Te cztery koła zdrożeją w 2018 r.

WERONIKA A. KOSMALA
14-01-2018, 22:00

Inwestor nie musi bezwzględnie węszyć za stopami zwrotu, omiatając garaż obojętnym wzrokiem, ale może — zapewnia ekspert Hagerty. Dla surowego gracza i dla czulszej reszty Aaron Robinson wytropił 9 samochodowych typów, którym różne przesłanki z rynku wróżą lawinę popytu

BMW M3 2000-2006

Skoro ranking ma dotyczyć aut inwestycyjnych, już powierzchowne wrażenie nasuwa pewną niezgodność, bo „M-trójka” kojarzona z parkingów niekoniecznie jawi się od razu jako pojazd ściśle kolekcjonerski. Wbrew pozorom, na tym właśnie opiera się jego zwyżkowy potencjał, bo podczas gdy na drodze mijać możemy egzemplarze najnowsze, pierwsze serie zaczęły drożeć już jakiś czas temu, a lada moment popyt ma nabrać apetytu na to, co pomiędzy. Jak wskazują analizy Hagerty, z serii M3 opłaca się więc postawić na model E46 — ostatni, który poprzedził auta roztyte do większych gabarytów. Egzemplarze o niskim przebiegu i dobrym stanie zachowania zdrożeją z pewnością, tak jak cenniejsze stały się wcześniejsze E30 i E36.

Jeep CJ-7 1976-1989

W porównaniu z niemieckim poprzednikiem, wycenianym na rynku wtórnym na 23,5-29,7 tys. USD (82-104 tys. zł), propozycja terenowa jest łaskawsza dla portfela nawet o połowę. Seria CJ — produkowana przez Willys-Overland Motors — była pierwszą w tym niby-wojskowym typie, który skutecznie rozbuchał popyt na auta przywodzące na myśl wojnę w czasach pokoju. Dzięki ciągłości tej żołnierskiej stylistyki nawet wersja CJ-7 nie wymaga wyjątkowego skupienia przy przypisaniu jej do rozwijającej się przez trzy dekady serii — a wciąż jest tańsza od przykładowej toyoty land cruiser i zdecydowanie bardziej odporna na warunki konfliktu czy codzienności niż chociażby zabytkowe ferrari, którym lepiej nie jeździć ani po wertepach, ani do weterynarza.

Mercedes-Benz SL 1989-2001

Mercedes SL czwartej generacji — oznakowany jako R129 — mógł mieć tremę, debiutując w 1989 r. na genewskich targach motoryzacji, dlatego że w rodzinnym albumie tej serii były już zdjęcia i z Formuły 1, i w towarzystwie Audrey Hepburn. W związku z tym, że kolejny model miał obowiązek zachwycić wyczekujący rynek, musiał popisać się zaawansowaną technologią — znalazła odbicie na przykład w miękkim dachu, którego rozwijanie się eksperci z rozmachem przyrównują do spektaklu „Jeziora Łabędziego”. Mimo baletowych poezji ceny R129 nie tak dawno sięgnęły dna — a to, zdaniem ekspertów, nie przestroga, tylko zachęta dla skłonnych wydać około 10 tys. USD (35 tys. zł), a nie solidnie więcej.

Lamborghini Diablo 1990-2001

Kiedy rozjeżdżający zwyczaje na miazgę model Countach był wprowadzany na rynek, mało kto wybiegał myślami w czasy, w których miał się zestarzeć — nastąpiły po piętnastu latach, kiedy w 1990 r. wygłodniałej publice zaprezentowano diablo. Nowe lamborghini miało ścigać się z ówczesnym ferrari F40 dosłownie i w kontekście rywalizowania o status plakatowej fantazji nastolatków. O tym, jak bardzo zamknięty etap symbolizuje, przypominają również eksperci, wskazujący, że diablo jest ostatnim pojazdem przez przejęciem marki przez Audi, a także najpóźniejszym samochodem tej klasy bez półautomatycznej skrzyni biegów czy zawłaszczających całą mechanikę komputerów. Gdyby inwestor analizował jednak ceny z aukcji, będą jeszcze skromne, bo aktualni właściciele mają na tyle wysokie oczekiwania co do zapłaty, że czekają zwykle na dogodniejszy moment.

Toyota Supra Turbo 1994-1998

Podobnie jak w duecie BMW i jeepa, w parze lamborghini i toyoty również pierwsze auto jest droższe, co akurat nie musi inwestora zaskoczyć. Szacowana przez Hagerty średnia wartość diablo to 145-158 tys. USD (508-554 tys. zł), podczas gdy niepozorną suprę można mieć za 60,8-74,7 tys. USD (213-262 tys. zł), bo, jak twierdzi zespół ubezpieczyciela, „każdy jakąś pamięta, chociaż nikt takiej nie miał”. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ilość pytań o ten model wzrosła na portalu firmy o 250 proc., natomiast szacowana cena podniosła się w tym czasie 26 proc. — bo mowa o aucie „Szybkich i wściekłych”, a pokolenie emocjonujące się tym filmem to nie syci kolekcjonerzy z cygarami, tylko inwestorzy dopiero budujący zbiory, a więc gwarantujący stabilny popyt.

Ford Raptor 2010-2014

W związku z tym, że już BMW M3 mogło wydawać się zbyt świeże, zaledwie kilkuletni ford kojarzy się bardziej z giełdą samochodów używanych niż z połyskującą okładką katalogu z klasykami. Nabierając jednak dystansu, zauważymy, że naczelną regułą rynku kolekcjonerskich aut jest doszukiwanie się potencjału w tym, co pierwsze w jakimś rodzaju — a kiedy nastała moda na ciężkie i niekoniecznie przydatne pickupy, ford raptor torował drogę odpowiednikom marki Ram czy Chevrolet. Zdaniem ekspertów, to pierwszeństwo ma mu zapewnić przynależność do kategorii aut kolekcjonerskich, bo pasjonaci, których nie było stać na samochód z salonu, już przyspieszają poszukiwania na rynku wtórnym, nie pozwalając średniej cenie spaść poniżej trzydziestu paru tysięcy dolarów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: WERONIKA A. KOSMALA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Te cztery koła zdrożeją w 2018 r.