Takiego kryzysu jeszcze nie było

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 27-01-2009, 00:00

Załamanie gospodarcze już jest większe od tego z roku 2001. A jeszcze nie dobiliśmy do dna — mówią ekonomiści.

Ponad połowa firm

zamierza zwalniać pracowników

Załamanie gospodarcze już jest większe od tego z roku 2001. A jeszcze nie dobiliśmy do dna — mówią ekonomiści.

Gospodarka zwalnia mocniej, niż się spodziewano. Najnowsze badania Narodowego Banku Polskiego (NBP) sugerują, że przebiliśmy już dno kryzysu z lat 2001-02, kiedy gospodarka niemal weszła w recesję. Czy zatem 2009 r. zapisze się w historii jako okres największego załamania od początku transformacji?

Smutne rekordy

Nastroje przedsiębiorców jeszcze nigdy w tej dekadzie nie były tak złe jak obecnie — wynika z badania NBP. Wskaźnik sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw (pokazuje, co sądzą przedsiębiorcy o przyszłości ich firm) spadł w pierwszym kwartale o 11 pkt, do poziomu -3 pkt. Za jednym zamachem ankietowani pobili dwa niechlubne rekordy: wskaźnik zanotował najbardziej gwałtowny spadek i najniższy poziom w historii badania. W najgorszym momencie (w połowie 2002 r.) był na poziomie +5 pkt. Gorsze niż w kryzysie z początku dekady są też wskaźniki dla produkcji, eksportu, nowych zamówień i popytu krajowego. Problem z tym ostatnim jest też wskazywany przez firmy jako największa bariera w rozwoju.

— Przedsiębiorcy jeszcze nigdy nie bali się tak bardzo o przyszłość. Wskaźniki koniunktury zwykle trafnie przewidują rozwój wydarzeń, dlatego bardzo prawdopodobne jest, że jesteśmy w trakcie jeszcze poważniejszego kryzysu niż ten sprzed ośmiu lat — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Piotr Kalisz, analityk Citi Handlowego, nie ma wątpliwości — obecne problemy gospodarki są znacznie większe.

— Świat przeżywa największe załamanie od dziesięcioleci. W dodatku nasz eksport rozwinął się przez ostatnie lata, więc jesteśmy bardziej uzależnieni od koniunktury globalnej niż w 2001 r. Dlatego obecny kryzys będzie dużo głębszy od tamtego — mówi Piotr Kalisz.

Tego samego zdania jest Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

— Już dane statystyczne z poprzednich miesięcy pokazały, że załamanie gospodarcze jest bardziej gwałtowne niż w 2001 r. A czekają nas jeszcze gorsze wyniki, bo światowa gospodarka ciągle idzie w dół — mówi Maciej Reluga.

Powtórki nie będzie

Właśnie na zawirowania na świecie wskazują przedsiębiorcy pytani o przyczyny kłopotów ich firm. Aż 80 proc. ankietowanych uważa, że z powodu globalnej dekoniunktury trudniej będzie im znaleźć nabywcę na produkty. Trzy czwarte firm sądzi, że problemy globalnego sektora bankowego utrudnią im dostęp do finansowania w kraju lub za granicą.

Jak reagują przedsiębiorstwa? Ostro. Ponad połowa zamierza zwalniać pracowników, 45 proc. planuje ograniczać produkcję, jedna trzecia musi obniżać ceny. Co czwarta firma będzie szukała nowych rynków zbytu, a 15 proc. chce obniżać wynagrodzenia pracowników. Odpowiedzi przedsiębiorców sugerują, że problemy firm przełożą się szybko na problemy przeciętnego Kowalskiego. Czy kryzys potraktuje go równie brutalnie jak ten z początku dekady? Konsekwencją był wówczas wzrost bezrobocia do prawie 20 proc. Na szczęście to nam nie grozi.

— Załamanie gospodarcze sprzed ośmiu lat wymusiło na wielu firmach, zwłaszcza państwowych, przyspieszenie restrukturyzacji. Zbyt duże zatrudnienie było jeszcze spadkiem po poprzedniej epoce. Stąd tak duża skala redukcji zatrudnienia. Tym razem aż tak gwałtownego wzrostu bezrobocia nie powinniśmy się obawiać, ponieważ firmy są znacznie bardziej wydajne i racjonalnie zarządzane — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

Według większości analityków, przez rok bezrobocie wzrośnie z obecnych 9,5 proc. do 11-13 proc.

— Pracę może więc stracić ponad 300 tys. osób — mówi Maciej Reluga.

Poprzedni kryzys

to była rozgrzewka

Polska gospodarka od początku transformacji przeżyła już jedno poważne spowolnienie. W latach 2001-02 otarliśmy się o recesję — dynamika PKB spadła do poziomu 0,5 proc. i musiało minąć kilka kwartałów, zanim wróciło ożywienie. Jednak obecny kryzys już jest silniejszy od tego sprzed ośmiu lat — tak przynajmniej oceniają ankietowani przez NBP przedsiębiorcy. A przecież jesteśmy dopiero na początku spowolnienia i najgorsze, niestety, jeszcze przed nami.

Ostatnie chwile

handlowego boomu

W czasie świątecznych zakupów nie chcieliśmy pamiętać o kryzysie. Według ekonomistów, niedługo sobie o nim przypomnimy.

Konsumpcja, uważana przez ostatnie lata za motor polskiej gospodarki, traci siły. W grudniu sprzedaż detaliczna była o 6,6 proc. wyższa niż przed rokiem — podał Główny Urząd Statystyczny. Wprawdzie to lepszy wynik niż listopadowy (roczna dynamika wyniosła wtedy 2,7 proc.), jednak w porównaniu z obrotami notowanymi jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy sprzedaż rosła w tempie ponad 20 proc., grudniowe wyniki nie imponują. Zwłaszcza że bezrobocie wzrosło w grudniu z 9,1 proc. do 9,5 proc. Liczba osób bez pracy wzrosła o 76 tys., a firmy zapowiadają dalsze cięcie zatrudnienia i ograniczenie podwyżek płac. Konsumpcja będzie więc słabnąć.

— Dane o sprzedaży okazały się nieco lepsze od prognoz, jednak nie są powodem do nadmiernego optymizmu. Rosnące bezrobocie, wynikające z pogarszania się sytuacji gospodarczej, sprawi, że w kolejnych miesiącach sprzedaż detaliczna będzie wyraźnie słabnąć. Podobny wniosek nasuwają badania opinii społecznej. Pokazują, że gospodarstwa domowe coraz bardziej ograniczają wydatki — mówi Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.

W grudniu najmocniej wzrosła sprzedaż ubrań i obuwia — o 31,7 proc. (r/r) oraz kosmetyków i farmaceutyków — o 25,6 proc. (r/r). Nieźle sprzedawały się też meble i sprzęt elektroniczny — tu sprzedaż wzrosła o 15,3 proc.

— Sprzęt AGD i RTV bardzo tanieje. Ludzie chętnie kupują nowe komputery, aparaty fotograficzne czy pralki. Stary sprzęt wymaga wymiany, a nowy jest znacznie tańszy, niż jeszcze kilka lat temu — tłumaczy Bohdan Wyżnikiewicz, ekonomista Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu