Szef PGE potwierdza, że dostał ultimatum

Agnieszka Berger
opublikowano: 16-11-2007, 00:00

Prezesi grupy zdecydowali, że nie spełnią ultimatum ministra skarbu i nie dadzą posady Jackowi Sosze.

Prezesi grupy zdecydowali, że nie spełnią ultimatum ministra skarbu i nie dadzą posady Jackowi Sosze.

Członkowie zarządu Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) przeżyli wczoraj thriller, który zgotował im Wojciech Jasiński, ustępujący dziś minister skarbu. Wieczorem odważnie postanowili, że nie spełnią ultimatum, które postawił im właściciel i nie pobłogosławią Jacka Sochy, byłego działacza AWS, na prezesa PGE Energia, ważnej spółki zależnej grupy. Rozpętała się o to burza.

Kto obiecał posadę Jackowi Sosze, odwołanemu w lipcu ze stanowiska prezesa PGE? Oficjalnie nie wiadomo, ale siła nacisków, którym poddano osoby mające wpływ na tę decyzję, świadczy, że musiał to być ktoś ważny. Wieczorem udało nam się skontaktować z Pawłem Urbańskim, prezesem PGE, przebywającym na branżowym kongresie w Rzymie. Potwierdził informacje, że na niego i Henryka Baranowskiego, wiceprezesa PGE i szefa rady nadzorczej PGE Energia, wywierano silną presję w sprawie Jacka Sochy.

— Odbyłem w tej sprawie setki rozmów, w tym jedną z Wojciechem Jasińskim. Nie potrafię przytoczyć sformułowań, które wówczas padły, ale dla mnie było oczywiste, że to ultimatum. Zdecydowaliśmy się nie ulec — potwierdził wczoraj Paweł Urbański w rozmowie z „Pulsem Biznesu”.

Ceną za niesubordynację miały być głowy szefa i wiceszefa PGE. Według naszych informacji, dymisje obu niepokornych członków zarządu, podpisane przez Wojciecha Jasińskiego, spoczęły wczoraj w szufladzie Michała Krupińskiego, ostatniego urzędującego wiceministra skarbu. Wyrok na szefów PGE miał być wykonany w nocy jego rękami, jeśli rada nadzorcza zwołana na wczoraj wieczór nie da posady Jackowi Sosze.

— Rada została zwołana przez Henryka Baranowskiego w trybie pilnym na prośbę Wojciecha Jasińskiego. W porządku obrad był punkt dotyczący konkursu na władze PGE Energia. Jeśli Jacek Socha go wygra, bo okaże się najlepszym kandydatem, może objąć posadę prezesa. Nie zgadzamy się jednak na oddelegowanie go z rady — mówi Paweł Urbański.

W chwili zamknięcia tego wydania „PB” posiedzenie rady jeszcze trwało. Jeśli szefowie PGE stracili w nocy posady, największej grupie energetycznej w kraju grozi paraliż. W zarządzie pozostanie tylko Lech Suchcicki, powołany przed tygodniem (prawdopodobnie niezgodnie z prawem), i Emil Wojtowicz, który w rozmowie z „PB” powiedział, że rozważa złożenie dymisji.

— Moja decyzja zależy od tego, kto zastąpi odwołanych członków zarządu — zadeklarował Emil Wojtowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy