Szpitalne rozwody samorządów i biznesu

  • Alina Treptow
opublikowano: 11-08-2014, 00:00

Medycyna nie jest łatwym kawałkiem chleba, o czym na własnej skórze przekonują się inwestorzy.

Firma Szpitale Polskie rozwiązała umowę ze starostwem powiatowym w Świdwinie na dzierżawę Szpitala Polskiego w Połczynie-Zdroju (woj. zachodniopomorskie).

— Umowę rozwiązano za porozumieniem stron — zaznacza Andrzej Lach, prezes Szpitali Polskich.

Zastrzega, że finalna decyzja dotycząca dalszej współpracy jeszcze nie zapadła i jest jeszcze szansa na porozumienie. Do tej pory nie udało się go osiągnąć, ponieważ, jak uważa Andrzej Lach, obie strony miały różne wizje rozwoju szpitala. Inwestor chciał zmienić profil placówki na bardziej opłacalny. Wówczas specjalizowałaby się w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych, onkologicznych oraz w opiece paliatywnej. W przypadku pozostałych specjalizacji mieszkańców miałby przyjmować oddalony o 30 km szpital w Drawsku Pomorskim. Te pomysły nie spodobały się samorządowcom, którzy 31 lipca ogłosili przetarg nieograniczony na dzierżawę nieruchomości szpitalnych. Ich zdaniem, poprzedni inwestor nie inwestował też tak dynamicznie, jak obiecał. Tymczasem spółka zwraca uwagę, że otoczenie do inwestycji zmieniło się w ostatnim czasie. Na gorsze.

— Niestety, nie tylko w tym przypadku możliwości renegocjowania umów są bardzo ograniczone — uważa Andrzej Lach.

Zabójczy czynsz

Gorąco na linii samorząd-inwestor jest również w woj. świętokrzyskim. W Opatowie władze powiatu wypowiedziały dzierżawę szpitala firmie Twoje Zdrowie Lekarze Specjaliści (TZLS) z powodu dwumiesięcznych zaległości w zapłacie czynszu za dzierżawę.

— Zgodnie z umową spółka musi opuścić szpital w ciągu 30 dni. W związku z trudną sytuacją lecznicy zaproponowaliśmy jej przejęcie w każdej chwili — mówi Bogusław Włodarczyk, starosta opatowski.

Nie udało się nam porozmawiać z inwestorem, który zarządza placówką od 2011 r. Jednym z warunków dzierżawy było wykończenie wnętrza i wyposażenie nowego budynku leczniczy. TZLS dokończył inwestycję, ale — jak twierdzi nasze źródło — popadł przez to w kłopoty finansowe. Co istotne, inwestor zgodził się na bardzo wysoki czynsz, którego nie zaakceptowałyby sieci szpitalne, które dłużej działają na rynku.

— Wynosił 10 proc. kontraktu z NFZ, czyli stanowczo za dużo. Biorąc pod uwagę, że umowa z płatnikiem opiewała tylko na 12 mln zł, szanse na pomyślne zakończenie inwestycji były równe zeru. Powiedziałbym, że przy takich warunkach projekt od samego początku był skazany na porażkę. Starostwu nic nie można zarzucić — ktoś zgodził się na takie warunki, podpisano umowy, więc samorząd kontroluje, czy inwestor się z nich wywiązuje — mówi ekspert branżowy, doradzający placówce.

Prawnik to podstawa

Marcin Szulwiński, założyciel Grupy Nowy Szpital, zwraca uwagę, że błędy wynikają często z braku doświadczenia, np. rzadko kiedy czynsz dzierżawny w przypadku doświadczonych inwestorów przekracza 3 proc. kontraktu.

— Nie ma sensu obiecywać gruszek na wierzbie. Nie da się połączyć czynszu na poziomie 10 proc. kontraktu, milionowych inwestycji i jeszcze dużych zysków. Niestety, część samorządowców ciągle uważa, że skoro rynkiem interesują się inwestorzy, musi być żyłą złota. I to mimo, że często do szpitali dokładają — mówi Marcin Szulwiński. Marcin Szulwiński radzi początkującym inwestorom z rynku szpitalnego zainwestować w dobrych i doświadczonych prawników. I nie chodzi tutaj wcale o prowadzenie sporów.

— Zanim inwestujemy, badamy dokładnie sytuację prawną — jaka jest to placówka, jakie ma nieruchomości, do kogo należą, jak je wydzierżawić, z kim skonsultować, kto się musi zgodzić etc. Lista pytań jest znacznie dłuższa. Co więcej, trzeba je zadawać przy każdej inwestycji, ponieważ sytuacja prawna każdego szpitala się różni — tłumaczy Marcin Szulwiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane