Tańszy łosoś odpłynął w siną dal

Michalina Szcepańska
29-10-2014, 00:00

Rosyjskie embargo już tak bardzo nie doskwiera hodowcom, a nadchodzące święta to świetny pretekst do podwyżek.

Tani surowiec to największe marzenie naszych przetwórców ryb. Od lat narzekają na drożyznę, która zniechęca konsumentów do zakupów, a im uniemożliwia wykorzystanie potencjału produkcyjnego. Światełko w tunelu pojawiło się po wprowadzeniu rosyjskiego embarga. Norwegowie załamywali ręce nad tonami łososi i pstrągów, które (wraz z innymi rybami i owocami morza) trafiały do Rosji, generując sprzedaż eksportową na poziomie 6,5 mld NOK (około 3,3 mld zł) rocznie. Zgodnie z prawami ekonomii, łosoś zaczął tanieć, a nasi przetwórcy — zacierać ręce. Feta nie trwała jednak długo. Norwegowie właśnie ogłosili odbicie cen, które ma już trwać. Impulsem okazały się nadchodzące święta. Branżowy portal Undercurrent News tłumaczy, że kluczowy był ubiegły tydzień, który okazał się „punktem zwrotnym”. Przez najbliższe dwa miesiące łosoś będzie już tylko drożał, bo okres świąteczny oznacza wzmożoną konsumpcję. Później — zdaniem naszych przetwórców — też każdy pretekst będzie dobry, żeby podnieść ceny.

— Embargo rzeczywiście spowodowało obniżkę, ale Norwegowie próbują ten trend odwrócić. Przedświąteczna gorączka jest do tego świetnym pretekstem. Sprzyja im organizacja rynku, na którym działa kilku ogromnych graczy. Magazynowanie surowca, żeby w krytycznym momencie nie dopuścić do wzrostu podaży, nie jest dla nich problemem — twierdzi Robert Wijata, wiceprezes Graala.

Przyznaje, że jego spółce udało się zrobić większe zakupy po niższych cenach, więc obecny stan magazynów pozwoli przetrwać krótkotrwałe zmiany.

— Najgorsze dla branży są wahania cen, a w ostatnich latach łosoś potrafił zdrożeć w ciągu 6 miesięcy o 20-30 proc., a potem tanieć przez kolejne, choć wciąż ceny miał bardzo wysokie — zaznacza Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR).

Jego zdaniem, po świętach surowiec może znowu nieco stanieć, bo popyt po szczycie sezonu będzie już mniejszy. Ponadto, Chiny niedawno zablokowały import całych łososi (ale filety są dopuszczone) z Norwegii, tłumacząc to wykryciem wirusa ISA. Robert Wijata spodziewa się jednak wzrostu cen, bo rosyjskie embargo udaje się omijać, co w branży jest tajemnicą poliszynela.

— Surowiec zawsze znajdzie drogę do Rosji. Widzimy wzmożone zakupy firm białoruskich. Trudno uwierzyć, że nagle spożycie łososia na Białorusi wzrosło kilkudziesięciokrotnie — mówi wiceprezes Graala.

Najważniejsze, zdaniem szefa PSPR, jest zwiększenie podaży surowca w UE.

— Musimy inwestować w akwakultury łososia, ale też pstrąga, który ma potencjał, by zastąpić łososia na talerzach — uważa Jerzy Safader.

Właśnie w pstrągi inwestuje w Polsce Jerzy Malek, twórca Morpolu — jednego z największych zakładów przetwórczych łososia na świecie, sprzedanego w 2013 r. Marine Harvest, norweskiemu potentatowi w hodowli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szcepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Tańszy łosoś odpłynął w siną dal