesymistyczny scenariusz: we Wrocławiu nie ma ani siedziby, ani wydziału EIT. Ale także ten najgorszy scenariusz jest korzystny i dla gospodarki, i dla budżetu. Tym razem — w przeciwieństwie do starań o EXPO 2010 i EXPO 2012 — prezydent Wrocławia już zapewnił swojemu miastu wygraną.

— I tak budujemy instytut — EIT+. Mamy na to zapewnione 200 mln EUR funduszy strukturalnych. Mamy 23 ha kampusu Pracze, gdzie w latach 30. był szpital psychiatryczny. Chciałbym, by poziom abstrakcji i kreatywnego szaleństwa był tu w przyszłości na tym poziomie, co w latach 30. ubiegłego wieku. Pomysł EIT wydaje się wystarczająco zwariowany, by instytut powstał właśnie tam — śmieje się Rafał Dutkiewicz.

Jednak w takim wypadku, podobnie jak w momencie, gdyby do Wrocławia trafiła wyłącznie siedziba rady, w ciągu 10 lat do instytutu trzeba będzie dołożyć 107,2 mln zł. Specjaliści Deloitte podkreślają jednak, że korzyści dla gospodarki są dwunastokrotnie wyższe.


Z unijną pieczątką
A więc i bez unijnego poparcia i pieniędzy powstanie we Wrocławiu ośrodek, który — wzorem MIT — będzie współpracował z biznesem. Bo to magnes na inwestycje. Z unijną pieczątką „EIT” magnes byłby mocniejszy.

— Firmy i tak inwestują w Europie. Jest to tort, z którego Polska powinna próbować wykroić może nie największy, ale najsmaczniejszy kawałek: wysokie technologie i centra badawczo-rozwojowe. EIT byłby wyraźnym sygnałem dla inwestorów, że mamy pieniądze na takie badania. Już dziś, gdy rozmawiam z przedstawicielami zagranicznych koncernów i mówię im, że chciałbym, by EIT powstał we Wrocławiu, proszą: „keep me informed”. To szansa na współpracę dla kilkuset firm — podsumowuje Rafał Dutkiewicz.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Sukces Wrocławia da kopa za 8 mld zł