Szejkowie rolni

Rafał Kerger
opublikowano: 23-08-2006, 00:00

Rynek biopaliw w Polsce powoli nabiera kształtów. Kto i kiedy może na nim zarobić?

Co mają ze sobą wspólnego rolnicy, transportowcy, rafineria Trzebinia, zakłady tłuszczowe i przedsiębiorcy o zdolności inwestycyjnej ok. 10 milionów złotych? Wszyscy mogą zarobić bądź już zarabiają na rynku biopaliwowym.

Ten rynek właśnie się nad Wisłą formuje. Po senackich poprawkach w parlamencie kończą się prace nad ustawą o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. We wrześniu należy się spodziewać rozporządzenia w sprawie norm jakościowych dla biokomponentów. Będzie można produkować diesel z domieszką do 20 proc. biokomponentów.

Rolnicze marzenia

Mariusz Olejnik jest prezesem Polskiego Zrzeszenia Producentów Rzepaku. Uprawia rzepak na kilkudziesięciu hektarach i mówi, że mniejszy areał się nie opłaca.

— Wiążemy spore nadzieje z wejściem w życie nowego prawa. Na Opolszczyźnie kończymy tworzenie grupy producenckiej, która będzie miała 4 tysiące hektarów rzepaku. Dzięki temu uzyskamy lepszą pozycję negocjacyjną z jego odbiorcami. Zresztą z takim potencjałem możemy również myśleć o samodzielnym uruchomieniu instalacji do produkcji estru [biopaliwo silnikowe albo biokomponent do oleju napędowego — red.] — mówi Mariusz Olejnik.

Każdy rolnik uprawiający rzepak będzie mógł wyprodukować 100 litrów uproszczonego biodiesla na swoje potrzeby. Może także liczyć na unijne dopłaty — w UE to dziś 45 euro do hektara. Silne rolnicze grupy producenckie (tylko one mają szansę wejść w przetwórstwo rzepaku), a także wszyscy inni chętni, żeby robić biodiesel, który trafi na stacje benzynowe, będą musieli uzyskać koncesję z Urzędu Regulacji Energetyki i stworzyć skład podatkowy.

Być jak Trzebinia

Estry produkuje dzisiaj tylko dawna Rafineria Trzebinia z Grupy PKN Orlen, ale do produkcji biodiesla przygotowują się m.in. Wratislavia Polmos Aleksandra Gudzowatego (na inwestycję w produkcję około 150 tys. ton estrów rocznie ma wydać około 100 mln zł), giełdowy Elstar Oils (instalacja do produkcji 50 tys. ton estru), Doschem z Sopotu (30 tys. ton), Petroestry Agrorafineria (50 tys. ton), Solvent Dwory, Pawtrans.Na tym jednak nie koniec, bo biodiesel może produkować każdy, kto dysponuje 10 milionami złotych na inwestycje — tyle kosztują małe instalacje do tłoczenia oleju i jego estryfikacji.

— Mogłoby być nawet taniej, gdyby nie to, że banki, udzielając kredytów na takie inwestycje, oczekują, że inwestor kupi wypróbowaną już gdzieś na świecie instalację. A zakup technologii kosztuje. Zawiera bowiem nie tylko urządzenia wraz z niezbędnym oprzyrządowaniem, ale też wiedzę nabytą na przestrzeni lat eksploatacji i udoskonalania rozwiązań technologicznych — dodaje Tomasz Pańczyszyn, dyrektor Krajowej Izby Biopaliw, która już we wrześniu przedstawi raport otwarcia w Polsce rynku biopaliw i zorganizuje konferencję edukacyjną dla przedsiębiorców chcących na nim zaistnieć (więcej www.kib.pl).

— Mogę zdradzić, że drugą po Trzebini firmą w Polsce produkującą biodiesel będzie najpewniej Biopal z Borka Wielkopolskiego. Będą robili około 30 tys. ton estru rocznie — wyjawia Pańczyszyn.

Budując agrorafinerię, trzeba wziąć pod uwagę przede wszystkim dwie rzeczy: zakontraktować dostawę surowca (a może go w przyszłości brakować) oraz zastanowić się nad wielkością pierwszej instalacji. Na początek może wystarczy mniejsza (niemieckie agrorafinerie wykorzystują ledwie 40 do 60 proc. mocy). Tym bardziej że urządzenia do tłoczenia rzepaku są modułowe i w miarę potrzeb można je rozbudowywać.

Kupować taniej

Dzisiaj biodiesel z 20-procentowym udziałem biokomponentu kosztuje w hurcie około 10 groszy mniej niż zwykły olej napędowy. Na tej podstawie trudno ocenić, o ile tańszy może być biodiesel. Trzebinia jest monopolistą, nie ma cenowej konkurencji.

— Wprowadzenie pojęcia wybranych flot do ustawy o monitorowaniu i kontrolowaniu jakości paliw w zasadzie gwarantuje firmom transportowym możliwość zakupu tańszego i bardziej ekologicznego paliwa. W Niemczech są nawet firmy, które zdecydowały się na produkowanie biopaliw i stosowanie ich w swoich pojazdach. Uzyskują w ten sposób znaczną obniżkę kosztów działalności operacyjnej. Jedno jest pewne — im więcej będzie w oleju napędowym estru, tym dla transportowców będzie on tańszy — tłumaczy dyrektor Pańczyszyn.

Dlaczego tak być musi? Biznes z biopaliwami opiera się bowiem na fiskalnych ulgach. Im więcej „bio” w dieslu, tym ulga większa. Ulgi są natomiast dlatego, że sprzedaż biodiesla wypada rządowi wspierać, bo i zdrowo to, i ekologicznie, a i unijna dyrektywa wyznacza nieosiągalne na razie dla Polski poziomy udziału biopaliw w rynku. Według niej udział biopaliw w ogólnej ilości sprzedawanych paliw płynnych powinien w roku 2010 przekroczyć ponad 5 proc.

— Oczywiście do tego, by biokomponenty użyte w biodieslu były zwolnione z akcyzy, przedsiębiorca go wytwarzający musi spełnić kilka istotnych warunków — tłumaczy Michał Zwyrtek z Europejskiego Centrum Doradztwa i Dokumentacji Podatkowej.

Między innymi firma korzystająca ze zwolnienia musi prowadzić różne ewidencje — wskazujące np. na sposób wykorzystania biokomponentów czy sposób wytworzenia biopaliw ciekłych i zawartość w nich estru, musi też mieć skład podatkowy.

Biorąc jednak pod uwagę profity z ulgi, trudno przypuszczać, by którykolwiek przedsiębiorca miał ze spełnieniem tych wymogów problemy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy