Sygnity: Ktoś wrabia nas w zmowę

Mariusz Zielke
26-03-2008, 07:49

Czy Sygnity weszło w zmowę cenową, czy też ktoś wrabia spółkę, fałszując dokumenty? Sprawę bada prokuratura i UOKiK.

Zwrot akcji w sprawie rzekomej zmowy cenowej spółek z grupy Sygnity. Kontrolę w giełdowej firmie przeprowadził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Prowadzi postępowanie wyjaśniające dotyczące przetargu na integrację baz danych Ministerstwa Środowiska, zorganizowanego przez Jednostkę Finansująco-Kontraktującą (JFK, część Fundacji Fundusz Współpracy), która pośredniczy w zamówieniach finansowanych z funduszy UE.

— Przekazaliśmy wszystkie dokumenty. Zależy nam na szybkim wyjaśnieniu — mówi Michał Michalski, rzecznik Sygnity.

Odwrót Arama

Sprawę od początku roku wyjaśnia też prokuratura. W przetargu, który trafił pod lupę śledczych i UOKiK, grupa Sygnity złożyła dwie oferty: w jednej liderem było Sygnity (oferta za 3,3 mln zł), w drugiej — spółka zależna Aram (2,7 mln zł). Pozostałe oferty były droższe i przekraczały 4 mln zł. Ostatecznie Aram — zdaniem JFK — spóźnił się ze złożeniem jednego z zaświadczeń i został wykluczony. Konkurs powinno więc wygrać Sygnity. JFK uznała jednak, że spółki porozumiały się, a Aram celowo się wycofał, by wygrało droższe Sygnity. Dlatego wykluczyła i tę spółkę, zarzucając grupie zmowę cenową i wpływanie na wynik przetargu w celu osiągnięcia korzyści.

— Nie było powodów do wykluczenia spółki Aram z przetargu i posądzenia grupy Sygnity o czyn nieuczciwej konkurencji. Spółka Aram dopełniła wszelkich formalności związanych z udziałem w postępowaniu przetargowym — zapewnia jednak Michał Michalski, rzecznik Sygnity.

Giełdowa grupa twierdzi, że jest niewinna i ktoś stara się ją wrobić, podrabiając dokumenty.

— Dlatego spółka Aram złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 270 par. 1 kodeksu karnego (k.k.) polegającego na sfałszowaniu, a następnie użyciu sfałszowanego dokumentu — twierdzi Michał Michalski.

Dokument ten ma kluczowe znaczenie dla sprawy. Zdaniem JFK, wynika z niego, że „działania Sygnity i  Aram (…) nie były rzetelne i uniemożliwiały obiektywne i bezstronne rozstrzygnięcie przetargu. (…) Treść dokumentu potwierdzała zasadność złożenia przez FFW zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przez ww. podmioty przestępstwa (art. 305 par. 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks Karny)” — pisze JFK.

Inne numery i pieczątki

Co to za dokument? Sygnity twierdzi, że UOKiK okazał Aramowi kopię oświadczenia, z którego miałoby wynikać, że Aram wycofa się z przetargu, jeśli wygrywającym będzie Sygnity. Oświadczenie opatrzone jest pieczątką tej firmy i podpisem jej pracownika.

— Taki dokument nie został nigdy sporządzony przez spółkę Aram i w imieniu tej spółki — mówi Michał Michalski.

Argumentuje: nie zgadzają się sygnatury (w dokumentach spółki pod widniejącym na piśmie numerem jest inny dokument), użyto pieczątki dawno przez spółkę nieużywanej, a podpis pracownika został sfałszowany. Pracownik także poinformował prokuraturę o przestępstwie.

— Na logikę, jaka spółka wytworzyłaby tak pogrążający ją dokument? U nas nigdy nie składano takich zobowiązań. To fałszywka — mówi jeden z byłych pracowników Sygnity.

Jeśli tak jest, to kto wrabia Sygnity?

Bat z paragrafów

Jeśli UOKiK i prokurator udowodnią, że spółki grupy Sygnity się zmówiły, menedżerom za to odpowiedzialnym grozi postawienie zarzutów z art. 305 par. 1 kodeksu karnego, który mówi: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, udaremnia lub utrudnia przetarg publiczny albo wchodzi w porozumienie z inną osobą działając na szkodę właściciela mienia albo osoby lub instytucji, na rzecz której przetarg jest dokonywany, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Sygnity twierdzi jednak, że ktoś spółkę wrabia, podrabiając i rozsyłając fałszywe dokumenty. Temu komuś grozi odpowiedzialność z art. 270 par. 1 kodeksu karnego, który mówi: „Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Mariusz Zielke, m.zielke@pb.pl

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Sygnity: Ktoś wrabia nas w zmowę