Szef Monnari poznał już smak upadłości

Magdalena Brzózka
11-05-2009, 00:00

Odzieżowa| spółka rękami i nogami broni się przed bankructwem. Marek Banasiak kiedyś przećwiczył podobny wariant.

Odzieżowa| spółka rękami i nogami broni się przed bankructwem. Marek Banasiak kiedyś przećwiczył podobny wariant.

Kolejna spółka odzieżowa będzie walczyć o przetrwanie. Zarząd łódzkiej grupy Monnari złożył wniosek o ogłoszenie upadłości spółki z możliwością zawarcia układu z wierzycielami.

— Może to naiwność, ale jestem przekonana, że spółka może nadal funkcjonować. Niezbędna jest restrukturyzacja, jednak całkowita likwidacja spółki jest, moim zdaniem, niemożliwa. To zbyt duży organizm. Pracuje tu 1700 osób. Jednak teraz wszystko zależy od decyzji wierzycieli. 2/3 z nich stanowią banki. Równolegle szukamy inwestora. Rozmawiamy z kilkoma finansowymi wstępnie zainteresowanymi naszą spółką — mówi Katarzyna Latek, wiceprezes Monnari.

Wszystko już było

Jeden z wierzycieli spółki, Dion Investments, złożył wniosek o ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku dłużnika.

— To właściciel galerii handlowej w Iławie, gdzie planowaliśmy otworzyć dwa sklepy, jednak ze względu na weryfikację planów zerwaliśmy umowę i dostaliśmy 360 tys. zł kary — mówi Katarzyna Latek.

Na dodatek w piątek po południu Raiffeisen Bank wymówił Monnari umowy kredytowe.

Ostatnie smutne wieści z Monnari to nie pierwsza wpadka prezesa tej spółki — Marka Banasiaka. Przykład? Spółka As-Line Venture, czyli sieć hurtowni z importowanymi kosmetykami i chemią gospodarczą. Na koniec 1992 r. osiągnęła ogromne, jak na ówczesne czasy, przychody — ponad 410 mld starych złotych. Jednak zbyt niska marża i wysokie koszty doprowadzały do coraz większych strat. Efekt? W lipcu 1993 r. bank Pekao, największy wierzyciel firmy, upomniał się o spłatę ponad 30 mld starych złotych kredytu, a Marek Banasiak złożył wniosek o upadłość spółki. Sąd go nie uwzględnił, bo okazało się, że w firmie nie ma już żadnego majątku. To, co zostało, zajął bank, a mimo to stracił z odsetkami 3 mln nowych złotych. Zupełnie niezaspokojonych wierzycieli było prawie stu. Byli to głównie producenci kosmetyków i chemii (m. in. Procter Gamble, Benckiser i Colgate), jak również urząd celny czy fiskus.

Czarne scenariusze

Sytuacja Monnari nie jest odosobniona. Ostatnio pojawiła się informacja o finansowych tarapatach chorzowskiego Reportera. Skarbiec TFI, jeden z jego wierzycieli, myśli o złożeniu wniosku o upadłość. Wcześniej podobna sytuacja zdarzyła się w poznańskiej firmie Semax, której zarząd stara się o układ z wierzycielami, by uratować choć jedną ze swoich trzech marek. Analitycy mają mrożące krew w żyłach przewidywania.

— Cała odzieżowa branża ma poważne problemy, bo wiele firm bardzo zadłużyło się w czasie hossy. Popyt konsumentów spada, a drożejąca waluta pogrąża odzieżówkę. Czynsze w galeriach handlowych spółki regulują w euro, a za kolekcje zamówione w fabrykach na Dalekim Wschodzie płacą w dolarach. Jednak najgorsze jeszcze przed nimi. Spodziewam się, że dopiero posypie się fala odzieżowych bankructw. Kryzys zweryfikuje rynek i utrzymają się na nim jedynie największe i najlepsze spółki, bo mniejsze, ze względu na słabszą pozycję negocjacyjną, mają małe szanse na przetrwanie — mówi Magdalena Jagodzińska, analityk Erste.

Magdalena Brzózka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Brzózka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Szef Monnari poznał już smak upadłości