Symbole nie mogą zastąpić konkretów

Jacek Zalewski
opublikowano: 07-04-2010, 00:00

Dzisiejsze spotkanie premierów Władimira Putina i Donalda Tuska nad rosyjskimi i polskimi (kolejność nieprzypadkowa) mogiłami w lesie katyńskim bez wątpienia jest wydarzeniem przez duże W, wykraczającym daleko poza miarę martyrologiczną. Wszak przez dwie dekady polskim uroczystościom w Katyniu i na większym cmentarzu w Miednoje (trzeci znajduje się w ukraińskim Charkowie) towarzyszyli jedynie pomniejsi dygnitarze rosyjscy. Ba, za prezydentury Putina obecność zarówno jego samego, jak i któregoś z często zmieniających się premierów była wręcz niewyobrażalna.

Skoro jednak silny człowiek Rosji, niezmiennie utrzymujący tam pozycję numer jeden, dokonuje takiego zwrotu — wypada się zastanowić, po co. Jest zbyt sprytny i inteligentny, by tragicznego wątku sprzed siedemdziesięciu lat nie rozgrywał z maksymalną wizerunkową korzyścią dla siebie — głównie na użytek wewnętrzny, a trochę międzynarodowy. Samo miejsce uroczystości znakomicie mu to ułatwia, ponieważ akurat w zespole cmentarnym w Katyniu — zupełnie inaczej, niż na przykład w Miednoje! — zamordowani w roku 1940 oficerowie polscy stanowią mniejszość wobec rosyjskich ofiar terroru z lat 1937-38. I właśnie ten akcent ponadnarodowy — nie zaś polski, jak naiwnie myśli się u nas — zostanie zdecydowanie wybity w szerokim przekazie z obchodów do społeczeństwa Rosji oraz w świat.

Katyńska rozgrywka jest przykładem starej, dobrej, radzieckiej szkoły dyplomacji — znanej na świecie z negocjacji rozbrojeniowych, humanitarnych, gospodarczych etc. Chodzi o to, by coś zrobić, a zarazem zrobić jak najmniej. Charakterystyczny dla tej metody jest dualizm — wieńcom na grobach ofiar towarzyszy kategoryczna niezgoda na przyjęcie prawnych następstw zbrodni, notabene zarówno wobec rodzin obywateli polskich, jak i radzieckich. Rosja odnosi się do spuścizny po Związku Radzieckim bardzo selektywnie. Gdy chodziło, powiedzmy, o utrzymanie ogromnej asymetrii z czasów PRL i ZSRR w działkach przekazanych wzajemnie na potrzeby dyplomatyczne w Moskwie i Warszawie — wtedy dziedzictwo staje się pełne. Gdy natomiast chodzi o straszny bilans zbrodni, wiążący się również ze znaczącymi rozliczeniami finansowymi — nie wchodzi to w grę... I o tym szerokim kontekście trzeba pamiętać — niewątpliwie szanując i doceniając katyński gest premiera Rosji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu