Szlachetne próbki kolorystki

Agnieszka Janas
opublikowano: 30-05-2008, 00:00

Ubrania są do noszenia — deklaruje po prostu Karolina Brodzińska. I szyje stroje wygodne, dobrane do figury. A u drzwi atelier młodej projektantki tłoczą się celebryci.

Pokaz mody Karoliny Brodzińskiej, choć odbył się w Warszawie, tonął w luksusie złotej ery Hollywoodu. Na wybiegu paradowały modelki w jedwabnych sukniach, otulone kosztownymi futrami — niczym Rita Hayworth czy Ava Gardner. Pojawiła się też „bogini srebrnego ekranu” — o rysach pływaczki, której olimpijskie medale nie zdążyły jeszcze wyschnąć...

— Otylia Jędrzejczak sama zaproponowała, że wystąpi na moim urodzinowym pokazie. To jedno z moich najwspanialszych wspomnień — opowiada projektantka.

Paryż w Warszawie

Dwudziestoośmioletnia Karolina Brodzińska sama wygląda jak modelka: długowłosa i zgrabna. Zdobyła fachowe wykształcenie, otworzyła butik w stołecznej galerii Promenada i stała się filarem atelier, założonego w Warszawie przez jej matkę. Bo o pozycji Karoliny w polskim świecie mody decyduje także pochodzenie — jest córką znanej kreatorki Anny Brodzińskiej i siostrą Magdaleny — również projektantki mody.

Atelier przy Marszałkowskiej, wzorowane na francuskich domach mody, wabi kolorami jedwabi, aksamitów, szyfonów, fakturą haftów i lśnieniem strasów (czyli imitacji drogich kamieni). Słychać terkot maszyn do szycia — po lewej stronie pomieszczenia krawcy zamieniają wizje w rzeczywistość. Prawe drzwi prowadzą na wybieg dla modelek, obudowany z jednej strony małą galerią dla gości zapraszanych na prywatne pokazy mody. To od święta, bo na co dzień przychodzą tu klienci. Już od dwudziestu lat. Co to oznacza dla młodej projektantki?

— Odpowiedzialność. Moda to ciężka praca. By odnieść sukces w tym zawodzie, trzeba umieć zorganizować sobie czas. Wstaję o 6 rano i jadę do pracowni. Wcześnie jak na „artystę”? Może, ale dzięki temu nie siedzę po nocach. Każdy dzień rozpisuję w kalendarzu. Nie jestem przepracowana i mam życie prywatne — przekonuje Karolina Brodzińska.

Miała 10 lat gdy wystąpiła na pokazie kolekcji mamy. Później, długo nie chciała chodzić po wybiegu. Raz jeszcze dała się namówić — siostrze — i trzy lata temu zamknęła jej pokaz, prezentując suknię ślubną. Nigdy nie marzyła o karierze modelki — za to od zawsze chciała szyć. Zaczęła jako jede- nastolatka. Choć to Anna zaprojektowała spodnie szwedy, wykonała patron i skroiła, Karolina siedziała przy maszynie.

Amerykańska lekcja

— Dziadkowie zniechęcali mamę do wybranego przez nią zawodu. Mnie od początku ktoś wspierał. Dzięki rodzicom mogłam się kształcić za granicą. Po liceum sztuk plastycznych przy ulicy Smolnej wyjechałam na International University of Art & Design w Miami. Chciałam studiować projektowanie w Stanach Zjednoczonych, ale obawiałam się, czy dam sobie radę sama w słynnej uczelni w Nowym Jorku. Tak się szczęśliwie złożyło, że w tym samym czasie dobra znajoma mamy wybrała szkołę na Florydzie dla swego dziecka. Opowiedziała nam o niej. Zdecydowaliśmy, że ja także tam pojadę. Dużo się tam nauczyłam, poznałam międzynarodowe, twórcze środowisko, doszlifowałam język — opowiada projektantka.

Brodzińska podkreśla, że w Stanach nabrała także pokory wobec zawodu.

— Uważam, że nie wystarczy wstać z łóżka z postanowieniem, że od dziś będę artystą i z mocną wiarą w sukces prezentować ubrania. Często podczas pokazów mody w Polsce widać, jak mści się takie podejście... I jeszcze jedna różnica: w przeciwieństwie do Stanów, polscy projektanci nie tworzą środowiska. Traktują się jak konkurentów. Nie ma wspólnego budowania prestiżu zawodu — uzasadnia projektantka.

Do figury

Karolina Brodzińska nie próżnuje: pokazała już kilka kolekcji. Dzięki nim zdobyła grono klientek. Wśród nich celebrytki: Edytę Górniak, Katarzynę Zielińską, Aleksandrę Kwaśniewską, Ewę Wiertel (narzeczoną Przemysława Salety) czy Annę Popek. Szyje także dla bizneswomen, wysokich urzędniczek państwowych, pań związanych z dyplomacją i polityką. Wymienia — choćby — Wandę Rapaczyńską. Jedna z najważniejszych kobiet w mediach przez wiele lat ubierała się u Anny Brodzińskiej. Teraz zaufała talentom jej córki.

Karolina Brodzińska stawia na „twórcze wykorzystanie obowiązujących trendów w indywidualnych projektach”. Ale co to oznacza?

— Moje propozycje są dostosowane do figury i potrzeb klientek. Bardzo dbam o detale i wykończenie. Projektuję wygodne ubrania. Nie lubię dziwnych konstrukcji — odzież jest do noszenia, a nie po to, by projektanci i krawcy mogli się popisywać inwencją — podkreśla Karolina Brodzińska.

Jej propozycje są przy tym zgodne z obowiązującą modą. Ostatnia kolekcja pieni się falbankami, łączy różne faktury i tkaniny — np. błysk i mat, cienkie i grube, wełnę i jedwab itp.

— Jestem kolorystką. Spędzam wiele czasu, zestawiając barwy. Moje ulubione duety? Granat z beżem, fiolet z beżem, fiolet z czernią. Lubię podkreślać to, co w klientce najładniejsze: czasem jest to talia, często biust — dodaje.

Koszt unikatowej kreacji od Karoliny Brodzińskiej? Jedwabna mała czarna typu koktajlowego to na przykład wydatek od 2 tys. zł. Entuzjastek jej kolekcji nie brakuje, choć własną markę — BA — projektantka zainaugurowała dopiero w listopadzie 2007 roku pokazem mody w Centrum Expo. To wydarzenie odbiło się echem w kolorowych magazynach i modowych portalach. Komentarze pełne były prognoz, że to dopiero próbka tego, co Karolina potrafi. Szlachetna próbka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu