Szambo polskie, czyli nauczka dla wyborców

Łukasz Kwiecień*
opublikowano: 08-10-2009, 14:25

Ucieszyły mnie mnie dotychczasowe wyniki najnowszej

Wyniki ankiety  są zabawne, ale i bardzo budujące. Bo sugerują, że umiejący czytać Polacy (czyli – mimo wszystko - spora część narodu) nie daje robić z siebie balona (i nie wierzą w propagandowe bajki o dziewicach z rady ministrów). No więc zróbmy kolejny krok i oczyśćmy tą polityczną stajnię metodami antycznymi. O ile pamiętam Herkules (Herakles) załatwił sprawę dla niejakiego Augiasza wpuszczając do stajni rzekę. I właśnie takie totalne rozwiązanie problemu polskiej polityki. Mówiąc krótko – wyczyśćmy to całe bagno do spodu. Niech cały ten polityczny brud oblepiający Polskę jak cuchnąca maź wróci tam, gdzie jego miejsce. Do szamba. Ostro? A jak inaczej można postąpić z ludźmi urządzającymi z Polski prywatny plac zabaw? Co zrobić z tymi śliskimi gębami, pełnymi pustych frazesów o ojczyźnie, podatnikach, honorze itp.?

Nieszczęście Polski polega na tym, że – podobnie zresztą jak przez ostatnie kilkaset lat – kariery polityczne nadal robią często albo bezczelne cwaniaczki i krętacze, albo nawiedzeni faceci, mamiący ogłupiały elektorat szczytnymi hasłami i koniecznością obrony przed wrogiem (wróg dobierany jest w zależności od bieżących potrzeb, nie ma to zresztą większego znaczenia bo wrogiem może się stać w takiej filozofii właściwie każdy). I, niestety, polska polityka regularnie dostarcza w ten sposób argumentów przemawiających za skądinąd populistyczną tezą, że politycy to albo „złodzieje i oszuści”, albo niebezpieczni dla kraju „psychiczni”. Dlatego, przy okazji ujawniania kolejnych afer i skandali i obserwując styl tzw. „debaty publicznej” nóż się człowiekowi w kieszeni otwiera. A do mnie wraca przekonanie, że jedynym rozwiązaniem byłby absolutyzm oświecony (z naciskiem na określenie „oświecony”) albo taka właśnie „oświecona” dyktatura.

Niestety, zaraz potem przyjść musi straszna konstatacja, że – jeśli polska polityka to szambo – to tak czy siak wywodzący się z niej nawet „oświecony” despota (dyktator) okazałby się po jakimś czasie zwykłym, nieodpowiedzialnym kretynem albo mega-oszustem. No i wracamy do punktu wyjścia. Czyli do tego, że skazani jesteśmy na demokrację… A skoro tak, to namawiam serdecznie wszystkich rodaków do tego, żeby – przed kolejnymi wyborami – zastanowili się dwa razy zanim na kogoś zagłosują. Bo ma to potem konsekwencje o wiele większe niż mogłoby się wydawać w chwili głosowania na anonimowe nazwisko, na nieznaną gębę, na nieokreślone plany i poglądy. Bo potem trzeba słuchać bredni i kłamstw. I wkurzać się pytając retorycznie: „kto takich ludzi wybiera”? Ci ludzie, których gęby tak często budzą w nas odrazę, mogą babrać się w politycznym bagnie, dzięki nam wszystkim Kochani Rodacy. Kolesiów przysłowiowego „Rycha” i broniących ich hipokrytów nie wybrały do parlamentu krasnoludki i sierotka Marysia, tylko my – polscy wyborcy – własnymi rękami i bez przymusu. W analogiczny sposób w parlamencie swoje kompleksy leczą – kosztem interesów strategicznych Polski – watahy szermierzy szczytnych sloganów, bazujących na strachu naprawdę najbiedniejszych wyborców. Zza których pleców wychylają się dziwne interesiki osób, które od wszelkich interesów się z definicji odżegnują.

 Ale reszta wcale nie jest ani trochę lepsza – ci z kolei zdążyli się ubabrać w tym bagnie po pachy już w przeszłości. Ah, i – oczywiście – są jeszcze służby ponoć specjalne, które dość pokrętnie traktują określenie „służba” rozumiejąc je jako obowiązek „służenia” bardzo określonym patronom, ale nie nam i nie krajowi. Bezpieczeństwo państwa i jego niemal 40 mln obywateli to widać ostatnia rzecz, którą mają ochotę się zajmować. Czerwoni, różowi, czarni, niebiescy, zieloni… I ich zakłamane gęby… Oni wszyscy nie wzięli się znikąd. Oni są tam wszyscy dzięki… nam. Dzięki naszym głosom. I za nasze pieniądze. Więc przy następnych wyborach uważajmy komu oddajemy swój głos, swoje pieniądze. I nasz wspólny los.


*Autor jest od kilkunastu lat analitykiem rynku finansowo-kapitałowego. Pracuje w Pioneer Pekao Investment Management SA. Wcześniej pracował w NBP. W przeszłości był komentatorem i dziennikarzem ekonomicznym, m.in. red. naczelnym Gazety Bankowej i Gazety Giełdy Parkiet. Felieton wyraża wyłącznie jego osobiste poglądy.
   

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Kwiecień*

Polecane