Szach-mat. I lecę do banku

Agnieszka Mazurek
12-11-2008, 00:00

Szachy uczą koncentracji i strategicznego myślenia. Przemysław Gdański chce te umiejętności wykorzystać w BRE Banku.

Szach i mat. Uściśnięcie rąk. Do końca turnieju w Szwecji zostały dwie partie. Nastoletni Przemek wygrał kolejny pojedynek i zdecydowanie prowadzi. Zaczął się zastanawiać, co sobie kupi za wygrane pieniądze. Płyty? Dżinsy? Wyobraźnia podsuwała miłe obrazy powrotu do szarej socjalistycznej Polski w glorii zwycięzcy, ale moment dekoncentracji sprawił, że przegrał dwie ostatnie partie i nie zajął premiowanego nagrodą miejsca.

— Wtedy nauczyłem się, że trzeba grać do ostatniego ruchu na szachownicy. Wytrzymać psychicznie. Zacząłem traktować każdy mecz jak nową szansę, od której bardzo wiele zależy — podkreśla czterdziestojednoletni Przemysław Gdański, specjalista ds. bankowości korporacyjnej, który 19 listopada obejmie funkcję członka zarządu BRE Banku.

Pionki zamiast zabawek

W szachy zaczął grać przy stole w rodzinnym domu w Słupsku. Zabawa zamieniła się w regularne treningi, gdy miał osiem lat. Wsparły je lekcje szachów, wprowadzone eksperymentalnie od trzeciej klasy w jego szkole podstawowej.

— Zapisałem się do Piasta Słupsk, wówczas jednego z najlepszych klubów szachowych w Polsce. Trochę późno, bo dzieci zaczynają regularne zajęcia już w piątym roku życia. Musiałem sporo nadrabiać. Na szczęście się udało — wspomina Przemysław Gdański.

Dzieciństwo szachowe oznacza treningi w klubie, wyjazdy na zgrupowania, częste uczestnictwo w kilkudniowych turniejach. I stałe nadrabianie zaległości w szkole. Bo dobre oceny były jedynym warunkiem, który postawili rodzice, zanim zgodzili się na sportowy tryb życia syna.

Zdyscyplinowanie, ciężka praca na treningach i fascynacja dyscypliną szybko zaczęły przynosić rezultaty. Został wicemistrzem Polski szkół podstawowych. Później dostał się do kadry narodowej juniorów i zaczął wyjeżdżać na międzynarodowe turnieje.

— Otworzyły mi one okno na świat i zmotywowały m.in. do przyłożenia się do nauki języków obcych — podkreśla Gdański.

Wylicza zalety uprawiania tego sportu: kształtuje charakter, bo wymaga woli walki i koncentracji, uczy logicznego myślenia, przewidywania następnych ruchów przeciwnika i planowania własnych oraz wyrabia pamięć i wyobraźnię.

Z wyczynowego grania w szachy zrezygnował w 1992 r.

— Doszedłem do wniosku, że nie zostanę czołowym arcymistrzem. Decyzja niełatwa, ale z perspektywy czasu widać, że słuszna — wyjaśnia Gdański.

Rok później doczekał się uznania. Po podliczeniu wyników osiąganych w turniejach w ciągu kilku lat okazało się, że ma prawo do tytułu szachowego mistrza FIDE (Międzynarodowej Federacji Szachowej). Do tej pory podaje to w CV jako jedno ze swoich większych osiągnięć. Ale naprawdę nie odszedł z szachów. W latach 2003-04 był prezesem Polskiego Związku Szachowego. Nadal z przyjemnością siada do szachownicy, a regularnie — zazwyczaj późno w nocy — rozgrywa partie w internecie.

Fascynacje szachami przejęły od ojca jego dzieci dwunastoletni Kuba i ośmioletnia Ania. Syn regularnie chodzi na prywatne lekcje do mistrza szachowego. Córka zainteresowanie walką na szachownicy dzieli z pasją do karate.

— Moja żona Joanna i ja popieramy te pasje. Wiem po sobie, ile korzyści można odnieść z zawodniczej gry w szachy. Ale nie wychowuję programowo arcymistrzów. Jeśli dzieci zdecydują o innej drodze życia, nie będę naciskał. Nie jestem polskim László Polgárem — śmieje się Przemysław Gdański.

Ale pewnie byłby bardzo dumny, gdyby w domu zaczęło przybywać szachowych trofeów jego dzieci.

Skoki konika

Jego idolem jest Akiba Rubinstein, przedwojenny polski mistrz szachowy. Czytając o nim i jego partiach, uczył się precyzyjnego planowania ruchów, żelaznej logiki i konsekwencji w działaniu.

Zasady rozgrywki szachowej stara się przenieść do życia zawodowego. Planował karierę, nie bojąc się podejmowania odważnych kroków, starając się przewidzieć ich następstwa.

Skończył handel zagraniczny na Uniwersytecie Gdańskim. Na piątym roku, w ramach programu Tempus, wyjechał na rok na studia do Wielkiej Brytanii. Po powrocie i obronie pracy magisterskiej zaczął prowadzić zajęcia na macierzystym wydziale. Wtedy też rozpoczął pracę w bankowości. Od 1991 r. brał udział w zespole budującym Solidarność Chase D. T. Bank, przejęty później przez GE Money. Następnie przeszedł do IBP Bank. Na dłużej zatrzymał się w ABN Amro Bank. Jako przedstawiciel tego banku wyjechał do pracy do Rumunii. W 2001 r. przeniósł się z Bukaresztu do centrali ABN Amro Bank w Amsterdamie. W 2002 r. powrócił do Polski. Przez cztery lata pracował w BPH. Następnym przystankiem była grupa Calyon, której szefował w Polsce. Powrócił do Banku BPH jako wiceprezes zarządu, a po roku, w wyniku fuzji z Pekao, został wiceprezesem zarządu tego ostatniego. 19 listopada obejmie funkcję członka zarządu BRE Banku. W skomplikowanej sytuacji dla rynku finansowego.

— To wyzwanie. Jak partia szachów podczas ważnego turnieju. Zasadnicza różnica polega na tym, że zasady gry w szachy nie zmieniają się od wielu wieków. W bankowości wszystko może się zmienić w jeden dzień — porównuje Gdański.

Ale wyciągnął wnioski z turnieju w Szwecji i zapowiada, że skoncentruje się na swoich zadaniach do końca. n

Hodowla arcymistrzyń

Judit Polgár jest najwybitniejszą szachistką świata. Jej ojciec László uważał, że do wielkich sukcesów dochodzi się tytaniczną pracą. Jej siostry i ona nie chodziły do szkół, cały czas poświęcały szachom. Edukacją zajmowali się rodzice w domu. Judit w 1992 r. zwyciężyła w mistrzostwach Węgier mężczyzn i mając 15 lat, 4 miesiące i 28 dni, została najmłodszym wówczas arcymistrzem na świecie (Bobby Fischer, uzyskując tytuł w 1958 r., miał 15 lat, 6 miesięcy i 1 dzień). Jako pierwsza kobieta osiągnęła 2,7 tys. punktów rankingowych i awansowała do elitarnego grona superarcymistrzów.

Stare jak świat

Historia szachów sięga Mezopotamii. Znaleziono tam terakotowe figurki sprzed 6 tys. lat p.n.e. Zbliżone do współczesnych zasady gry, zwanej czaturanga, opracowano w V wieku w Indiach. W Europie w szachy zaczęto grać tysiąc lat temu. Wzmianki o szachach w Polsce pojawiły się 800 lat temu.

Liczby na szachownicy

64

Tyle pól liczy czarno-biała szachownica.

9-10

punktów Taką wartość ma najsilniejsza figura — hetman. Król nie ma przypisanych punktów — jest bezcenny.

32

Tyle figur stoi na początku meczu na szachownicy.

Wielki zapomniany

Akiba Rubinstein (1882-1961), największy geniusz w historii szachów polskich, karierę rozpoczął w 1903 r. Mistrzem został w 1905 r. Szczyt jego osiągnięć przypadł na 1912 r., kiedy wygrał pięć wielkich turniejów. Wtedy świat szachowy uznał go za jedynego pretendenta do meczu z Emanuelem Laskerem o tytuł mistrza świata. Ale Akiba nie miał pieniędzy i do pojedynku nie doszło. W 1930 r. na drużynowych mistrzostwach świata w Hamburgu osiągnął niespotykany do dziś rezultat 15 punktów z 17 partii. Dzięki temu Polacy zdobyli tytuł mistrza świata. W 1932 r. wycofał się z gry.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Mazurek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Szach-mat. I lecę do banku