SZPILA

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 02-05-2006, 00:00

W marcu zmienił się zarząd KGHM. Nowe kierownictwo lubińskiego giganta zaczęło od deprecjonowania dokonań poprzedników. Nie odbiega w tym bynajmniej od działań poprzednich zarządów KGHM, mimo że menedżerów kierujących jedną z największych spółek na GPW wymagać trzeba choć cienia klasy.

Do byłych włodarzy konglomeratu można mieć wiele zastrzeżeń, choćby za „dokonania” racjonalizatorskie. Tym razem jednak dostało się hedgingowi. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że to termin określający transakcje zabezpieczające. Wyjaśnienie to przyda się też z pewnością nowemu prezesowi i wiceprezesowi KGHM. W ostatnich dniach prześcigają się oni w wyliczaniu strat, jakie spółka poniosła i jeszcze poniesie z powodu właśnie polityki hedgingowej. Wszystko przez wzrost ceny miedzi (w uproszczeniu: KGHM zabezpieczył sobie jej sprzedaż, gdy kurs był dużo niższy niż obecnie).

Hedging u producenta ma jednak to do siebie, że eliminuje ryzyko spadku cen produktu w przyszłości. Nie można go oceniać po fakcie (jeszcze kilka kwartałów temu nikomu nie śniło się 7 tys. USD za tonę miedzi). Takie „kosztowne” zabezpieczenie sprawia, że spółka może przetrwać w długim terminie bez względu na wahania na rynku cen metali, który należy przecież do najbardziej chwiejnych. Oby nowy zarząd KGHM o tym pamiętał, bo gdy miedziowa hossa się skończy, jego następcy zaczną od liczenia strat netto. I to nie na papierze, ale w rachunku wyników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy