PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Szkocka woda życia

Tomasz Potrzebowski
opublikowano: 26-09-2019, 22:00

Whisky najlepiej smakuje w Szkocji — usłyszałem kiedyś od kolegi eksperta. Nie wiedziałem, o co mu chodzi. Przecież dobra whisky powinna smakować zawsze i wszędzie, bez względu na to, gdzie się jej próbuje. Teraz już wiem, że byłem w błędzie.

Klimatyczne stare puby, przesiąknięte historią destylarnie czy po prostu zapierające dech w piersiach widoki zmieniają postrzeganie whisky. Sama szkocka woda życia zapewne smakuje tak samo, jednak w jej ojczyźnie zupełnie inaczej się ją odbiera. Działają inne bodźce i inne zmysły. Ale żeby to zrozumieć, musiałem pojechać do Szkocji.

Po lądowaniu w Aberdeen i wypożyczeniu samochodu udałem się na zachód, w głąb kraju. Za pierwszy cel obrałem destylarnię Tomatin, trzydzieści minut jazdy samochodem od Inverness. Możliwość zobaczenia zakładu bednarskiego jest w dzisiejszych czasach czymś niezwykłym, a zwłaszcza w destylarni z ponadstuletnią historią. Najważniejsza — i najpyszniejsza — była jednak dla mnie wizyta w piwnicy z dojrzewającymi trunkami. Degustacja destylatu zabeczkowanego w 1976 r. wprost z dębowej beczki to niezwykłe doświadczenie. Wtedy zrozumiałem, o co chodzi z tym wyjątkowym smakiem whisky pitej w Szkocji. Czegoś takiego nie da się przeżyć poza destylarnią.

Torfowy single malt

Kolejny dzień przyniósł podróż dalej na zachód i moc nowych wrażeń. Jazda piękną trasą wzdłuż najbardziejznanego szkockiego jeziora Loch Ness sprawiła mi mnóstwo radości. Kierując się w stronę wyspy Skye, nie można pominąć wizyty w jednym z najpiękniejszych szkockich zamków Eilean Donan, wybudowanym w 1220 r. na niewielkiej wyspie połączonej kamiennym mostem ze stałym lądem. Budowla robi niesamowite wrażenie. W tym miejscu postój jest obowiązkowy.

Aby dotrzeć do kolejnej destylarni, musiałem przejechać jeszcze przez wyspę Skye, a następnie udać się promem na malutką wyspę Raasay, którą zamieszkuje mniej niż 200 osób. Tam znajduje się pierwsza legalna destylarnia na Hebrydach Wewnętrznych.

Raasay Distillery to w zasadzie manufaktura whisky, która została wkomponowana w odrestaurowany wiktoriański budynek. Znajdują się tam również centrum dla odwiedzających i luksusowe apartamenty z widokiem na nieodległą wyspę Skye. W takim otoczeniu delikatnie torfowy single malt — bogaty, owocowy — smakuje po prostu obłędnie.

Słodowe i jabłkowe nuty

Następnego dnia wróciłem na stały ląd i obrałem kierunek na Speyside — serce szkockiego gorzelnictwa. W tym regionie jest największe zagęszczenie destylarni na metr kwadratowy, więc każdy znajdzie coś dla siebie. W zasadzie za każdym pagórkiem, za każdym zakrętem znajduje się zakład produkujący szkocką wodę życia.

Ja za cel podróży obrałem destylarnię Tomintoul. Tutaj trunek destylowany jest w czterech wysokich miedzianych alembikach. Dzięki ich długim, smukłym szyjom alkohol jest bardzo delikatny. Na miejscu miałem możliwość spróbowania świeżego, jeszcze niebeczkowanego destylatu i muszę przyznać, że jego jakość jest naprawdę wyśmienita. Czyste, dobrze wyczuwalne nuty słodowe przyjemnie się przenikają z aromatami jabłek i polnych kwiatów. Kremowa konsystencja i intensywność smaku na długo zapadają w pamięć… To po prostu doskonały materiał do dojrzewania w dębowej beczce.

Świat szkockiej whisky jest wyjątkowy. Gorzelnie znajdują się w bajkowej scenerii. Niezwykły klimat tworzą też ludzie. Tutaj nikt się nie spieszy ani nikogo nie popędza. To zachowanie jest jak najbardziej słuszne, bo tworzeniu whisky zdecydowanie bliżej do maratonu niż do sprintu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Potrzebowski

Polecane