Szpilki Putina Polski nie ukłują…

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 31-07-2014, 00:00

Rozgniewana Rosja może wyrządzić bolesne szkody niektórym polskim firmom. Cała gospodarka jest jednak bezpieczna

Kiedy dyplomaci Unii Europejskiej nakładali we wtorek na Rosję nowe sankcje, otwarcie ostrzegali, że rykoszetem ucierpi na tym też unijna gospodarka. Według szacunków, na których oparto decyzję o wprowadzeniu sankcji, Unia na zakazie eksportu do Rosji broni, technologii energetycznych i kapitału straci do końca przyszłego roku około 90 mld EUR (40 mld EUR w 2014 r. i 50 mld EUR w 2015 r., czyli odpowiednio 0,3 i 0,4 proc. PKB). To znacznie mniejszy koszt niż ten, jaki zapłaci Rosja (6,3 proc. PKB w latach 2014-15), jednak trzeba się z nim liczyć. Jak duża część tych kosztów przypadnie Polsce? Wygląda na to, że znikoma.

Owocowa zemsta

Bezpośrednio sankcje właściwie zupełnie nie dotkną polskich firm. I tak praktycznie nie eksportujemy do Rosji ani broni, ani zaawansowanych technologii energetycznych, ani kapitału. Skutki będą głównie pośrednie. Najważniejszy i najbardziej konkretny to wprowadzone wczoraj embargo na polskie owoce i warzywa (czytaj w tekście obok).

— To duży problem dla branży spożywczej, a dla producentów jabłek może to być wręcz prawdziwy dramat. Z punktu widzenia całej gospodarki, wpływ embarga będzie jednak niewielki — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Rosja jest odbiorcą około 5 proc. całości polskiego eksportu, z czego około 15 proc. to żywność.

— Rosyjskie embargo dotyczy więc około 0,8 proc. wszystkich produktów, jakie Polska sprzedaje za granicą. Nawet jeśli założymy, że z powodu embarga eksport żywności do Rosji się załamie, czyli spadnie o połowę, to dla całego krajowego eksportu będzie to oznaczało spadek zaledwie o 0,4 proc. To nie jest coś, co może zachwiać polską gospodarką — mówi Jakub Borowski.

Nawet gdyby skrajnie pesymistycznie założyć, że polscy producenci żywności nie znajdą nowych odbiorców i cała produkcja „na Rosję” zgnije na kompostach, zmniejszyłoby to polski PKB o ułamki procentu.

— Maksymalnie o 0,2-0,3 pkt proc. — mówi Jakub Borowski.

To mniej więcej tyle, ile dotychczas „kosztował” polską gospodarkę konflikt na Ukrainie. Oczywiście, szkoda każdej dziesiątej części procentu PKB, ale dla ludzi taki ubytek jest właściwie nieodczuwalny.

— Sankcje mają o tyle znaczenie, że zmniejszają i tak nieduże szanse na jakikolwiek wzrost dynamiki PKB w Polsce w drugiej połowie roku. Teraz wydaje się, że czeka nas raczej stabilizacja tej dynamiki lub nieznaczny spadek — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Biznes się kręci

Teoretycznie, jakiś pośredni wpływ na polską gospodarką mogą mieć sankcje nakładane przez UE na rosyjski sektor finansowy. Jeśli francuskie czy niemieckie banki nie będą mogły zarabiać na udzielaniu rosyjskiej gospodarce finansowania, to może to nieco obniżyć ich wyniki finansowe i zniechęcić do przekazywania pieniędzy polskim bankom-córkom. To jednak również raczej gdybanie niż realne zagrożenie dla naszej gospodarki.

— Polskie oddziały zachodnich banków i tak są obecnie dobrze skapitalizowane, więc raczej nie będą potrzebowały pomocy. Ponadto, jeśli zachodnie banki udzielą mniej pożyczek klientom z Rosji, to teoretycznie powinny mieć więcej pieniędzy, do inwestowania w Polsce. Biorąc to wszystko razem, wydaje się, że sankcje będą neutralne dla polskich banków — mówi Jakub Borowski.

Inny — choć zupełnie niemierzalny — pośredni skutek sankcji to pogorszenie się klimatu biznesowego dla polskich firm działających w Rosji. Poprzednie lata pokazywały, że napięcia polityczne potrafiły utrudnić robienie interesów, bo np. nagle zaostrzane były bariery biurokratyczne. Przedsiębiorcy przekonują jednak, że — poza embargiem sanitarnym — takich problemów na razie nie odczuwają.

— Nasze relacje ze stroną rosyjską pozostają bardzo dobre. Ostatnio gościliśmy w Polsce partnerów z Rosji i nie zauważyliśmy z ich strony żadnej niechęci.

Biurokratycznych problemów również nie mamy, ale może to wynikać z tego, że formalnie działamy tam jako niemiecka firma, bo reprezentuje nas niemiecka spółka córka. To jest taka nasza tarcza — żartuje Michał Perner, wiceprezes firmy Medort, produkującej sprzęt medyczny (w 2014 r. jej przychody z Rosji mają przekroczyć 50 proc.).

Nie można też wykluczyć, że pojawią się jeszcze nowe, nieprzewidywalne reperkusje wywołane sankcjami, które będą miały dla polskiej gospodarki większą siłę rażenia.

— Trudno na przykład powiedzieć, co planuje Rosja. Być może wprowadzi jakieś działania, którymi uda jej się skutecznie uderzyć we wzrost gospodarczy UE. Gdyby tak było, poprzez kanał eksportowy nasza gospodarka mogłaby ucierpieć, być może nawet bardziej niż na embargu żywności — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Na szczęście, PKB Rosji to zaledwie jedna dziewiąta PKB UE. Wszczynanie wojny handlowej nie jest jej na rękę.

Szpilki Putina Polski nie ukłują…choć dadzą w kość rolnikom

Rosja spełniła groźby. Sadownicy i producenci kapusty są ugotowani. Wierzą jednak w alternatywne rynki.

Pierwsza ofiary sankcji UE wobec Rosji? Polscy rolnicy uprawiający jabłka i kapustę. Tak Marek Sawicki, szef resortu rolnictwa, skwitował decyzję rosyjskich służb fitosanitarnych o „czasowym ograniczeniu wwozu do Rosji z Polski” owoców i warzyw, wśród nich świeżych jabłek, gruszek, wiśni, czereśni, nektaryn, śliwek i wszystkich odmian kapusty. Zacznie obowiązywać 1 sierpnia. Powód to „systematyczne naruszanie przez stronę polską międzynarodowych i rosyjskich wymogów fitosanitarnych przy dostawach polskiej produkcji roślinnej do Rosji”.

W tym roku Rosjanie już kilkakrotnie straszyli naszych sadowników wprowadzeniem embarga. Resort rolnictwa uspokaja, że „kierunki eksportu polskiej żywności uległy przez ostatnie kilka lat mocnej dywersyfikacji”, a „rynek rosyjski to niespełna 7 proc. wartości polskiego eksportu rolno-spożywczego”. Statystyki pokazują jednak ogromne uzależnienie producentów owoców i warzyw od wschodniego odbiorcy. W 2013 r. trafiło tam aż 56 proc. całego eksportu jabłek i 50 proc. kapusty — podaje BGŻ.

— Zeszłoroczne zbiory są sprzedane, a do eksportowanych na rynek rosyjski odmian zimowych zostały jeden-dwa miesiące. Intensyfikujemy więc działania na alternatywnych rynkach, czyli w UE, krajach arabskich i Chinach. Oznaki większego zainteresowania wykazują też Kanada, Wietnam, Indie i USA. Tam będziemy się starali ulokować nadwyżki powstałe w wyniku blokady — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Mariusz Dziwulski, analityk banku BGŻ, podchodzi jednak sceptycznie do szybkiego uruchomienia nowych kierunków.

— Sprzedaż do krajów trzecich jak Chiny czy kraje arabskie to pieśń dalekiej przyszłości. Na razie wysyłamy tam próbne, małe partie towaru. Natomiast znaczne zwiększenie sprzedaży do UE nie będzie możliwe, bo przegrywamy tam z jabłkami francuskimi czy włoskimi — jakością i odmianą. Około 20 proc. naszej produkcji to idared — odmiana, która nie sprzedaje się na Zachodzie, ale na Wschodzie. Nie jesteśmy w stanie na zawołanie zmienić struktury produkcji — twierdzi Mariusz Dziwulski.

Przypomina jednak, że nie znamy na razie szczegółów embarga, a w latach 2005-08, gdy również byliśmy zablokowani przez Rosję, naszym pośrednikiem w sprzedaży na tamten rynek była m.in. Litwa. Oznaczało to oczywiście konieczność podzielenia się marżą. W bardzo nieciekawej sytuacji są też producenci kapusty. Jak twierdzi analityk, nie będą w stanie sprzedać jej na unijnych rynkach.

— Na szczęście w tym segmencie dywersyfikacja produkcji jest większa niż w przypadku sadowników, którzy zazwyczaj niemal całkowicie koncentrują się na konkretnym owocu. Producenci kapusty sporo też przetwarzają we własnym zakresie, np. kiszą, i w tej postaci sprzedają część towaru — mówi Mariusz Dziwulski.

Marek Sawicki zapowiedział już, że wystąpi do UE o rekompensaty za wycofane z rynku rosyjskiego polskie owoce i warzywa.

78 mld EUR Taki ma być, według szacunków UE, koszt sankcji dla rosyjskiej gospodarki do końca 2015 r. W liczbach bezwzględnych to mniejsza strata, niż ta, którą poniesie sama Unia, jednak w relacji do PKB strata Rosji będzie dziewięciokrotnie większa.

 

Michalina Szczepańska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Michalina Szczepańska

Polecane