Synowie zmniejszają prawdopodobieństwo rozwodu

KS, Psychology Today
opublikowano: 23-01-2008, 16:03

Komu córka, komu syn, czyli politycznie niepoprawne prawdy o naturze ludzkiej.

Socjologowie i demografowie zauważyli, iż w przypadku par, posiadających przynajmniej jednego syna, rozwód jest dużo mniej prawdopodobny niż w przypadku małżeństw, które mają same córki. Dlaczego tak się dzieje - zastanawia się magazyn Psychology Today.

Z biologicznego punktu widzenia wartość mężczyzny jako partnera w dużej mierze zależy od jego zamożności, statusu i władzy, podczas gdy w przypadku kobiety wartość zależy głównie od jej młodego wieku i atrakcyjności fizycznej. Dlatego też zadaniem ojca jest upewnienie się, iż jego syn odziedziczy po nim dobra, status i władzę, niezależnie od tego, jakie one są. Z drugiej strony, jeśli chodzi o córkę, ojciec (ani też matka) niewiele jest w stanie zrobić, aby zawsze była ona młoda i pociągająca.

Zatem obecność ojca, jak również jego „inwestowanie” w potomstwo jest bardzo istotne dla syna, ale córki już mniej. Z tego powodu obecność męskiego potomka w rodzinie zmniejsza szanse odejścia ojca w dużo większym stopniu niż obecność córek. Tendencja ta jest poza tym o wiele bardziej widoczna w rodzinach zamożnych.

Powszechnie uważa się, iż płeć dziecka poczętego jest dziełem przypadku. Prawie, ale nie do końca: w dużej mierze jest ona dziełem przypadku. Średni stosunek narodzin chłopców do narodzin dziewczynek wynosi 105:100. Jednakże różni się on nieznacznie w zależności od okoliczności i w przypadku różnych rodzin. Są pewne czynniki, które mają wpływ na płeć potomstwa.

Hipoteza Triversa-Willarda, jedna z najbardziej prominentnych w biologii ewolucyjnej, zakłada, iż bogaci rodzice o wysokim statusie społecznym mają więcej synów, podczas gdy ci biedni, postawieni nisko w hierarchii społecznej, mają więcej córek. Dzieje się tak, ponieważ dzieci przeważnie dziedziczą majątek i status społeczny rodziców.

Hipoteza ta znalazła potwierdzenie w różnych miejscach całego świata. Prezydenci i wiceprezydenci Stanów Zjednoczonych mają więcej synów. Biedni pasterze z plemienia Mukogodo w Afryce mają więcej córek. XVII- i XVIII-wieczne rejestry kościelne z Leezen w Niemczech dowodzą, iż bogaci posiadacze ziemscy mieli więcej synów niż córek, a odwrotnie sprawy miały się w przypadku robotników i handlarzy, nie posiadających własnego majątku. W badaniu przeprowadzonym wśród przedstawicieli 46 narodów, zamożni ludzie na ogół odpowiadali, że woleliby mieć syna, jeśli miałoby to być ich jedyne dziecko, natomiast mniej zamożni respondenci woleliby córkę.

Uroda, która ogólnie rzecz ujmując, jest pozytywną cechą, w poszukiwaniu partnera biologicznego odgrywa jednak większą rolę u kobiet niż u mężczyzn. Zatem, zgodnie z tą hipotezą, bardziej atrakcyjni fizycznie rodzice powinni mieć więcej córek niż synów. I tak rzeczywiście jest. Amerykanie, którzy w innym badaniu zostali ocenieni jako „bardzo atrakcyjni”, mieli w 56 procentach córki (jako pierwsze dziecko), natomiast pozostali badani jedynie w 48 procentach przypadków.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KS, Psychology Today

Polecane