Szykuje się awantura o nowelizację ustawy

Agnieszka Berger
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Nowelizację prawa energetycznego krytykują firmy z obu stron barykady. Ustawa ma promować elektrociepłownie, szczególnie gazowe.

Ministerstwo Gospodarki (MG) kończy prace nad małą nowelizacją prawa energetycznego. Chodzi o wprowadzenie do polskiej ustawy unijnej dyrektywy o promocji kogeneracji, czyli wytwarzania energii elektrycznej w powiązaniu z produkcją ciepła (w tzw. skojarzeniu).

— Liczymy, że projekt uda się skierować pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów w połowie czerwca — zapowiada Andrzej Kania, dyrektor Departamentu Energetyki w MG.

Nowe rozwiązania mają wejść w życie od 2007 r. Zanim to nastąpi, w Sejmie może rozegrać się wielka batalia. Główni zainteresowani, elektrociepłownie, są niezadowoleni z propozycji MG. Zapowiadają walkę i interwencję w Brukseli.

— Projekt nie spełnia założeń dyrektywy. Nie widzę w nim żadnych preferencji dla kogeneracji — mówi Jacek Dreżewski, prezes Vattenfall Heat Poland i szef Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ).

Energia z metryką

Projekt przewiduje, że dla kogeneracji zostaną wprowadzone rozwiązania analogiczne jak dla producentów energii ze źródeł odnawialnych. Istniejący obecnie obowiązek zakupu prądu wytwarzanego w skojarzeniu z ciepłem ma zastąpić mechanizm rynkowy oraz dodatkowe wsparcie w postaci obrotu tzw. świadectwami pochodzenia. Do emisji świadectw będą mieli prawo producenci zaliczeni do tzw. wysokosprawnej kogeneracji. Nowa definicja jest szersza od obowiązującej. W uprzywilejowanej puli znajdzie się nie tylko produkcja elektrociepłowni zawodowych. Wejdzie do niej również część energii wytwarzanej w elektrowniach kondensacyjnych i elektrociepłowniach przemysłowych.

Objęci preferencjami producenci będą emitować i sprzedawać świadectwa. Na dystrybutorach będzie ciążył obowiązek zakupu świadectw na pokrycie określonej w rozporządzeniu części obrotów. Ceny teoretycznie ma kształtować rynek. W praktyce będą one prawdopodobnie zbliżone do tzw. opłaty zastępczej, czyli kary, jaką będzie musiało zapłacić przedsiębiorstwo, jeśli nie spełni obowiązku. Opłatę zastępczą ma określać prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

— Dla kogeneracji opartej na węglu opłata zastępcza wyniesie od 15 do 30 proc. rynkowej ceny energii — mówi Andrzej Kania.

Pod ścianą

Sama energia z kogeneracji ma być sprzedawana na rynkowych zasadach. To rozwiązanie krytykują elektrociepłownie, podkreślając, że o wolnym rynku nie ma mowy, bo wciąż istnieją kontrakty długoterminowe. Gdy znikną, rząd skonsoliduje sektor, tworząc dwie silne grupy, które zdominują rynek. Dlatego, ich zdaniem, trzeba utrzymać obowiązek zakupu prądu z kogeneracji.

— Jeśli nie znajdziemy nabywców na energię, nie wyprodukujemy ciepła. Kto będzie ogrzewał miasta? — pyta Jacek Dreżewski.

Jego zdaniem, producenci pozbawieni gwarancji sprzedaży mogą zostać postawieni pod ścianą i wpaść w tarapaty finansowe.

— Nasi kontrahenci, wiedząc, że musimy sprzedać, wymuszą na nas obniżkę cen poniżej rynkowych, które wynoszą obecnie 117-120 zł za MWh. W przeciwnym razie będziemy zmuszeni zaprzestać produkcji lub sprzedawać prąd na rynku bilansującym po 70 zł za MWh. Trudno uznać takie rozwiązanie za przywilej — mówi prezes PTEZ.

Impuls dla inwestorów

Nie zgadza się z tym Marek Kulesa z Towarzystwa Obrotu Energią (zrzeszającego spółki obrotu).

— Energia z kogeneracji ma być preferowana, bo jest produkowana efektywniej. Jeśli tak, to nie powinna potrzebować podwójnego wsparcia — uważa Marek Kulesa.

Jego zdaniem, największa wada ustawy to szczególne przywileje dla elektrociepłowni gazowych. Projekt zakłada, że kogenercja gazowa znajdzie się w odrębnej puli. Gazówki będą emitowały własne świadectwa, a ich zakup będzie dodatkowym obowiązkiem ciążącym na dystrybutorach.

MG zapowiedziało, że elektrociepłownie gazowe potraktuje szczególnie, po tym, jak wiele z nich ostatniej zimy stanęło przed widmem bankructwa. Ponieważ ich produkcja jest droższa niż w przypadku źródeł węglowych, nie zmieściła się na rynku. Dlatego dla gazówek opłata zastępcza (wyznaczająca cenę świadectw pochodzenia) może wynosić nawet do 90 proc. rynkowej ceny prądu.

— To może oznaczać dodatkowe przychody na poziomie 100 zł za każdą wyprodukowaną MWh energii. Ktoś będzie musiał za to zapłacić — mówi Marek Kulesa.

MG przyznaje, że to rozwiązanie spowoduje wzrost cen energii o blisko 2 proc. Uważa jednak, że szczególne preferencje dla gazówek są potrzebne, bo produkują czystszą energię.

— Dotychczas na wyższych kosztach wytwarzania prądu z gazu korzystały elektrociepłownie węglowe, bo sprzedawały własną produkcję po wyższych cenach. Teraz to się skończy — zapowiada Andrzej Kania.

Zdaniem Marka Kulesy, przywileje byłyby do przełknięcia, gdyby objęto nimi tylko źródła istniejące oraz najmniejsze — należące do tzw. energetyki rozproszonej pracującej wyłącznie na potrzeby lokalne.

— Zanosi się jednak na to, że ustawa będzie impulsem do inwestycji w drogą energetykę gazową. To stoi w sprzeczności z deklaracjami rządu, że Polska powinna uniezależnić się od dostawców gazu — uważa przedstawiciel TOE.

Nie wszystkie gazówki mogą liczyć na preferencje. Ustawa ma wykluczyć z grona uprzywilejowanych elektrociepłownie, które sprzedają prąd w kontraktach długoterminowych. To oznacza wyeliminowanie największych producentów energii z gazu — EC Zielona Góra, Nowa Sarzyna i Rzeszów.

— Te firmy już otrzymują wsparcie w postaci kontraktów. Za ich rozwiązanie będą im przysługiwały rekompensaty — wyjaśnia Andrzej Kania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu