Świat: Uwaga inwestorów przeniosła się z sektora finansowego na surowcowy

Piotr Kuczyński
opublikowano: 30-05-2008, 00:00

Na giełdach światowych kwiecień zakończył się wzrostami indeksów. Popyt przeważał również do połowy maja. Nic w tym dziwnego, bo gracze zaczęli kupować akcje, licząc na poprawę sytuacji w drugiej połowie roku. Rynek był nadal pod wrażeniem pomocy, którą Fed i administracja USA oferowały rynkom finansowym i całej gospodarce. Poza tym widać, że w USA zaczyna przeważać pogląd o bliskim zakończeniu kryzysu. Na przykład prezes Lehman Brothers, podobnie jak przedtem prezes Goldman Sachs, powiedział, że najgorsza faza kryzysu jest już przeszłością. Potem to samo stwierdził Mark Mobius z Templeton Asset Management. Ja mam jedynie wrażenie, że najgorsza faza początku kryzysu jest przeszłością. Niby różnica w jednym słowie, a wymowa zupełnie inna…

Kwietniowe posiedzenie FOMC też zakończyło się obniżeniem poziomu stóp procentowych (do 2 procent). W komunikacie po posiedzeniu stwierdzono, że „cięcia stóp i inne przedsięwzięte środki powinny z czasem zapewnić umiarkowany wzrost gospodarczy”. Komentatorzy wyłowili to, że zabrakło fragmentu o „ryzyku dalszego spowolnienia”. W połączeniu z podkreśleniem rosnącej presji inflacyjnej oznaczać to mogło, że na razie Fed zakończył cykl obniżania stóp. Taki komunikat postawił „kropkę nad i” na rynku walutowym. Kurs EUR/USD zaczął spadać, dając sygnał kupna dolara. Wydawało się, że umocnienie dolara przełoży się na spadek cen surowców, ale pojawiły się problemy, bo ropa niespecjalnie chciała tanieć. Przypomina mi to rok 2005, kiedy to historyczna korelacja dolar — surowce znikła. Dolar przez cały rok zyskiwał w stosunku do euro, a surowce drożały. Pretekstem do podnoszenia ceny ropy było to samo, co w przypadku akcji — oczekiwanie na poprawę w gospodarce amerykańskiej w drugiej połowie roku. Coraz wyraźniej widać, że fundusze uważają ropę za samograj i doprowadzają do euforii, która oczywiście wcześniej czy później zakończy się olbrzymią przeceną (tyle że nikt nie wie, do jakiego poziomu uprzednio zdrożeje).

W kwietniu bykom te duże wzrosty ceny ropy nie przeszkadzały. W maju jednak zaczęto się niepokoić. Nic w tym dziwnego, bo w ciągu miesiąca (od połowy kwietnia) baryłka zdrożała o blisko 15 procent. W połowie maja, kiedy powstawał ten komentarz, widać było wyraźnie, że gracze lekceważą informacje o stratach banków i innych firm sektora finansowego, licząc na to, że to już jest łabędzi śpiew kryzysu, ale jednocześnie zaczynają niepokoić się ceną ropy i grożącą gospodarce światowej inflacją. Można więc powiedzieć, że uwaga inwestorów przeniosła się z sektora finansowego na surowcowy. Sytuacja stała się bardzo klarowna — jeśli dolar będzie się wzmacniał w stosunku do euro (powinien), a spadek kursu EUR/USD pociągnie za sobą cenę ropy, to indeksy będą rosły. Jeśli jednak powtórzy się to, co obserwowaliśmy na rynku w 2005 roku i ropa będzie stale drożała, to wzrostowa korekta na rynku akcji szybko się skończy. l

Piotr Kuczyński

główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu