Świat wzięli na języki

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 02-04-2008, 00:00

Oto opowieść o jednej z niewielu polskich firm, które działają globalnie. Zawojowała świat dzięki językowi angielskiemu.

Gdańska firma Young Digital Planet oferuje całą paletę programów edukacyjnych.

Oto opowieść o jednej z niewielu polskich firm, które działają globalnie. Zawojowała świat dzięki językowi angielskiemu.

Czterej młodzi inżynierowie, którzy 17 lat temu zaczynali działalność gospodarczą, pewnie nawet nie przewidywali, że w prawie 20 krajach świata będą uczyć angielskiego. Dziś mają inwestora z najwyższej półki na rynku wydawnictw i multimediów, a ich firma to w Trójmieście symbol innowacyjnego przedsiębiorstwa.

Też chcę taki kurs

Young Digital Planet oferuje kompletne narzędzie nie tylko do nauki języków, lecz także bogatą ofertę programów edukacyjnych z zakresu fizyki, chemii czy geografii.

Multimedia? O, tak, oni naprawdę wiedzą, co to znaczy. Siedząc przy komputerze, musisz wykonać pracę, aby poprawnie ułożyć zdanie czy rozwiązać któryś z testów. Program niczego nie robi sam. Z drugiej zaś strony jest niezwykle przyjazny i prosty w obsłudze.

Nie tylko angielski

— System edukacji nie zmienił się od starożytności. Nadal funkcjonuje zasada mistrza wprowadzającego w arkana wiedzy i ucznia przyswajającego naukę. Interaktywne metody tylko przyspieszają edukację — zaczyna prezes firmy Waldemar Kucharski.

Firma tak bardzo rozbudowała zbiór przedmiotów szkolnych w swoim katalogu, że jej flagowy angielski (swego czasu dołączany do egzemplarzy popularnego dziennika) to już tylko 15 procent sprzedaży. Coraz mocniejszą pozycję mają przedmioty ścisłe.

— Mamy w ofercie tylko dwa języki (oprócz angielskiego niemiecki), bo tylko tych dwóch tak naprawdę ludzie chcą się uczyć, czyli płacić za pomoce naukowe. Ludzie płacą za te języki, które pozwolą na rozwój kariery zawodowej — uważa Waldemar Kucharski.

Programy lingwistyczne mają coraz mniejszy udział w przychodach firmy. Coraz bogatsza jest za to oferta programów dla szkół podstawowych i gimnazjalnych z pozostałych przedmiotów — w tym z historii, której poza Polską Young Digital Planet praktycznie nie sprzedaje. Ta — w przeciwieństwie do matematyki czy chemii — wyjątkowo poddaje się interpretacjom, na których zagranicznemu wydawcy łatwo się sparzyć. Prezes opowiada, jak to przygotowując programy dla krajów islamskich ich twórcy musieli sprawdzać, aby każda teoria chemiczna czy fizyczna była zgodna z nauką Koranu.

Pomysł to trzeba mieć

Jedna trzecia sprzedaży firmy trafia poza granice Polski. Wydawałoby się, że naturalne jest przypisywanie zasług w osiągnięciu wyniku firmie WSOY, która od 1999 roku ma 55 proc. udziałów w Young Digital Planet. Okazuje się, że nie. To wynik własnych poszukiwań, bowiem — jak stwierdza prezes Kucharski — WSOY to inwestor, który raczej nie ingeruje w kontakty handlowe. Gdzie zatem tkwi źródło marketingowego sukcesu?

— Zwykle szukamy mocnego partnera na lokalnym rynku. Najlepiej, kiedy jest to gracz numer dwa, czyli taki, który już wypracował sobie pozycję, ale wciąż ma potencjał i apetyt na większy sukces — wyjaśnia Waldemar Kucharski.

Wspólnik, który byłby liderem rynku, mógłby szybko przejąć w przedsięwzięciu rolę hegemona, a „youngom” na tym na pewno nie zależy.

Jakie są jeszcze inne „sukcesowe recepty”? Trzeba wiedzieć, od kogo i jakie licencje kupić. Bowiem większość programów oferowanych przez czołowych wydawców to adaptacje szlagierowych pomysłów na naukę, sprawdzonych często w wielu krajach świata.

No i najważniejsze, trzeba wiedzieć, ile za swoją pracę można zarobić. A za dobre programy można liczyć na dobrą cenę.

— Robimy produkty dobre i wcale nie za najniższe ceny. Ale w stosunku do korepetycji jesteśmy i tak bardzo konkurencyjni. Bo przecież jeden kurs to koszt kilku lekcji u korepetytora — wyjaśnia cenową strategię prezes YDP.

E-learning

Przyszłość firmy to e-learning. Ale bynajmniej nie ten koślawy i wychudzony, o jakim słychać tu i ówdzie. W Young Digital Planet wpisywanie ocen i uwag do internetowego dzienniczka, który mogą śledzić rodzice, uznawane jest za „jazdę obowiązkową”.

W gdańskiej firmie już od dawna myślą o platformie edukacyjnej, na której cały proces edukacyjny wszystkich przedmiotów będzie poddawany obiektywnej analizie zaawansowanych programów komputerowych. W ten sposób zniknie uznaniowość nauczycieli, każdy bowiem będzie podlegał tym samym kryteriom, a co więcej, na platformie będzie można zgromadzić całe dossier o karierze ucznia, i to przez cały okres jego pracy w danej szkole. Kto wie, czy dzięki takiemu rozwiązaniu do lamusa nie odejdą egzaminy maturalne albo na studia?

Szef firmy nie miałby nic przeciwko temu, aby sprawdzić kompleksowy e-learning we własnej „youngowej” sieci szkół, uczących dzieci przy użyciu własnych programów i metod nauczania. Na razie to jednak tylko ambitny pomysł. Ale widząc, jak rozwija się ta firma, można być pewnym, że coś z tego będzie.

gazela biznesu

Young Digital Planet SA

ul. Słowackiego 175

80-298 Gdańsk

tel.: 058-768-22-22, 058-349-44-44

faks: 058-768-22-11, 058-349-44-11

Dane (2007 rok)

Przychód 90 mln zł

Zysk brutto 11 mln zł

Zatrudnienie 400 osób

Bartłomiej Rabij

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Rabij

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Świat wzięli na języki