Sztuka wygrywa z rynkami akcji

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 07-09-2012, 00:00

Inwestycja w światowej klasy dzieła sztuki będzie w zasięgu ręki. Tanio nie będzie, ale historyczne zyski są zachęcające

Inwestycje alternatywne — w tym sztuka — cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Ich zaletą jest brak korelacji z rynkami finansowymi. Mogą też być bardziej zyskowne, zwłaszcza w długim terminie.

Zysk bez podatku

W ubiegłym roku indeks sztuki Mei Moses Index All Art (MMI) zyskał 10,2 proc., podczas gdy S&P 500, obejmujący 500 największych firm notowanych na nowojorskich giełdach New York Stock Exchange i Nasdaq, nie zmienił wartości. MMI bije również wskaźnik akcji w dłuższych terminach. W ciągu ostatnich pięciu lat zyskał 7,7 proc., a w ciągu dziesięciu 4,6 proc. W tym czasie S&P 500 zmienił wartości odpowiednio o 0,75 proc. i -4,75 proc.

Sztuka dobrze więc dywersyfikuje portfel inwestycyjny. Ma jeszcze dodatkową zaletę w porównaniu z inwestycjami w papiery wartościowe, fundusze inwestycyjne i lokaty bankowe. Nie wymaga odprowadzenia 19-procentowego podatku od zysku, jeżeli dzieło sprzeda się nie wcześniej niż po sześciu miesiącach od jego kupna. Inwestycja w sztukę ma jednak również ujemne strony — jest długoterminowa i mało płynna.

Na szybki zysk nie ma co liczyć, zwłaszcza że i na tym rynku trafiają się złe lata. Wystarczy przypomnieć rok 2009, kiedy MMI stracił na wartości 23,5 proc., podczas gdy indeks amerykańskich akcji tyle samo zyskał. Był to największy spadek od 1991 r. Nastąpił jednak po pięciu latach zwyżek sięgających średnio 20 proc. rocznie. Wskaźnik szybko też zaczął odzyskiwać formę — już w następnym roku wzrósł o 16,6 proc. Trzeba też wziąć pod uwagę, że był to zaledwie drugi tak duży spadek od czasu wielkiego kryzysu z przełomu lat 20. i 30. XX w. i nie wpłynął istotnie na zwrot w długim terminie.

Ponad 25 proc. w rok

Na wzrost zainteresowania inwestycjami w sztukę zwraca uwagę firma Capgemini, która co roku bada preferencje inwestycyjne zamożnych osób w ponad 70 krajach.

Z najnowszego raportu World Wealth Report wynika, że pozytywny wpływ na rynek sztuki ma coraz większa jego przejrzystość, publikacja indeksów sztuki i tworzenie nowych oraz dobre wyniki funduszy inwestycyjnych. Londyńska Fine Art Fund zarządza już 100 mln USD i może się pochwalić średniorocznymi zyskami wysokości 25,5 proc. Tworzy też fundusze specjalistyczne, które np. koncentrują się na modnej ostatnio sztuce chińskiej i bliskowschodniej.

Minimalna wpłata do funduszu sztuki jest wysoka — trzeba mieć od 100 do 250 tys. USD (330-825 tys. zł), ale chętnych nie brakuje. Przybywa więc firm umożliwiających inwestycje grupowe i instytucji takich jak Art Fund Association i Art Investment Council, których celem jest wypracowanie standardów pracy na styku sztuki i biznesu.

— Według Art and Finance Report w 2010 r. aktywa funduszy sztuki sięgały 760 mln USD, w 2011 r. było to już 960 mln — mówi Karolina Nowak, zarządzająca portfelem Art Investments w Wealth Solutions.

Podkreśla jednak, że mimo wzrostu ich aktywności oraz aktywów wciąż stanowią one zaledwie 8,4 proc. rynku, który w ubiegłym roku wart był ponad 11,5 mld USD. Sztuka wciąż pozostaje więc domeną kolekcjonerów, a nie inwestorów, choć granica między nimi może być płynna. Philip Hoffman, dyrektor generalny grupy Fine Art Fund, uważa jednak, że to się zmieni, ponieważ na świecie przybywa milionerów, zwłaszcza w Chinach, Brazylii i Indiach. Zainteresowanie Chińczyków rodzimą sztuką już napędziło wzrost jej cen. W ubiegłym roku zdrożała średnio o 20 proc., ponad dwa razy więcej niż sztuka światowa.

Klimt w portfelu

Stopy zwrotu z dzieł zachodnich artystów pobudzają wyobraźnię. Inwestycja w nie dla większości Polaków jest jednak niedostępna ze względu na możliwości finansowe.

— Z tego powodu warto oprzeć się na pomocy ekspertów dobrze znających światowy rynek sztuki oraz inwestować w grupie, dzięki której będziemy mogli pozwolić sobie na zakup dzieł niedostępnych dla większości indywidualnych nabywców — przekonuje Karolina Nowak.

Możliwość taką da nowy produkt Wealth Solutions — Art Investments. Aktywa Art Investments będą w 70 proc. inwestowane w dzieła uznanych artystów zagranicznych, a tylko w 30 proc. w polskich. Przy wyborze prac będzie pomagał Oliver Shuttleworth z Fine Art Brokers — jednej z największych firm specjalizujących się w doradztwie na rynku sztuki.

Specjalista przez osiem lat był wicedyrektorem Departamentu Impresjonizmu i Sztuki Nowoczesnej w londyńskim Sotheby’s. Portfel zdominują więc reprezentanci sztuki tych okresów, tacy jak Klimt, Monet czy Matisse.

— Część polska będzie reprezentowana przez malarstwo współczesne. Będziemy kupować dzieła artystów, którzy już zdobyli uznanie na międzynarodowych rynkach, i młodych, którzy mają szansę na taki sukces — wyjaśnia Karolina Nowak.

Minimalna wpłata do Art Investments wynosi 50 tys. zł. Wysoka jest opłata wstępna — 9 proc. wartości wpłaty plus VAT. Mniej natomiast niż w specjalistycznych funduszach, bo 2,5 proc. plus VAT, kosztować będzie zarządzanie (opłata pobierana z kapitału zebranego w spółce). Dodatkowo Wealth Solutions zastrzega sobie 30-procentowy udział w zyskach. Można ich oczekiwać za 5-7 lat. Pierwsza subskrypcja zacznie się 10 września, kolejne będą organizowane trzy razy w roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy