Sygnity ma szansę uratować się przed zapaścią finansową

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 05-12-2007, 00:00

Konieczne były dwa walne, ale cel został osiągnięty. Zarząd Sygnity może myśleć o przyszłości w jaśniejszych barwach.

Potrzebujemy gotówki — nie kryje prezes informatycznej firmy

Konieczne były dwa walne, ale cel został osiągnięty. Zarząd Sygnity może myśleć o przyszłości w jaśniejszych barwach.

Akcjonariusze warszawskiej spółki informatycznej Sygnity zgodzili się wczoraj na sprzedaż 2,1 mln nowych akcji w ramach kapitału docelowego. Potrzebne były jednak do tego aż dwa walne zgromadzenia, które odbyły się w godzinnym odstępie. Na pierwszym zabrakło kworum. Do podwyższenia kapitału konieczna była obecność akcjonariuszy reprezentujących jedną trzecią głosów, a było ich tylko niespełna 26 proc. Na drugie walne co prawda nikt nie doszedł, ale zgodnie z kodeksem kworum nie było już obligatoryjne.

Wszyscy „za”

W tej sytuacji akcjonariusze jednogłośnie przyjęli uchwały przygotowane przez zarząd.

— Potrzebujemy gotówki — nie krył na wstępie Piotr Kardach, prezes Sygnity.

Firma po trzech kwartałach ma 107 mln zł straty, a zobowiązania sięgają pół miliarda złotych. Piotr Kardach podtrzymał wprawdzie prognozę na trzy ostatnie miesiące roku, mówiącą o 428 mln zł sprzedaży i 33 mln zł zysku operacyjnego, ale przyznał, że restrukturyzacja wymaga czasu i dlatego chce zabezpieczyć firmę przed ryzykiem utraty płynności. Dlatego większość wczorajszych uchwał miała na celu uzyskanie przez Sygnity pieniędzy. Akcjonariusze zgodzili się na sprzedaż przez grupę biznesu w segmentach: opieki zdrowotnej i stacji benzynowych. Chętni podobno są. Zarząd chce też sprzedać mniejszościowe pakiety w trzech firmach, w tym m.in. 6-procentowy pakiet walorów szykującego się do oferty publicznej Europejskiego Funduszu Hipotecznego. W sumie do końca pierwszego kwartału wyprzedaż majątku ma przynieść Sygnity 50-60 mln zł. Kolejna uchwała dotyczyła podwyższenia kapitału. Najpierw zarząd chce szybką ścieżką — bez prospektu emisyjnego — sprzedać do 10 proc. kapitału, czyli niespełna 1,1 mln nowych akcji. To nastąpi pewnie w styczniu, choć ciągle nie wiadomo po jakiej cenie. Zdaniem prezesa, będzie to nieco poniżej ceny rynkowej, oscylującej w pobliżu 35 zł. Kolejny milion akcji Piotr Kardach traktuje jako rezerwę awaryjną.

— Zgoda na emisję ułatwi nam rozmowy z bankami, bo pokazuje, że akcjonariusze nas wspierają — twierdzi prezes.

Rozmowy w sprawie utrzymania finansowania Sygnity mają być prowadzone w przyszłym tygodniu. Wcześniej, już w czwartek, spółka musi uregulować sprawę obligacji o wartości 35 mln zł. Podobno pieniądze ma, ale możliwe jest też rolowanie papierów.

Przyszłość to pracownicy

Pozytywny przebieg walnego początkowo przyczynił się do wzrostu notowań Sygnity, nawet o blisko 4 proc., ale potem było gorzej.

— Decyzja akcjonariuszy tak naprawdę niewiele zmienia. Ich zgoda na podwyższenie kapitału była raczej oczywista — komentuje Paweł Puchalski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

Jego zdaniem, trzeba teraz zadać sobie dwa pytania: czy banki zdecydują się na dalsze finansowanie i czy inwestorzy obejmą nowe akcje.

— Ja osobiście na obydwa pytania odpowiedziałbym tak — mówi Paweł Puchalski.

Paweł Turno, prezes BBI Capital, największego akcjonariusza Sygnity (9,25 proc.), zapowiada udział w emisji i zapewnia, że nie wycofa się ze spółki przed wyprowadzeniem jej na prostą. W tej sytuacji głównym zagrożeniem dla przyszłości Sygnity będzie postawa pracowników. Czy przypadkiem zniesmaczeni całą sytuacją nie zdecydują się odejść do konkurencji.

— To jest najcenniejszy składnik majątku spółki — konkluduje analityk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Kazimierczak

Polecane