Supernadzorca budzi wątpliwości

Paulina Sztajnert, BT
16-01-2006, 00:00

Projekt ustawy o połączeniu nadzorów instytucji finansowych budzi wiele kontrowersji. Nic dziwnego, skoro zawiera tyle kontrowersyjnych przepisów.

Im bardziej zaawansowane są prace nad projektem ustawy o nadzorze nad instytucjami finansowymi, który trafił właśnie do konsultacji społecznych, tym więcej pojawia się wątpliwości.

— Idea łączenia nadzorów jest dobra. Wiadomo, że nawet przy najlepiej współpracujących, ale oddzielnych urzędach, zawsze zdarzają się luki w komunikacji. Szanse na usprawnienia istnieją, choć rewolucji nie należy się spodziewać. Sens tworzenia jednolitego nadzoru byłby zasadny, gdyby był on całkowicie apolityczny, a z ustawy to nie wynika — mówi Zbigniew Mrowiec, były zastępca przewodniczącego KPWiG.

Twórcy projektu nie ustrzegli się też innych błędów.

— Kilka kwestii należy na pewno gruntownie przemyśleć. Kontrolę nad sektorem finansowym sprawuje minister finansów. Nowa ustawa odbiera mu te kompetencje, ale nie wskazuje innej osoby. Projekt ustawy nie został też skonsultowany z Europejskim Bankiem Centralnym, co narzucają regulacje europejskie. Mimo że powstać ma jeden nadzór, nie pokuszono się o ujednolicenie procedur kontrolno-nadzorczych. Zupełnie poza nadzorem, według zakresu nowej ustawy, pozostają inwestorzy giełdowi i spółki publiczne — zauważa Zbigniew Mrowiec.

Ustawa nie rozwiązuje też spornej kwestii finansowania nadzoru.

— Nie wiadomo kto, za co i ile będzie płacił. Dziś KPWiG i KNUiFE są finansowane przez środowiska według określonych zasad, nadzór bankowy w całości przez NBP. Jak ma być rozłożony koszt po połączeniu? — zastanawia się były wiceszef giełdowego nadzoru.

Sporo wątpliwości mają także uczestnicy rynków finansowych i kapitałowych.

— W przypadku nadzoru bankowego usytuowanie nowej instytucji zbyt daleko od NBP mogłoby wpłynąć na gorszą koordynację polityki monetarnej — twierdzi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Uważa, że kwestię koncentracji nadzorów można rozważyć. Jednak nie należy wprowadzać zmian bez zachowania szczególnej staranności, gdyż dotyczą one delikatnej i specyficznej materii, jaką są instytucje finansowe i spółki publiczne.

— Samo połączenie nie jest złe. Instytucje finansowe to często grupy, które mają do czynienia z kilkoma nadzorami. Trzeba jednak pamiętać, że do dotychczasowego działania nadzorów nikt nie zgłaszał aż tylu zastrzeżeń, by system trzeba było tak głęboko reformować. Zabieg ten świetnie wpisuje się w politykę centralizacji władzy a la PiS. W miejsce kilku komisji podejmujących decyzje kolegialnie powołuje się jednego prezesa — mówi Grzegorz Zatryb, wiceprezes Skarbiec-Emerytura PTE.

Choć i to nie jest pewne. W ustawie brakuje bowiem zapisu o stworzeniu urzędu prezesa, choć jest o zasadach jego odwoływania.

— Prezesa praktycznie nie można odwołać. Jedynie prawomocny wyrok może go zdetronizować. Warto także zwrócić uwagę, że nie jest on wybierany w drodze konkursu, ale przez premiera, a kryteria zawodowe, jakie musi spełniać, nie dają żadnej gwarancji znajomości realiów działania rynków kapitałowych — punktują eksperci.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Sztajnert, BT

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Supernadzorca budzi wątpliwości