Sztuka jasnego przekazu

Conrad Wallenrodhe
opublikowano: 30-04-2010, 00:00

Zapewne każdemu prawnikowi trafił się klient, który narzekał na styl pisemnych wypowiedzi swego doradcy. My, prawnicy, bardzo się staramy mówić "ludzkim głosem". Ale… czasami tak bardzo się staramy, że sami przestajemy rozumieć, o co właściwie nam chodziło.

DDobry prawnik wyraża się jasno i zwięźle. To wiedzą wszyscy. W środowisku znana jest opowieść o pewnym zacnym sędzi, który pisał bardzo obszerne uzasadnienia wyroków, tłumacząc to brakiem czasu na napisanie krótszej wersji.

To prawda, że więcej czasu zajmie prawnikowi ujęcie tematu na jednej kartce, niż wyjaśnienie tego samego na dwóch lub więcej stronach. Trudno też się nie zgodzić, że język prawniczy nastręcza pewne problemy jego "nieprawniczym" odbiorcom. Opracowania prawne bardzo często są długie i szczegółowe.

Ale nawet jeśli częstym powodem imponującego rozmiaru dokumentu jest brak czasu na zrobienie z niego noweli, to równie często, a może nawet częściej, główną przyczyną może być konieczność dokonywania interpretacji przepisów.

Prawo nie jest — jak matematyka — nauką ścisłą, gdzie 2 x 2 zawsze będzie 4, nieważne, gdzie i kto pyta. Prawo to interpretacja. Konieczność oceny sytuacji w praktyce niejednokrotnie zmusza prawnika do napisania znacznie więcej, niż pierwotnie zamierzał.

Przeżywa też dylemat, jak napisać krótko, ale nie obniżyć jakości analizy czy interpretacji. Każde narzucone czy dobrowolne ograniczenie powoduje konieczność wyboru tego, co istotne, a co nie, czyli — dosłownie — jakie aspekty pominąć. Każdy taki wybór niesie z kolei ryzyko pomyłki. A każda pomyłka — konsekwencje.

Dlatego szanujący się prawnik woli napisać dziesięć stron i narazić się na uszczypliwy komentarz klienta, że chyba fakturuje za stronę, niż ograniczyć się do pięciu stron, ryzykując niemiłe konsekwencje, gdyby się okazało, że to, co istotne, pozostało na tych pięciu nienapisanych…

Sztuka jasnego przekazu pozostaje więc dla wielu prawników niedoścignionym ideałem. A klient, zapytawszy swego prawnika: "która godzina?", często najpierw się dowie wszystkiego o zegarku, a dopiero potem doczeka się odpowiedzi na pytanie, ale i to z zastrzeżeniem zaistnienia — lub nie — pewnych okoliczności.

Miejmy tylko nadzieję, że nie przydarzy się nikomu to, co na początku kariery przytrafiło się pewnemu znanemu prawnikowi. Po wysłaniu do klienta wspaniałej — w jego mniemaniu — analizy otrzymał w odpowiedzi komentarz: "Szanowny Panie Mecenasie, po przeczytaniu Pańskiego opracowania w dalszym ciągu nic nie rozumiem, ale za to na dużo wyższym poziomie intelektualnym". l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Conrad Wallenrodhe

Polecane