Tamtym panom już dziękujemy

Kazimierz Krupa
04-03-2003, 00:00

Stagnacja czy rozwój? Praca czy bezrobocie? Europa czy pobocza kontynentu? — pyta premier Leszek Miller, podczas licznych spotkań po rozpadzie koalicji. I od razu odpowiada: „rozwój, praca, pełnoprawna i korzystna obecność w Unii Europejskiej”. No pewnie, a co miał powiedzieć; lepiej być pięknym, zdrowym i bogatym niż biednym, brzydkim i chorym.

W tych trzech krótkich hasłach premier przedstawił główne zadania, jakie stoją przed jego, już mniejszościowym, rządem:

- zwycięstwo zwolenników integracji w referendum unijnym

- poprawa koniunktury m.in. poprzez realizację programu „Przedsiębiorczość, rozwój, praca”

- niezbędna naprawa finansów publicznych, jako warunek niezbędny dla realizacji dwóch pierwszych celów, a przede wszystkim absorpcji środków unijnych.

Pierwszym sprawdzianem, z racji kalendarza, będzie więc referendum unijne, a jego wynik może stać się wyrokiem dla tego rządu. Już sam proces przygotowań do referendum, deklaracje i kampanie prowadzone przez poszczególne ugrupowania będą dostatecznie wyraźnym sygnałem. Czy odejście, a raczej wyrzucenie z koalicji, PSL zasadniczo zmienia coś w tej sprawie? Wydaje się, że nie. Stanowisko tej partii, w kwestii integracji europejskiej i wynegocjowanych warunków, było tak nieprecyzyjnie określone, że każdy mógł je odczytać tak, jak sobie tego życzył. Wobec tego koalicji SLD-UP być może nawet łatwiej będzie zawrzeć doraźny sojusz z proeuropejską Platformą Obywatelską.

Program „Przedsiębiorczość, rozwój, praca” jeszcze zanim na dobre opuścił ministerialne gabinety, już stał się sierotą. Kto dziś pamięta, że stał za nim, i promował, mający teraz kłopoty partyjne, były minister byłego resortu gospodarki Jacek Piechota. A jak działa w praktyce, to najlepiej widać po stopie bezrobocia. Kiedy program był uchwalany i wprowadzany, bezrobocie nieznacznie przekraczało 16 proc., teraz wynosi prawie 19 i wszyscy analitycy są zgodni, że to jeszcze nie pułap. I tu jakiekolwiek sojusze parlamentarne niewiele zmienią.

Wreszcie reforma finansów publicznych i poszukiwane przez ministra Kołodkę 31 mld złotych, które pozwolą nam przyjąć 62 mld z najróżniejszych funduszy unijnych. A ponieważ nie ma pomysłu, skąd wziąć te pieniądze, poza sięganiem do kieszeni podatników, co przecież — przynajmniej formalnie i pośrednio — stało się przyczyną rozpadu koalicji, tu przewiduję największe problemy.

Przyjęta przez rząd i koalicję SLD-UP strategia „ucieczki do przodu” lub wiejskiej dziewczyny, której jedynym pomysłem na życie jest bliskie „zaprzyjaźnienie się” z kawalerem z miasta, a później „jakoś to będzie” —może okazać się krótkowzroczna i niewystarczająca. Wiadomo przecież, że oni tam, w tej Unii Europejskiej... nie zawsze postępują po bożemu.

I tylko rzesz „Staszków, którzy sprawdzali się w biznesie”, rodem z PSL, trochę szkoda, bo chociaż premier wspominał coś o kompetencjach (że niby one będą decydowały), ale jednocześnie zdeklarował się jako zwolennik czystych sytuacji. Ale to już całkiem osobna historia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Tamtym panom już dziękujemy