Świat: Styczniowa przecena nie musi zapowiadać fatalnego roku

Piotr Kuczyński
opublikowano: 29-02-2008, 00:00

Styczeń był trzecim kolejnym miesiącem spadku światowych indeksów giełdowych. Był to spadek zdecydowanie największy. Jeśli kierować się powiedzeniem z Wall Street: „Jaki styczeń, taki i cały rok”, należałoby założyć, że 2008 będzie bardzo niekorzystny dla posiadaczy akcji. Uspokajam jednak: od kilku lat żadna tego typu prawidłowość się nie sprawdza.

W ostatnich tygodniach indeksy zmieniały się bardzo gwałtownie. Przełom miesiąca zazwyczaj pomaga bykom, bo pojawia się „window dressing”. W tym konkretnym przypadku doszły jeszcze inne elementy. FOMC dwa razy mocno obniżył stopy procentowe. Poza tym dużo się mówiło o mającym wspomóc gospodarkę planie administracji Busha. Taka kumulacja musiała doprowadzić do wzrostu indeksów i nawet bardzo słabe dane makro bykom nie przeszkodziły. Jednak początek lutego przyniósł pogorszenie nastrojów, bo indeks ISM pokazujący stan amerykańskiego sektora usług (ponad 80 proc. gospodarki) gwałtownie spadł, wchodząc w strefę recesji.

Kolejny tydzień i kolejna zmiana kierunku indeksów. Oto rząd niemiecki zapowiedział, że udzieli pomocy stojącemu na progu bankructwa bankowi IKB, zaś Warren Buffet złożył ofertę reasekuracji ubezpieczycieli obligacji na sumę 800 mln USD. Każdy z tych powodów wzrostu indeksów był bardzo wątpliwy. Rząd niemiecki nie może przecież pomóc wszystkim bankom, a Warren Buffet złożył ofertę reasekuracji najmniej ryzykownych obligacji municypalnych. Zresztą już następnego dnia najwięksi ubezpieczyciele tę ofertę odrzucili.

Nie dziwota więc, że końcówka pierwszej połowy lutego była dla byków niekorzystna. Nie pomógł nawet Ben Bernanke, szef Fed, który pocieszał, że gospodarce USA nie grozi recesja. Praktycznie zapowiedział jednak, że Fed może nadal ciąć stopy, co stoi w jaskrawej sprzeczności z twierdzeniem o braku groźby recesji.

Jedno jest pewne — na wykresach widać, że wypełniła się wielomiesięczna formacja RGR, którą dostrzec można na amerykańskim indeksie S&P 500. Prognozowała ona spadek indeksu przynajmniej do 1250 pkt. Czy to już wyczerpuje zakres spadków? Niestety, ostatnie tygodnie nie przyniosły odpowiedzi na to pytanie. Na razie możemy mówić jedynie o ruchu powrotnym w kierunku linii szyi formacji RGR (poziom 1407 pkt). Najczęściej po takim wzroście rynek powraca do spadków i to właśnie jest niebezpieczne. Za wzrostem indeksów przemawia skumulowanie czynników mających pomóc gospodarce (stopy procentowe, plany administracji), a za spadkiem coraz większe prawdopodobieństwo recesji w USA (przypominam, że technicznie recesja to dwa spadki kwartalnego PKB).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu