Sygnity, czyli wielka porażka instytucji

Kamil Zatoński
25-08-2009, 06:58

Spółka cieszyła się do tej pory sporym zaufaniem funduszy, także emerytalnych. Jak długo jeszcze?

Inwestycja w walory informatycznej spółki to dla wielu zarządzających temat, którego z pewnością woleliby nie poruszać. Poza (być może) niewielkimi krótkoterminowymi zyskami, przez ostatnie dwa lata wszystkie fundusze poniosły straty na papierach Sygnity. Niektórzy, po kolejnym rozczarowaniu ze strony zarządu, powiedzieli w końcu "dość", inni cierpliwie przetrwali dotychczasowe perturbacje. Najbliższe tygodnie pokażą, czy głębokie straty z drugiego kwartału i kiepskie perspektywy na kolejne miesiące zmienią podejście tych TFI i OFE, w których portfelach akcje Sygnity stanowią jeszcze znaczącą pozycję.

Na koniec ubiegłego roku (z tego okresu pochodzą ostatnie dane) w rękach funduszy znajdowało się aż 65,8 proc. akcji informatycznej spółki (w Asseco Poland fundusze miały niespełna 60 proc., w Qumak-Sekom 62,7 proc.). W branży to rekordowe zaangażowanie, choć podyktowane także tym, że w wolnym obrocie są wszystkie papiery firmy. Powyżej 10 proc. walorów ma Legg Mason Zarządzanie Aktywami, a Pioneer Pekao IM i Nordea OFE trzymają po grubo ponad 5 proc. Pierwsze dwie instytucje w ostatnich miesiącach dokupowały jeszcze akcje Sygnity, choć odbicie w notowaniach było więcej niż mizerne (ledwie 10 proc. na przełomie czerwca i lipca). Nordea zwiększyła zaangażowanie pod koniec ubiegłego roku. Inni zarządzili ewakuację na początku tego roku (AIG TFI i DWS TFI) lub w ostatnich tygodniach (Aviva Investors TFI). Trudno to jednak uznać za przejaw "dobrego nosa", bo w każdym z tych przypadków fundusze wchodziły w akcje spółki, kiedy jej kurs był sporo powyżej cen wyjścia. Aviva (wówczas jeszcze Commercial Union) kupowała akcje jeszcze w czasie poprzedniej hossy. Płaciła za nie po blisko 100 zł.

Na wczorajszej sesji kurs Sygnity wzrósł o 5,7 proc., a przez moment za akcje spółki płacono 16,36 zł, czyli 8 proc. więcej niż w piątek na zamknięciu. Gorzka pigułka w postaci zapowiedzi gigantycznych strat została więc dość szybko przełknięta przez rynek. Poprzednio, kiedy spółka dostarczyła równie hiobowych wieści (w listopadzie 2007 r. postraszyła stumilionową stratą i koniecznością szybkiego ograniczenia zadłużenia) spadki trwały dłużej. Wówczas niektórzy analitycy rekomendowali spekulacyjne kupowanie papierów Sygnity, co — jak czas pokazał — było dobrą podpowiedzią. Dziś sytuacja jest inna, bo nad firmą nie wisi topór w postaci nadmiernego zadłużenia. Z drugiej jednak strony, przez kryzys warszawska firma ma spore problemy z osiąganiem przychodów, które pozwalałyby osiągać próg rentowności. Dlatego też — podobnie jak przed blisko dwu laty — inwestycję w walory Sygnity należy traktować czysto spekulacyjnie. A jeśli tak, to można mieć wątpliwości, czy powinny ją kontynuować instytucje w rodzaju funduszy emerytalnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sygnity, czyli wielka porażka instytucji