Szarwark w jeneralnej dyrekcji

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 02-08-2011, 00:00

Wykonawcy i inżynierowie zarzucają GDDKiA, że nadużywa swej pozycji. Dyrekcja broni się, że stoi na straży jakości.

Drogowcy nie chcą budować tras za półdarmo

Wykonawcy i inżynierowie zarzucają GDDKiA, że nadużywa swej pozycji. Dyrekcja broni się, że stoi na straży jakości.

Rok 1819 — powstaje Dyrekcja Jeneralna Dróg i Mostów Królestwa Polskiego (DJDiMKP). Na jej czele staje Franciszek Ksawery Christiani. Uruchamia gigantyczny — jak na owe czasy —program budowy dróg. Wzorując się na francuskich rozwiązaniach, do 1842 r. DJDiMKP zbudowała 2195 km dróg bitych oraz 20 traktów, które połączyły Warszawę z Modlinem, Dęblinem, Brześciem, Kownem, Kaliszem i Radomiem.

Jeneralna Dyrekcja chętnie korzystała z szarwarku, czyli obowiązkowych darmowych świadczeń ludności. Do budowy 1 km traktu bitego potrzeba było około 3 tys. dniówek "pieszych" i nieco ponad 1 tys. "sprzężajnych". Płaciła zwykle tylko za budowę mostów i używane narzędzia.

Rok 2011 — Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) kieruje Lech Witecki. W budowie jest ponad 1,4 tys. km dróg. Front robót największy w Europie — wart 60 mld zł. Szarwark? Projektanci, wykonawcy i inżynierowie kontraktów skarżą się, że GDDKiA każe im realizować kontrakty za półdarmo i trzymać gębę na kłódkę. Mają dość.

Bez marchewki

"Dochodzi do wyraźnego nadużycia pozycji ze strony GDDKiA. Forsowane sposoby pracy, narzucane obowiązki sprawozdawcze (…) nacisk na kontrolę raczej niż na efektywność powodują, że koszty wykonywania usług przez firmy konsultingu inżynieryjnego wzrastają" — czytamy w liście do Lecha Witeckiego, podpisanym przez sześciu szefów największych firm inżynierskich na rynku.

Ich koszty rosną, ale wynagrodzenie zostaje bez zmian.

"Zwiększając nacisk na kontrolę kosztem jakości współpracy, GDDKiA nie zamierza rezygnować ze stosowania wyłącznie kryterium cenowego w wyborze nadzorów czy projektantów. Zamierza raczej identyfikować czarne owce i je eliminować, niż zapobiegać ich wyborowi, stosując inne niż cena kryteria" — twierdzą inżynierowie.

Przedstawiciel dużej firmy zajmującej się nadzorem nad kontraktami infrastrukturalnymi tak opisuje dla "PB" funkcjonowanie rynku drogowego w Polsce: "Zamawiający wybiera najtańszego konsultanta do opracowania studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowego. Ten (…) będąc pod presją budżetu, analizuje minimalną liczbę wariantów przebiegu autostrady. Nie jest zainteresowany jakimkolwiek ponadprzeciętnie dobrym wykonaniem koncepcji. Co więcej, działając pod presją kary za opóźnienie, woli opracować kiepskie warianty przebiegu, byleby na czas, niż dobre, ale z dwudniowym opóźnieniem".

Kolejny krok — zamawiający wybiera najtańszego projektanta.

"Odbiera od niego niskiej jakości dokumentację projektową. Zamawiający nie ma jednak kompetencji, żeby ją ocenić, więc niekiedy zatrudnia — według kryterium najniższej ceny — weryfikatora dokumentacji. Weryfikator działa pod presją budżetu, nie jest zainteresowany wyszukiwaniem zbyt wielu błędów, bo przecież przeprojektowanie dzieła spowoduje konieczność ponownej weryfikacji, za którą weryfikator dodatkowych pieniędzy nie dostanie. Po co się wpędzać w koszty" — pisze inżynier.

Wreszcie wynajęty za najniższą cenę prawnik opatruje projekt warunkami umowy na wykonawstwo. Kolejny krok: wybór nadzoru, oczywiście najtańszego, i na koniec najtańszego wykonawcy.

"Niskiej jakości, pobieżnie zweryfikowany projekt nie do końca przemyślanej drogi zaczyna być realizowany przez źle opłacanych inżynierów podatnych na reprezentowanie stanowiska wykonawcy, którego powinni nadzorować. Wykonawca pochodzi z zagranicy i nigdy niczego w Polsce nie zbudował. Dał niską cenę, by wejść na rynek, i też jest skory dogadać się z nadzorem. Przecież wszystko będzie można zwalić na zły projekt" — pisze ironicznie inżynier.

Pod ścianą

Wykonawcy oceniają GDDKiA podobnie jak inżynierowie budowy. Konferencja zorganizowana przez Zespół Doradców TOR. Za stołem prezydialnym — ramię w ramię z przedstawicielami tej organizacji — siedzą Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, oraz Dariusz Skowroński, reprezentujący sopockie NDI. Na sali kierownictwo GDDKiA w pełnym składzie. Czeka na atak, gotowe do obrony dobrego imienia. I atak jest.

"GDDKiA jednostronnie narzuca warunki umów, które stawiają wykonawcę na pozycji petenta zagrożonego surowymi karami, a nie partnera. Dyrekcja zachowuje się tak, jakby priorytetem nie było terminowe i należyte wykonanie prac, ale pokazanie urzędniczej siły" — pisze TOR w rozdanej uczestnikom analizie sytuacji rynkowej.

Największy problem dla wykonawców to rozstrzyganie przetargów jedynie na podstawie kryterium najniższej ceny. Na drugim miejscu są słabo przygotowane projekty. Wreszcie wykonawcy zarzucają inżynierom, że zamiast rozjemcami, stali się zbrojnym ramieniem dyrekcji.

"Dzisiaj inżynier jest w pełni dyspozycyjny wobec GDDKiA i często jest instruowany, by spowalniał i nie odbierał robót" — czytamy w analizie TOR.

Dyrekcja się broni.

— Stoimy na straży jakości wykonania. Znacznie wydłużyliśmy okres gwarancji za wykonywane roboty budowlane, dzięki czemu nie trzeba będzie remontować drogi zaraz po jej zbudowaniu — podkreśla Lech Witecki.

I atakuje.

— Budujecie dom i zamówiliście kostkę granitową. Po tygodniach czekania przyjeżdża wykonawca i mówi, że w tej samej cenie da wam kostkę betonową, ale za to już jutro. Wyrzucilibyście go — mówi wzburzony Lech Witecki.

Dyrekcja czuje się przyparta do muru przez wykonawców, inżynierów i projektantów. Dobrowolnie brali udział w przetargach, proponując najniższe ceny, a dziś żądają dopłat lub proponują zmianę materiałów i technologii na tańsze, ale — zdaniem GDDKiA — gorsze. Dyrekcja mówi: nie. Ale czy spełni postulaty branży i zrezygnuje ze stosowania wyłącznie kryterium cenowego? W niedawnym konkursie na dokończenie trasy A4 Brzesko-Wierzchosławice, z której zrezygnowało NDI, oprócz ceny premiowała przecież termin wykonania.

— Każdy przetarg jest rozpatrywany indywidualnie. W przypadku dokończenia budowy autostrady A4 można było zastosować kryterium cena/czas, ale zupełnie inaczej można potraktować dokończenie zadania, a inaczej rozpisanie przetargu na nową inwestycję. Do zakończenia prac nad modyfikacją prawa zamówień publicznych trudno powiedzieć, czy wszystkie przetargi będą miały taką formułę — informuje Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.

Wszystkie strony drogowego konfliktu okopały się na swoich pozycjach. Ostatnio jednak można odnieść wrażenie, że GDDKiA zaczęła spełniać postulaty wykonawców, którzy — z powodu tanich kontraktów — popadają w finansowe tarapaty. GDDKiA powoli zaczyna płacić im wcześniej za wykonane prace (do tej pory płaciła po 45-60 dniach od przedstawienia faktury).

— Powoli to dobre określenie — nie kryje sarkazmu Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostalu.

Polowanie po Chińczykach

Drogowi wykonawcy i inżynierowie od miesięcy próbowali namówić GDDKiA do zmiany zasad współpracy. Wymiana listów trwa. Wycofanie się chińskiego COVEC z budowy autostrady A2 rozpoczęło publiczną dyskusję. I polowanie na czarownice — dyrekcja i wykonawcy publicznie zaczęli wytykać sobie błędy.

Teraz w medialny konflikt włączają się inżynierowie budowy. Zarzucają dyrekcji wykorzystywanie pozycji monopolisty.

— Rzeczywiście GDDKiA jest monopolistą w budowie dróg krajowych, ekspresowych i autostrad. Wynika to z ustawy o drogach publicznych. Nasze działania muszą zapewniać prawidłowość wydatkowania funduszy publicznych i chronić interesy skarbu państwa — uważa Urszula Nelken, rzeczniczka dyrekcji.

Podkreśla, że podczas niezapowiedzianych kontroli okazało się, że pracowników firm inżynieryjnych nie było ani na budowach, ani w biurze.

— Taki stan rzeczy jest dla GDDKiA nie do zaakceptowania. Inżynier kontraktu wraz z zespołem zobowiązany jest do stałej obecności na budowie, by prawidłowo wykonywać zobowiązania — dodaje rzeczniczka dyrekcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy