Tanio to jeszcze nie jest

Kamil Zatoński
opublikowano: 16-01-2008, 00:00

Indeksy runęły w dół. Analiza przestaje się już liczyć

Nie udała się wczoraj próba powstrzymania spadków cen akcji. Optymizmu starczyło zaledwie na kilkadziesiąt minut. Rynek ugiął się pod serią złych wieści. Zaczęło się od słabych danych makro zza oceanu i wysokiej krajowej inflacji. Inwestorów dobiła kolejna pesymistyczna ocena amerykańskiej gospodarki Alana Greenspana (były szef Fed) i gigantyczna strata Citigroup. Liderem spadków był tym razem WIG20, który na zamknięciu obsunął się o 4,3 proc. Pogłębiająca się przecena wcale jednak nie musi oznaczać, że na rynku zaroiło się od promocji. Dowodzi tego przegląd wskaźników spółek z indeksu mWIG40.

Od szczytu, zanotowanego 26 czerwca 2007 r., indeks obniżył się już o blisko 45 proc. Tak głębokiej korekty nie zaliczył nawet jego poprzednik — MidWIG — w czasie bessy z lat 2000- -01. Wyceny firm wyraźnie się obniżyły: jeśli wziąć pod uwagę medianę (która w tym przypadku jest bardziej miarodajna od średniej arytmetycznej, nie wpływają na nią bowiem wartości skrajne), dla indeksu firm o średniej kapitalizacji wynosi ona obecnie 13,3 (dane z 14 stycznia), czyli ponad dwa razy mniej niż w szczycie hossy.

To jeszcze nie świadczy o tym, że wskaźniki automatycznie stały się atrakcyjne. Rynek jest w innej fazie (euforię zastąpił skrajny pesymizm), na dodatek rzut oka na zestawienie spółek o najniższych mnożnikach cena do zysku po raz kolejny potwierdza, że do ich interpretacji należy podchodzić bardzo ostrożnie.

Według giełdowych tabel, zamieszczanych w prasie, w portfelu mWIG40 najniższą relacją bieżącej ceny do zysku za ostatnie cztery kwartały (a więc de facto okres od IV kwartału 2006 do III kwartału 2007 włącznie) ma Synthos, z unikatowym C/Z na poziomie 2,7. Perełka nie świeci już tak bardzo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w trzecim kwartale 2007 r. zaksięgowano aż 392 mln zł wyniku z tytułu przeszacowania do wartości godziwej nabytych udziałów w spółce Kaucuk. Zysk taki — jako jednorazowy i na dodatek niegotówkowy — nie powinien być jednak brany pod uwagę przy wyliczaniu wskaźników rynkowych. Po korekcie, C/Z rośnie już do około 17, co jak na firmę chemiczną nie jest wyceną szczególnie atrakcyjną.

Po podobnej korekcie (spółka zaksięgowała niegotówkowy zysk z odwrócenia odpisu majątku) rośnie też wskaźnik dla Sanwilu (w tabelach wynosi on 3,3). Skok będzie jeszcze większy, kiedy do obrotu wejdzie ponad 900 mln akcji nowej emisji. Jednorazowe zdarzenia — tym razem jednak gotówkowe, bo spółki sprzedawały aktywa — zwiększyły zyski Kopeksu (tu dodatkowo pomogła aktualizacja wartości in-

westycji) i Mostostalu-Export.

Problem jest z deweloperami (Echo i Gant), którzy zwykli przeszacowywać wartość posiadanych nieruchomości, co oczywiście zwiększa ich zyski. Branża i tak jednak wyszła z mody. Nawet niskie wskaźniki i perspektywy przyzwoitych, powtarzalnych zysków (jak w przypadku Dom Development, którego C/Z to 10) nie dają raczej nadziei na szybkie odwrócenie trendu spadkowego.

Analizując wskaźniki, warto więc patrzeć nie tylko na to, czy są niskie. Także na to, czy ich niska wartość nie jest skutkiem zdarzeń jednorazowych, oraz na to, jakie są perspektywy wyników w kolejnych okresach. Jeśli zyski będą się poprawiać, spółka taka powinna mieć oczywiście większe szanse na wzrost notowań.

Co jednak zaskakujące, w portfelu mWIG40 takich podmiotów nie ma wiele. Te, które dobrze rokują na najbliższe kwartały (jak np. Amrest, LPP, Asseco czy Emperia), już wyceniane są relatywnie wysoko (C/Z 25-30). Inwestorzy słusznie dyskontują ich rosnące zyski. Gdy bardziej prawdopodobne jest pogorszenie rezultatów (banki, ), nawet niskie mnożniki nie powinny dziwić, bo gracze wyprzedzają gorszy scenariusz.

Wychodzi więc na to, że bessa co prawda zweryfikowała wyceny giełdowych średniaków, zbliżając je do bardziej racjonalnych poziomów, wciąż jednak nie są to poziomy na tyle atrakcyjne z dzisiejszego punktu widzenia (słabe nastroje na giełdzie, perspektywy firm na 2008 r. itd.), by bez trudu znajdować rynkowe perełki. Te i tak przynoszą straty, choć nieco mniejsze niż tzw. balony.

Kamil Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu