Świat nie kręci się wokół operacji LTRO

  • Marek Rogalski
opublikowano: 27-02-2012, 00:00

Zachowanie rynków w ostatnich dniach pokazało wyraźnie, że inwestorzy wiążą bardzo duże nadzieje z zaplanowaną na środę aukcją długoterminowych pożyczek dla europejskich banków. Oby się nie zawiedli.

W grudniu ubiegłego roku, kiedy inwestorzy byli bombardowani medialnymi spekulacjami na temat rychłego upadku wspólnej waluty, Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC), zapowiedział dwie aukcje 3-letnich tanich (bo oprocentowanych na 1 proc. rocznie) pożyczek dla europejskich banków. Nie wyznaczył przy tym limitu kwotowego, dając tym samym do zrozumienia, jaki jest faktyczny cel takiego działania — zapobiec ewentualnemu załamaniu się rynku międzybankowego w strefie euro. Sam się do tego przyznał podczas konferencji prasowej po ostatnim posiedzeniu EBC. W efekcie 21 grudnia 2011 r. aż 523 instytucje pożyczyły łącznie zawrotną sumę, bo aż 489 mld EUR. Bankowcy twierdzili, że pieniądze będą głównie wykorzystane na poprawę bilansów banków, także w kontekście wymaganego za kilka miesięcy zwiększenia wskaźników adekwatności kapitałowej.

Spadek ryzyka związanego z kondycją sektora bankowego, w połączeniu z serią lepszych danych z głównych gospodarek (w tym europejskiej), dość szybko doprowadził do poprawy nastrojów na europejskim rynku długu. I w tym leży największa zasługa Mario Draghiego. Było to widoczne zwłaszcza w ostatnich tygodniach — gdy znów ważyły się losy Grecji, notowania obligacji włoskich czy hiszpańskich były względnie stabilne.

W najbliższą środę, 29 lutego, EBC przeprowadzi drugą i jak zapowiada ostatnią aukcję pożyczek LTRO dla banków. Wprawdzie szef EBC zapowiada, że tym razem pożyczona kwota powinna być zbliżona do ostatniej (489 mld EUR), ale jednocześnie sam zdaje się zachęcać banki do skorzystania z takiej formy finansowania.Nie bez powodu kilka tygodni temu zdecydował się obniżyć kryteria dotyczące instrumentów, jakie instytucje mogą zastawiać w banku centralnym, chociaż w pewnym sensie była to odpowiedź na działania agencji ratingowych, które masowo ścięły swoje oceny dla poszczególnych krajów i szeregu podmiotów finansowych. Tym razem większość uczestników rynku (inaczej niż w grudniu) spodziewa się, że banki wykorzystają przetarg jako szansę na uzyskanie taniej bazy pod spekulację bardziej ryzykownymi aktywami. Zwłaszcza że Mario Draghi przyznał, iż skorzystanie z takiej zapomogi nie jest żadną ujmą.

Szacunki analityków w kwestii wartości drugiego LTRO wahają się od 200 mld EUR do 1 bln EUR, co daje medianę zbliżoną do ostatniej kwoty z grudnia. Ankieta przeprowadzona wśród 317 ekonomistów przez szwajcarski bank UBS daje medianę 629 mld EUR i to ona może stać się dla rynku kluczowym punktem odniesienia. Oczekiwania są proste — im większa kwota, tym lepiej, bo nasili potencjalne spekulacje aktywami, im mniejsza — gorzej. Tylko że to zbyt uproszczona interpretacja. Świat nie kręci się wokół LTRO, a oczekiwania związane ze wzrostem zainteresowania bardziej ryzykownymi aktywami (do których można też zaliczyć część europejskiego długu) muszą mieć swoje podstawy w fundamentach.

Tymczasem spora część potencjalnego ruchu może być już za nami, a przyszłość pozostaje niepewna — i to nie tylko za sprawą potencjalnych problemów z Grecją (ta saga jeszcze się nie zakończyła), Portugalią czy też ratyfikacją nowego paktu fiskalnego, ale przede wszystkim zbyt szybko drożejącej ropy. Dlatego po 29 lutego pewnie po raz kolejny będziemy świadkami nieśmiertelnej rynkowej reguły — kupuj plotki, sprzedaj fakty…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane