Szejnfeld broni hazard przed nowymi dopłatami

Dawid Tokarz, MIR
opublikowano: 31-07-2008, 00:00

Najpierw dofinansowanie EURO 2012 dopłatami dla hazardu skrytykowali w „PB” eksperci i branża. Teraz w sukurs przyszedł im resort gospodarki.

Rząd spiera się o kasę na warszawski Stadion Narodowy

Najpierw dofinansowanie EURO 2012 dopłatami dla hazardu skrytykowali w „PB” eksperci i branża. Teraz w sukurs przyszedł im resort gospodarki.

Ministerstwo Finansów (MF) nie przejęło się totalną krytyką, jaka spadła na projekt nowelizacji ustawy hazardowej, zakładający nałożenie na prywatny hazard specjalnych, 10-procentowych dopłat, które mają pomóc w sfinansowaniu budowy Narodowego Centrum Sportu (NCS) w Warszawie. Mimo że właściciele kasyn, salonów gier, automatów o niskich wygranych i zakładów bukmacherskich, a także eksperci twierdzą, że dopłaty to pomysł absurdalny. Może zarżnąć wartą 8 mld zł, prywatną część branży hazardowej i w konsekwencji — zamiast zwiększenia — przynieść spadek wpływów do budżetu.

— Szefowie resortów finansów, sportu i skarbu państwa chcą nadal forsować pomysł dopłat. Jak mówią: w imię wyższych celów, czyli EURO 2012 — tłumaczy nasz informator.

W rządzie nie ma jednak w tej sprawie jednomyślności.

Weto Szejnfelda

Pomysł wprowadzenia hazardowych dopłat w celu dofinansowania projektu EURO 2012 pierwszy ponad rok temu wymyślił rząd PiS. Wtedy bardzo ostro skrytykował go Adam Szejnfeld, prominentny poseł opozycyjnej PO, dziś wiceminister gospodarki. Jako jedyny także dziś staje w obronie firm hazardowych. Jeszcze w dniu publikacji naszego tekstu sprzed dwóch tygodni (wtedy ujawniliśmy pomysł dopłat) przesłał do Komitetu Rady Ministrów pismo, w którym potwierdził zagrożenia, przed jakimi na naszych łamach przestrzegali eksperci.

„Wprowadzenie 10-procentowych dopłat w zakresie m.in. salonów gier, automatów o niskich wygranych czy kasyn gier może znacząco pogorszyć warunki ekonomiczne tej działalności. Działalność hazardowa — szczególnie prywatna — charakteryzuje się niską rentownością, wobec tego wprowadzenie dodatkowych dopłat mogłoby pogorszyć warunki funkcjonowania tej branży. Należałoby się zastanowić także, czy wprowadzenie zbyt dużych obciążeń nie stanowiłoby zachęty do zainicjowania działalności w »szarej strefie«, w konsekwencji czego zmniejszyć się mogą wpływy do budżetu państwa” — pisze wiceminister, sugerując przy tym szukanie innych rozwiązań dla wsparcia budowy NCS na miejscu dzisiejszego Stadionu Dziesięciolecia.

Opóźnienia resortu

Tylko czy resort finansów będzie ich szukał? Jacek Kapica, wiceminister odpowiedzialny za nowelizację ustawy hazardowej, na razie nie chce o tym słyszeć. Możliwe jednak, że będzie musiał zmienić zdanie. Tym bardziej że przygotowany przez MF projekt aż się roi od kontrowersyjnych zapisów. Rządowe Centrum Legislacji, inne ministerstwa i przedstawiciele branży zgłosili tyle zastrzeżeń, że Komitet Rady Ministrów odesłał projekt noweli do poprawki. Może to oznaczać, że w tym roku zamiast zapowiadanych przez ministra Kapicę dwóch nowelizacji ustawy hazardowej (druga miała m.in. zalegalizować hazard internetowy) w życie nie wejdzie ani jedna.

CHIŃSKIE OSTRZEŻENIE

Dopłaty do gier hazardowych to polski ewenement na skalę światową. Swego czasu próbowano je wprowadzić jedynie w chińskim Makao, nazywanym azjatyckim Las Vegas. Szybko jednak z pomysłu zrezygnowano, bo spowodował on rozkwit działalności kryminalnej.

Klienci zaczęli korzystać z usług tzw. agentów, którzy przejęli funkcję legalnych operatorów kasyn. Mechanizm wyglądał tak: klient, który chciał grać za 10 tys. USD, rozmieniał przy stole/kasie 100 USD i za nie obstawiał. Agent obserwował grę i trzymał nielegalny „bank”. Jeżeli klient wygrywał, wypłacano mu wygraną w stosunku 1:100 (jakby grał za 10 tys. USD). Jeżeli klient przegrywał, to wpłacał agentowi 10 tys. USD. W polskich warunkach oznaczałoby to, że skarb państwa w razie przegranej klienta otrzymuje 45 proc. ze 100 zł (taka jest stawka podatku od gier), czyli 45 zł plus 10 zł dopłaty, którą zamierza się wprowadzić. Razem 55 zł. A mógłby otrzymać 45 proc. z 10 tys. zł, czyli 4,5 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz, MIR

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu