Świętowanie alternatywne najsprawniej wychodzi kibolom

opublikowano: 04-05-2015, 00:00

Poprzedzająca wybory majówka z naturalnych powodów państwowych oraz sprytnie wplecionych akcentów kampanijnych stała się okresem wizerunkowej dominacji urzędującego prezydenta nad pozostałymi kandydatami. Środowisko trzymające władzę promowało ideę narodowej jedności w takt mazurka „Witaj maj, piękny maj, u Polaków błogi raj!”.

Pozostali chętni do prezydentury znaleźli się w niewygodnej sytuacji, poszukując alternatywy.

Kibolskie sektory na Stadionie Narodowym zasnuwały dymy z odpalanych rac, na szczęście dach nie był zasunięty.
Zobacz więcej

JUTRZENKA WOLNOŚCI:

Kibolskie sektory na Stadionie Narodowym zasnuwały dymy z odpalanych rac, na szczęście dach nie był zasunięty. FOT. JAZ

Świętowanie na własne konto wyszło zdecydowanienajsprawniej piłkarskim kibolom, co potwierdza widoczna na zdjęciu tzw. sektorówka Legii Warszawa z finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Notabene dokładnie w czasie jej rozwinięcia na odległym stadionie IV-ligowej Concordii Knurów garstka widzów wtargnęła na boisko i przerwała mecz. Policja uderzyła w nich gumowymi kulami i jedna trafiła młodego człowieka tak fatalnie, że nieszczęśnik zmarł… Na szczęście finał ekstremalnie wysokiego ryzyka w stolicy przebiegł bez incydentów. Narodowy pierwszy raz przeszedł tak ciężką próbę. Okazało się, że jego infrastruktura wewnętrzna i zewnętrzna, w tym pobliski nasyp kolejowy, sprzyja szczelnemu rozgrodzeniu nienawidzących się armii — białej z Warszawy i niebieskiej z Poznania. Tym razem policyjna prewencja zadziałała bezbłędnie.

Na boisku finał był widowiskiem nędznym (2:1 dla Legii), ale na trybunach wręcz niesamowitym.

W odróżnieniu od meczów, gdy jedna z drużyn jest dominującym w tzw. oprawie gospodarzem — pierwszy raz w Polsce na nowoczesnym stadionie z EURO 2012 starły się na odległość dwa równe, doskonale zorganizowane i dowodzone 10-tysięczne kibolskie wojska. Siedziały za bramkami, pozostałe 25 tysięcy miejsc w centrum zajęła publiczność spokojna. Zmiany wyniku nie miały dla oprawy znaczenia, przez całe 90 minut, a także przed i po meczu, trwał niesamowity zgiełk, podtrzymywany przez bębniarzy na wieżach, rytmicznie zagrzewających sektory niczym idących do ataku tureckich janczarów. Odrębnym wątkiem było starcie haseł z sektorówek. Lech chwalił się jako „Kibolski Klub Sportowy”, następnie „Pyrlandia królestwo Kolejorza”, a herb Poznania miał promocyjny dopisek „Miasto złą sławą owiane”. Pozycjonowanie się strony legijnej postawiło na inne wartości: „Narodowa duma”, „Wielkie Księstwo Warszawskie”, wreszcie „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew”. Na szczęście — nie tym razem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu