Szukają haków na Annę Streżyńską

Dawid Tokarz
29-01-2009, 00:00

Anna Streżyńska chce,

Anna Streżyńska chce,

by CBA skontrolowała

kierowany przez nią urząd.

To ma wytrącić argumenty

z rąk lobby naciskającego

na jej odwołanie.

Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), wystąpiła do Centralnego Biura Antykorupcyjnego o kontrolę przetargu na rezerwację częstotliwości telefonii komórkowej GSM900. Zrobiła to dzień po tym, jak "PB" zadał jej pytania dotyczące tego przetargu.

— Zainteresowanie mediów i sugestie podważające prawidłowość i uczciwość przetargu sprowokowały nas do takiego kroku. Niech wszystko wyjaśni instytucja do tego powołana. Jesteśmy spokojni o wyniki jej pracy — mówi Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE.

Duzi krytykują

Na początku grudnia przetarg GSM900 wygrały dwie spółki: P4, operator sieci Play (za rezerwację częstotliwości zapłacił 217 mln zł), i Aero 2, według niepotwierdzonych informacji powiązana z Zygmuntem Solorzem-Żakiem (wyłożyła 223 mln zł). Takie rozstrzygnięcie nie podoba się trzem tzw. zasiedziałym operatorom komórkowym (Polkomtel, Centertel, PTC), którzy deklarowali za częstotliwości wyższe kwoty i mówią wprost o stratach państwa. Nie wspominają jednak, że częścią oferowanych przez nich cen jest zablokowanie słabszych konkurentów.

Zmasowany atak telekomów na prezes UKE zbiega się przy tym w czasie z jej decyzją o obniżeniu stawek międzyoperatorskich MTR, w której wyniku trzej główni operatorzy mogą stracić miliardy przychodów.

Skierowanie wniosku do CBA to atak wyprzedzający. Ma posłużyć szefowej UKE jako oręż w obronie przed informacjami rozpowszechnianymi przez niechętnych jej lobbystów, związanych z zasiedziałymi operatorami komórkowymi i Telekomunikacją Polską (TP), a mającymi posłużyć do jej usunięcia. Choć bowiem Anna Streżyńska cieszy się ogromną przychylnością społeczeństwa za łamanie monopolu TP i obniżanie cen rozmów, to plotki o możliwości jej odwołania nie milkną na moment.

Politycy bronią

I nie są zupełnie pozbawione podstaw. W projekcie nowelizacji prawa telekomunikacyjnego znienacka pojawił się zapis o skróceniu kadencji prezes UKE, choć cała nowela miała służyć wzmocnieniu regulatora. Towarzyszyła temu ostra wymiana zdań między prezesem a wiceministrem infrastruktury Andrzejem Panasiukiem.

— Próby skrócenia kadencji osoby bezkompromisowej, walczącej o dobro klienta nie powinny się zdarzyć. Być może prezes stanęła na przeszkodzie czyimś interesom — mówi Maks Kraczkowski, poseł PiS z sejmowej Komisji Infrastruktury.

Co na to politycy rządzącej koalicji?

— Anna Streżyńska ma silne poparcie premiera Tuska i może czuć się bezpiecznie na swoim stanowisku. O żadnym skracaniu kadencji nie ma mowy — zapewnia Antoni Mężydło z Komisji Infrastuktury z PO.

Popiera go inny członek tej komisji — Janusz Piechociński, poseł PSL.

"Puls Biznesu": Jak odniesie się pani do zarzutów dotyczących rzekomego konfliktu interesów w relacjach z osobami związanymi z nadzorowanymi przez Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) Netią i P4? Chodzi o zasiadanie w radzie nadzorczej Netii Kazimierza Marcinkiewicza, który powołał panią na stanowisko prezesa UKE, oraz znajomość łączącą panią z Piotrem Woźnym (wspólna praca w Ministerstwie Łączności, korzystanie z jego usług doradczych), wspólnikiem kancelarii prawnej pracującej dla Netii i P4, także przy sprawach, w których później to pani podejmuje decyzje.

Anna Streżyńska: Odniosę się z pobłażaniem dla prymitywizmu takich zarzutów. Kazimierza Marcinkiewicza poznałam, gdy został premierem (trudno było go nie poznać, będąc wiceministrem) i ja go do Netii nie powoływałam. Trudno twierdzić, że jest przychylny UKE w kontekście jego wybitnie negatywnych wypowiedzi w sprawie funkcjonalnej separacji TP. Co do Piotra Woźnego: znam go od lat, ale jeszcze dłużej znam Arwida Mednisa i Henryka Romańczuka, którzy obecnie pracują dla TP. Znam niemal wszystkie osoby pracujące na rynku telekomunikacyjnym, a większość z nich od 1995 roku, bo wtedy zaczęłam swoją pracę.

— A czy była pani uczestnikiem niedawnej imprezy wydanej przez kancelarię Grynhoff Woźny Maliński z okazji dziesięciolecia tej kancelarii? A jeśli tak, to czy i w tym nie widzi pani nic niestosownego?

— Spotykamy się z osobami z branży na tych samych uroczystościach, także na koncercie z okazji dziesięciolecia tej kancelarii. Niestosowne jest kraść i brać łapówki, nie zaś być uprzejmym dla środowiska, w którym człowiek na co dzień funkcjonuje.

— Odejdźmy od wątków personalnych. Jak tłumaczy pani fakt, że założenia UKE do przetargu na częstotliwość GSM900 i ostateczna wersja dokumentacji przetargowej tak drastycznie się różnią (choćby w zakresie samego przedmiotu przetargu czy jego najważniejszego kryterium)?

— Właśnie po to robimy konsultacje, żeby czerpać z sensownych pomysłów. W wyniku konsultacji poprzedzających przetarg na pasmo 2,6 GHz również powstaje zupełnie nowa koncepcja. Podobnie ma się sprawa w telewizji cyfrowej i komórkowej.

— Szereg postulatów P4 (późniejszego zwycięzcy przetargu) znalazło się w dokumentacji przetargowej dokładnie w formie zaproponowanej przez tę spółkę (np. przedmiot przetargu czy ocena za kryterium "zobowiązania podjęte w przetargu").

— A co w tym złego, jeśli zapis jest prawidłowo sformułowany? Czy zmiana takiego zapisu nie spowodowałaby z kolei podejrzenia, że próbujemy ukryć jego źródło?

— Tyle że to P4 w konsultacjach zaproponowało podział przetargu na dwie części i umożliwienie składania dwóch ofert, co w połączeniu z innymi zmianami w warunkach przetargu, też zaproponowanymi przez tego operatora, pozwoliło mu na zapewnienie sobie zwycięstwa za pomocą znacznie niższej z ofert i "zaoszczędzenie" w ten sposób 300 mln zł…

— Po konsultacjach uznaliśmy, że ilość widma jest za duża dla jednego gracza i łatwiej "zamknąć" rynek (pozbawić go konkurencji), jeśli licytuje się jedyną ofertę. Chcieliśmy stworzyć szansę nie tylko dla P4, ale też Centernetu i Mobylandu, których wpuściliśmy na rynek rok wcześniej. Oni także wykazywali dużą determinację i chęć otrzymania tzw. niższej częstotliwości, niezbędnej dla sensowności działalności. Przegrali z Aero 2 dosłownie o włos. Przy czym realna wycena to było około 200 mln zł za jedno pasmo, bo wielu oferentów mieściło się w tej granicy. Zasiedziali operatorzy licytowali wyżej, zmuszeni do tego niekorzystną dla nich punktacją.

— W zamyśle UKE podzielenie przetargu na dwie części miało służyć maksymalizacji celu fiskalnego. W rezultacie do budżetu trafiło 440 mln zł. Tymczasem najwyższe oferty P4 i wszystkich zasiedziałych operatorów przekraczały 0,5 mld zł (przy połowie pasma). Czy gdyby go nie rozdzielono, to i zasiedziali operatorzy, i P4 (wyjątkowo zdeterminowane w zdobyciu częstotliwości w związku z poszukiwaniem inwestorów uzależniających decyzję o inwestycji od rozstrzygnięcia przetargu) nie musieliby licytować znacznie wyżej?

— Przed przetargiem nie można wszystkiego przewidzieć. Nie służy on maksymalizacji zysków budżetu tylko wspieraniu konkurencji. Zysk ze sprzedaży jest dodatkowym rezultatem, ale w ustawie telekomunikacyjnej nie ma zadania prezesa UKE polegającego na jego maksymalizacji. W tym przetargu uwzględniliśmy oba cele. Rozdysponowane zostały dwie paczki częstotliwości dla dwóch graczy i uzyskano poważne wpływy budżetowe.

— A czy nie można było zablokować P4 możliwości skorzystania z mechanizmu zastosowanego rok wcześniej przez Centernet (złożenie dwóch ofert i rezygnacja z wyższej na rzecz znacznie niższej) poprzez zapisy w specyfikacji, np. zobowiązujące do skorzystania z droższej z dwóch ofert w razie decyzji o rezygnacji z jednej z nich? Dzięki temu do budżetu trafiłoby nie 440 mln zł, lecz 734 mln zł…

— Nie ma takich możliwości prawnych. Gdyby były, tak właśnie byśmy zrobili.

— A co z kryterium wiarygodności finansowej, polegającego na odejmowaniu punktów za niewypełnienie wcześniejszych zobowiązań wobec UKE. Wprowadziliście, a następnie drastyczne zwiększyliście, na wniosek P4, jego znaczenie. Uderzyło to w konretne firmy (Centernet, Telekomunikacja Kolejowa), jednocześnie pozwalając innym (P4) na powielenie tego samego złego mechanizmu.

— Niestety, prawo dopuszcza tylko ocenę wiarygodności finansowej i to możemy zapisać w dokumentacji. Zmuszanie do odbioru droższej rezerwacji to zupełnie inny mechanizm formalno prawny. Czekamy na nowelizację prawa w tym zakresie.

— W wyniku takich, a nie innych kryteriów przetargów z czterech ostatnio rozdzielonych częstotliwości dla operatorów komórkowych trzy przypadły spółkom nieprowadzącym faktycznie działalności. Czy to zadowalający skutek wyrażanych wielokrotnie dążeń UKE do wprowadzenia jak największej liczby podmiotów na rynek?

— Centernet i Mobyland prowadzą działalność: zawierają umowy, płacą za częstotliwości. Aero 2 otrzymała rezerwację w grudniu, więc nie oczekujmy cudów. PTC otrzymała rezerwację na pasmo częstotliwości 3,7 GHz w 2004 roku i nie podjęła działalności do dzisiaj. TP podjęła działalność w paśmie 450 MHz dopiero w ubiegłym roku, uprzednio niewykorzystując 90 proc. tego pasma przez ponad 5 lat. Opóźnienie startu nie jest zatem czymś wyjątkowym.

— A jak odniesie się pani do zarzutu, że w wyniku pani działań nie dochodzi do liberalizacji rynku, lecz jedynie do możliwości spekulacji w handlu koncesjami, ze szkodą dla skarbu państwa?

— To znany argument operatorów zasiedziałych, którzy chcieliby zamknąć rynek, swobodę podejmowania działalności nazywając "spekulacją w handlu koncesjami". Jedyny przypadek poważnego zbycia rezerwacji częstotliwości innemu nabywcy zdarzył się w 2004 roku, za czasów URTiP.

— A ci, którzy twierdzą, że dziwnym trafem swoimi decyzjami wspiera pani nie tylko P4 (wygrany przetarg), ale i Netię (obniżenie stawki dostępu do pętli lokalnej z 36 do 22 zł) w momencie, kiedy ich właściciel — islandzki fundusz Novator — poszukuje inwestora, też nie mają racji?

— Nie sprawdzam, jaki operator i kiedy poszukuje inwestora, bo poszukuje go każdy, z czego większość od dłuższego czasu. Gdybym podejmując decyzje, kierowała się tym, by nie nastąpiła zbieżność czasowa z poszukiwaniami inwestora, sparaliżowałabym urząd. Albo musiałabym wydawać pozytywne decyzje wyłącznie na rzecz operatorów zasiedziałych. I może o to tu właśnie chodzi?

okiem eksperta

Stefan Kamiński

szef Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji

Za i przeciw

Wiele posunięć pani prezes nam się podoba, ale nie wszystkie. Plusem jest na przykład uwolnienie dostępu do infrastruktury TP. Mamy jednak pewne zastrzeżenia. UKE mówi, że klienci oszczędzili ponad 4 mld zł dzięki polityce regulatora, ale oszczędności dla klientów oznaczają spadki przychodów firm telekomunikacyjnych przy utrzymaniu kosztów.

Nie emocjonowałbym się przetargiem na GSM900 — niezadowoleni są w przypadku każdego takiego procesu. Regulator musi ocenić, czy przetarg jest zgodny z jego polityką. Jeśli jest, musi bronić jego założeń.

Na ocenę Anny Streżyńskiej będzie miał wpływ jej stosunek do naziemnej telewizji cyfrowej. Tutaj rozgrywa się walka o kształt rynku audiowizualnego i wielkie pieniądze. Kontrowersje dotyczą prawnych aspektów przeprowadzania tego procesu.

Dawid

Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Szukają haków na Annę Streżyńską